Legenda Jagi typuje hit przy Łazienkowskiej. „W Warszawie nikt nie jest faworytem”
W zaległym meczu 6. kolejki PKO BP Ekstraklasy, Legia Warszawa podejmie Jagiellonię Białystok. Zdaniem legendarnego napastnika Jagi, Tomasza Frankowskiego, Duma Podlasia nie jest bez szans przy ul. Łazienkowskiej.
W tabeli PKO BP Ekstraklasy, Jagiellonia Białystok już tuż za podium. W 9. kolejce podopieczni Adriana Siemieńca pokonali lidera, Wisłę Płock i zrównali się z Nafciarzami punktami. W razie zwycięstwa z Legią Warszawa, Duma Podlasia może awansować na pierwsze miejsce. Legenda Jagiellonii, Tomasz Frankowski przestrzega jednak przed upatrywaniem w białostoczanach faworyta środowego starcia.
– W Warszawie nikt nie jest faworytem, grając przeciwko Legii w Ekstraklasie. Ale na pewno przystąpi do meczu z podniesioną głową. W ostatnich latach niejednokrotnie wygrywała w stolicy, zawodnicy są w dobrej dyspozycji, jednak nie chciałbym stawiać ich w roli faworyta – podkreślił w rozmowie z portalem sport.tvp.pl.
Tym bardziej, że Legia grać będzie przed własną publicznością. Przy Łazienkowskiej gracze Edwarda Iordanescu wygrali pięć z siedmiu spotkań we wszystkich rozgrywkach. – Zawsze dwunasty zawodnik w postaci kibiców Legii pomaga gospodarzom i o wyniku niekoniecznie decydują tylko umiejętności, a także cechy wolicjonalne. A te, od czasu do czasu, Legia umie w Warszawie zaprezentować – dodaje.
Marek Papszun prowadził Legię Warszawa w trzech meczach, ale żadnego Wojskowi nie potrafili wygrać. Doświadczony szkoleniowiec zastanawia się nad tym stanem rzeczy.
Legia Warszawa nie wygrała już 12 meczu z rzędu, czym pobiła negatywny rekord z 1966 r. Po remisie z GKS Katowice, kibice Wojskowych znów dali pokazać swojemu niezadowoleniu, co nie spodobało się niektórym graczom stołecznego klubu.
13-ego w piątek, ani GKS, ani Legia nie potrafiły w Katowicach przechylić szali na swoją stronę. Bliżsi tego byli jednak gospodarze i to oni mogą bardziej pluć sobie w brodę.
Legia pobiła niechlubny rekord! Seria bez zwycięstwa w lidze trwa
Historia wydarzyła się na naszych oczach. Wojskowi po raz 12. z rzędu nie byli w stanie zainkasować kompletu punktów w Ekstraklasie, bijąc tym samym rekord z 1966 roku.