Liga na ostatniej prostej. GKS i Pogoń bez szans na utrzymanie?
O ile walka o mistrzostwo Polski rozegra się raczej pomiędzy dwoma zespołami, tak bój o uniknięcie degradacji i zachowanie ligowego bytu powinny stoczyć przynajmniej cztery zespoły. Jeden z nich znajduje się w sytuacji wręcz dramatycznej, jednak dopóki piłka w grze…
Czy wstanie jeszcze nowy dzień dla piłkarzy z Bełchatowa?
Na początek przyjrzyjmy się dolnej części tabeli T-Mobile Ekstraklasy. Na pierwszy rzut oka widać, że najgorzej w tym zestawieniu prezentuje się GKS Bełchatów. Podopieczni Kamila Kieresia, którzy rundę wiosenną zaczęli w niezłym stylu, w końcu złapali zadyszkę i przegrali dwa kolejne mecze – z Koroną i Ruchem. Szczególnie ta druga porażka była bardzo dotkliwa i co tu dużo ukrywać, postawiła popularnych Brunatnych w takim punkcie, z którego już raczej nie ma odwrotu. 10 „oczek” straty do bezpiecznej strefy, zaledwie osiem spotkań do końca i problemy kadrowe (poważnej kontuzji doznał Dawid Nowak) nakazują myśleć o Bełchatowie jako o murowanym kandydacie do spadku, którego uratować mógłby jedynie cud… niemal tak samo możliwy jak ten, o który modli się Franciszek Smuda w Ratyzbonie. Mówiąc krótko: nie ma żadnych szans.
Kto więc mógłby dołączyć do GKS-u? Wydaje się, że drugiego spadkowicza powinniśmy wyłonić z grona Podbeskidzie, Pogoń i Ruch Chorzów. Wisła, Widzew i Korona wcale nie odstają tak bardzo od tej grupy, jednak śledząc uważnie grę tych zespołów, stawiam orzechy przeciwko dolarom, że Kraków, Łódź i Kielce także w przyszłym sezonie będą cieszyć się Ekstraklasą.
Terminarz i aktualna forma trzech powyższych drużyn nie kłamią. Podbeskidzie tak za Dariusza Kubickiego jak i Czesława Michniewicza gra naprawdę dobrze, no i ma atut, o którym rywale mogą jedynie pomarzyć. O co, a właściwie o kogo chodzi? Oczywiście o Roberta Demjana. Słowacki napastnik może niemal w pojedynkę przesądzić o losach meczu, a jego umiejętności i nos strzelecki mogą mieć kluczowe znaczenie na ostatniej prostej sezonu. Za Góralami przemawia także rozkład pozostałych spotkań. Na własnym boisku zagrają oni z Bełchatowem i Pogonią, a poza wyjazdem do Poznania nie czeka już ich żaden mecz, w którym nie mogliby się pokusić o zdobycie trzech punktów (na dobrą sprawę jest to możliwe także przy Bułgarskiej, ale żeby chłopakom Michniewicza zbyt nie słodzić, zostawiamy ten mecz po stronie debetu).
Nieco gorzej na papierze wygląda Ruch Chorzów, który będzie musiał zmierzyć się jeszcze z Legią i Wisłą, a jakby tego było mało, podopiecznych Jacka Zielińskiego czekają podwójne derby. Te wielkie z Górnikiem Zabrze i te nieco mniejsze z Piastem Gliwice. Do tego należy doliczyć wyjazdy do Gdańska i Białegostoku, gdzie praktycznie każdy wynik jest możliwy. O punkty nie będzie więc łatwo, jednak Niebiescy mają jeden wielki atut w postaci meczu na własnym stadionie z Pogonią Szczecin. Kto wie, czy nie będzie to decydujący o utrzymaniu bój, a gdyby brać po uwagę tylko obecną formę, to trzy punkty powinny pozostać przy Cichej.
No i w końcu doszliśmy do wspomnianej Pogoni. Portowcy grają tej wiosny tak, że momentami aż bolą zęby. Bez ładu i składy, bez pomysłu i bez wyników. Oblicza zespołu nie zmienił Dariusz Wdowczyk, po którym w Szczecinie wiele sobie obiecywano. Cóż, z pustego i Salomon nie naleje. Za tym, że Pogoń podzieli los Bełchatowa przemawia niemal wszystko. Podopiecznych „Wdowca” czekają wyjazdowe mecze z Legią i Śląskiem, ale także z Ruchem i Podbeskidziem, czyli głównymi rywalami w walce o ligowy byt. Różowo to nie wygląda, a ciężko się spodziewać, że piłkarze ze Szczecina nagle, z dnia na dzień złapią wiatr w żagle, który pozwoli im bezpiecznie dopłynąć do końcowego portu. Wniosek? Niestety, ale Pogoń spada z ligi.
Mecz przyjaźni w Katowicach na remis! Wielkie wydarzenie na Śląsku
GKS Katowice w meczu towarzyskim zremisował z zaprzyjaźnionym Banikiem Ostrawa 1:1. Niestety dla drużyny Rafała Góraka, ale Mateusz Wdowiak zszedł z urazem.