O tym, że ma lepiej wyposażone nogi niż głowę, wiadomo było od dawna. Ale że z tą drugą jest aż tak źle, nikt się nie spodziewał. Aresztowanie Ronaldinho w Paragwaju to efekt jego skrajnej głupoty, która zresztą wyszła na jaw nie po raz pierwszy.
Ronaldinho (foto: Reuters)
4 marca Ronaldinho wraz ze swym bratem Roberto Assisem (uchodził dotychczas za o wiele bardziej rozgarniętego, jest cały czas agentem Ronniego) udał się do Paragwaju. Obywatele Brazylii nie potrzebują paszportu by przekroczyć granicę z tym krajem, wystarczy dowód. Tymczasem obaj pokazali służbie granicznej podrobione paszporty paragwajskie, które dostali w prezencie od zaprzyjaźnionego biznesmena Wilmondesa Sousy (dziś w więzieniu). Albo nie mieli świadomości, iż są one fałszywe, albo postanowili sobie zażartować. Pogranicznikom nie zabrakło jednak przenikliwości, ani nie wykazali się poczuciem humoru i wpakowali obu panów do ciupy. Adwokat Ronaldinho, Sergio Queiros, oświadczył: – On nie zamierzał popełniać żadnego przestępstwa, on jest po prostu głupi.
Słup Władze Paragwaju zatrzymały eksfutbolistę, a wydany komunikat głosi, że może zostać oskarżony nie tylko o próbę przekroczenia granicy z fałszywym paszportem. Tak więc głośno zrobiło się o całym popiłkarskim życiu Ronaldinho, które z pewnością nie jest wzorcowe. Zamiast dyskontować sławę i odcinać kupony od boiskowych dokonań, Brazylijczyk zaangażował się bowiem w kilka bardzo niejasnych przedsięwzięć. Jednym z nich było pobudowanie na wybrzeżu rzeki Guaiba, w okolicach rodzinnego Porto Alegre, nielegalnego molo oraz platformy do połowu ryb. Ronaldinho, tak trzeba to nazwać, parał się kłusownictwem. Jednak oczywiście długo się nie pobawił w ten sposób. W 2015 roku został ukarany grzywną w wysokości 2 milionów dolarów, a gdy odmówił zapłaty… zabrano mu paszport.
W 2012 roku zrobił się smród wokół Instituto Ronaldinho Gaucho, powołanego w celu czynienia szeroko rozumianego dobra ubogim mieszkańcom Porto Alegre. Jednak bardziej była to instytucja defraudująca publiczne pieniądze. Najpierw oskarżono Ronaldinho o przeputanie 100 tysięcy dolarów przyznanych przez rząd prowincji na pewien projekt edukacyjny, a potem – kolejnych 300 tysięcy. Placówka została zamknięta, lokalni politycy do dziś kłócą się, czy należy bohatera ciągać po sądach, czy raczej uniewinnić tłumacząc, że miał dobre intencje. Mało jest za to wątpliwości dotyczących platformy 18kRonaldinho. Była to piramida finansowa spekulująca kryptomonetą, być może wessała nawet 65 milionów dolarów. Rzecz jasna Ronaldinho sam jej nie wymyślił, jak i powyżej opisanych przekrętów. Natomiast miarą jego głupoty jest zgoda na firmowanie wszystkich tych przedsięwzięć.
Zapewne także po to, by stanąć ponad prawem i odroczyć egzekucję sięgających ponoć kilku milionów dolarów długów, Ronaldinho dwa lata temu mocno zaangażował się w kampanię prezydencką Jaira Bolsonaro. Jego poparcie na pewno miało jakiś wpływ na dobry wynik i zwycięstwo tego prawicowo-populistycznego kandydata. Bolsonaro nie zapomniał o pomagierze, doprowadził do zwrócenia mu paszportu i mianował jednym z ambasadorów turystycznych kraju. Natomiast wskutek poparcia dla Bolsonaro futbolista stracił funkcję ambasadora Barcelony. Wcześniej często brał udział w różnych jej klubowych imprezach na całym świecie, za każdą kasując po 100 tysięcy dolarów.
Nadzieja w Bolsonaro Sytuacja byłej gwiazdy nie jest łatwa. Cztery jego brazylijskie posiadłości zostały, jak niedawno poinformowała gazeta „Folha de Sao Paulo”, zajęte na poczet długów. W niewoli może spędzić nawet pół roku. Najpierw został wraz z bratem umieszczony w Penitenciaria de Acumbu, głównym więzieniu w stolicy Paragwaju, Asuncion, wsławionym torturami, jakimi poddawano w nim przeciwników byłego dyktatora Alfredo Stroessnera, a potem przeniesiony do równie słynnego Agrupacion Especializada Braci zakwaterowano w Cuadrilatero, oddziale na najwyższym piętrze, jak na więzienie luksusowym, ale szczególnie mocno strzeżonym, gdzie przebywają narkobossowie oraz skorumpowani politycy i z którego trudno jest uciec. Panowie De Assis dostali osobną celę z TV, ale z łazienki korzystali wspólnie z innymi osadzonymi. Zapewne mieli okazję zamienić słowo z Romanem Gonzalezem Daherem, byłym szefem paragwajskiej federacji piłkarskiej, tam również spędzającym ostatnio czas. Kilka dni po osadzeniu Ronnie wziął udział w więziennym meczu o pieczonego prosiaka. Strzelił 5 goli i zaliczył 6 asyst, jego zespół wygrał 11:2…
Spekuluje się, że być może Ronaldinho był w Paragwaju zaangażowany w nielegalną prostytucję i inne działania typowo mafijne, policja od dawna go śledziła, a wpadł na fałszywym paszporcie jak Al Capone na podatkach. Do Paragwaju przybywał na zaproszenie tamtejszej businesswoman Dalii Lopez, formalnie by stać się twarzą kampanii charytatywnej mającej wspomóc opiekę zdrowotną nad dziećmi. Tyle że pani Lopez od dawna jest podejrzewana o przestępstwa podatkowe i finansowe. Są źródła twierdzące, że to od niej, a nie od W. Sousy, bracia dostali owe feralne paszporty, co byłoby nawet bardziej logiczne.
Jeśli niebawem Ronaldinho zostanie wypuszczony z więzienia, to tylko wskutek interwencji Bolsonaro. Jako pierwszy odezwał się brazylijski minister sprawiedliwości i bezpieczeństwa publicznego – Sergio Moro. Zaproponował władzom Paragwaju zmianę więzienia na areszt domowy. Zapewne pójdą za tym inne zabiegi dyplomatyczne. Reżimy na ogół nie zostawiają swoich ludzi na lodzie.
Leszek ORŁOWSKI
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE 11/2020 TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”