W sobotnie popołudnie Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało na własnym boisku z czeską Karviną 0:2. Trener „Górali” Robert Kasperczyk nie ukrywał swojego rozczarowania słabą postawą swoich zawodników.
– Spodziewałem się, że będę mógł po tym spotkaniu zweryfikować dyspozycję zawodników. Warunki do gry były jednak ekstremalne i zdaję sobie sprawę, że w lidze nie stracimy takich bramek, jakie dziś straciliśmy. Przy takich kuriozalnych golach i na tak trudnym boisku nie jest łatwo odrabiać straty – powiedział Kasperczyk.
– Mam świadomość, że na tydzień przed ligą ten wynik jest zły, a morale zespołu nie poszło w górę. Natomiast nie będę wyciągał żadnych konsekwencji, ani daleko idących wniosków. Mecz przez 90 minut przypominał granie w futbol na zasadzie „kopnij i biegnij”. W lidze takich spotkań na szczęście nie ma – kontynuował.
– Chciałbym, żeby ten mecz był rozegrany przynajmniej w takich warunkach, jakie mieliśmy w Grodzisku Wielkopolskim. Jednak wiem, że nie jest to usprawiedliwieniem, bo rywal miał je takie same – zakończył opiekun Podbeskidzia.
Sławomir Witek dla „PN”: Klauzula odejścia Dawida Szwargi była nieaktywna
Gdyby Raków zgłosił się po Dawida Szwargę we wrześniu, zapłaciłby zdecydowanie mniej niż w październiku. Prezes GKS-u Katowice zdradza kulisy negocjacji z częstochowskim klubem.