Leśnodorski dla „PN”: Jeśli Rumak jest taki tani, to… masakra!
Bogusław Leśnodorski, prezes Legii, wyrasta w ostatnich tygodniach na medialnego tygrysa, w liczbie udzielanych wywiadów zaczął gonić niezwykle popularnego i dobrze postrzeganego szefa PZPN Zbigniewa Bońka. Szef mistrzów Polski jest rozchwytywany przez dziennikarzy, ponieważ nie bawi się w słowną dyplomację, tylko wali prosto z mostu. Dowód? Oto fragment rozmowy, której zapis ukaże się w najnowszym wydaniu tygodnika „Piłka Nożna”, na temat wicemistrzowskiego Kolejorza.
– Perfidna gra z Lechem na rynku transferowym to element pańskiej strategii?
– Nie ma w tym perfidii – spokojnie ripostuje Leśnodorski. – To przypadek.
– Bereszyński, Ojamaa, Wandzel, do tego pogłoski o zainteresowaniu Linettym i Kamińskim. I to pan nazywa przypadkiem?
– Po prostu powiedziałem kiedyś, że w Lechu gra jeszcze dwóch, trzech zdolnych młodych chłopaków, którzy dobrze wkomponowaliby się do Legii, to wszystko. A powstał szum, niewarty tych słów. Na razie po nikogo nowego z Lecha nie sięgniemy, ale nie wykluczam, że kiedyś utalentowani piłkarzy przyjdą stamtąd do Warszawy. Przy okazji mam nadzieję, że kiedyś Lech zacznie sięgać po zawodników wychowanych w Legii. Bo to byłoby zdrowe.
– Powtarza pan, że Legia jest większym magnesem od Lecha. A nie jest tak, że jest bogatsza i ma większe możliwości?
– Za Beresia zapłaciliśmy ekwiwalent za wyszkolenie, a pensję dostał nie wyższą, niż miał oferowaną w Lechu. Ojamaa zgodził się u nas grać nawet za kontrakt 10 procent niższy niż w Lechu.
– Tyle że pojawiła się informacja, że Legia zapłaciła za niego aż 470 tysięcy euro.
– Nie przywiązujmy się do tej kwoty. My daliśmy 10 procent mniej, niż chciał dać Lech. Za transfer i piłkarzowi. Ogólnie jestem przeciwny wyścigowi Lecha i Legii na rynku transferowym, bo to niczemu nie służy.
– Pan teraz żartuje, prawda? Przecież to pan zaproponował i zapoczątkował ten wyścig.
– Jeśli w Polsce są dwa kluby znaczące, to Legia jest na dziś pierwszym wyborem, po tym jak wywalczyła szansę gry w Lidze Mistrzów. Na dziś. Bo po jakimś czasie to się może zmienić, ale teraz tak właśnie jest. Śmieszy mnie trochę, jak trener Mariusz Rumak i Piotr Rutkowski opowiadają o wartościach.
– A zatrudniłby pan kiedyś Rumaka?
– Nigdy… nie mów nigdy. Zwłaszcza jak dojrzeje i nie będzie stosował słownych wycieczek pod adresem Legii. Bo to jest słabe u niego, i w ogóle w obozie Lecha. Od czasu żartów nie zawsze eleganckich Marka Jóźwiaka nikt z Legii nie atakuje werbalnie Lecha. Tymczasem w Poznaniu jest jakaś chorobliwa żądza porównywania się do Legii. Granicząca z paranoją. Nawet jak wspominają o wartościach, to nie mówią o swoich, nie definiują ich, tylko deklarują, że są inne niż w Legii.
Nie bez przyczyny zapytałem o możliwość zatrudnienia Rumaka. To podobno najtańszy trener w lidze. Po środowisku krąży pogłoska, że pracuje za 15 tysięcy złotych miesięcznie
– Ja też słyszałem właśnie tę kwotę. Jeśli rzeczywiście tak jest – bo nic nie mam do Rumaka, uważam, że świetnie poustawiał niezbyt szeroką kadrowo drużynę Lecha – to Lech nie ma szans na nic. To jest masakra! I największy kłopot Lecha. Także z uwagi na to, że szkoleniowiec, który osiągnął aż tyle w ubiegłym sezonie, tak bardzo się nie szanuje. Jakość musi kosztować, między jego umiejętnościami i zarobkami musi zachodzić korelacja. A jeśli jest to publiczna wiedza, to i szacunek u piłkarzy może mieć, i pewnie ma, z uwagi na wysokość zarobków mniejszy. To jest słabe, to nie jest fajne. Mnie się to nie podoba. Trener Lecha Poznań powinien mieć zarobki sytuujące go w pierwszej trójce w Polsce. Bo na takie zasługuje, na takie sobie zapracował.
Złe skojarzenia z Wrocławiem. Jak Lech radzi sobie po reprezentacyjnych przerwach?
Pierwsza w sezonie pauza na mecze reprezentacji stanowiła zarazem novum, jeśli chodzi o czas jej trwania. Powrót do klubowej rzeczywistości po tak długiej przerwie to specyficzne wyzwanie. Dotychczas pod wodzą Nielsa Frederiksena poznański Lech sprawnie radził sobie ze wznawianiem rywalizacji w Ekstraklasie, choć nie ustrzegł się bolesnych potknięć.
Katowicka GieKSa pewnie rozprawiła się z Medalikami w spotkaniu 10. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy. Zobacz skrót najciekawszych wydarzeń tego meczu.
Raków bez zmian. GKS Katowice wygrał spotkanie w Częstochowie
Przerwa na mecze reprezentacji miała być zbawienie dla kulejącego Rakowa Częstochowa. Nic bardziej mylnego. Medaliki z kretesem przegrały z GKS Katowice w drugim meczu 10. kolejki PKO BP Ekstraklasa.