Węgrzy walczyli, próbowali i szukali swoich okazji bramkowych w rywalizacji z Włochami. Jednakże w poniedziałkowy wieczór nie mieli recepty na pokonanie kapitalnie grającego w bramce Gianluigiego Donnarummy. Mistrzowie Europy byli też ponadto skuteczniejsi od rywala i wygrali w Budapeszcie 0:2. Tym samym Włosi awansowali do Final Four Ligi Narodów!
Poniedziałkowe starcie rozgrywane na Puskas Arena w Budapeszcie miało przesądzić o tym, która z drużyn awansuje do Final Four Ligi Narodów. W lepszej sytuacji byli gospodarze dzisiejszego spotkania, którym remis wystarczał do osiągnięcia pożądanego celu. Natomiast mistrzowie Europy, będący wiceliderem grupy ze stratą dwóch punktów do swoich rywali, musieli ten mecz. Zanosiło się więc nam na to, że obejrzymy fantastyczne widowisko.
W pierwszej połowie nie byliśmy jednak świadkami licznych okazji bramkowych z obu stron. Pierwszy kwadrans gry upłynął dosyć spokojnie, a częściej przy piłce znajdowali się goście. Jednakże mistrzowie Europy nie potrafili stworzyć żadnego konkretnego zagrożenia pod bramką rywala, a jedną z lepszych okazji miał w 12. minucie rywalizacji Giovanni Di Lorenzo, ale strzał włoskiego obrońcy był zbyt lekki, aby zaskoczyć obronę gospodarzy. Z kolei Węgrzy starali się grać głównie z kontry i nie popełniać błędów w obronie, czego jednak nie udało się niestety uniknąć.
Włosi przez dłuższy czas gry w pierwszej połowie byli na połowie gospodarzy, ale brakowało im dokładności w podaniach pod bramką rywala. Jednakże niepewna dzisiaj w rozegraniu węgierska obrona popełniła w 27. minucie meczu błąd, który poskutkował utratą gola. Po nieudanym rozegraniu do piłki dopadł Giancomo Raspadori, okiwał jednego rywala i wpakował piłkę do pustej siatki. Goście wyszli na zasłużone prowadzenie, które mogło być wyższe już cztery minuty później, ale strzał Di Lorenzo był minimalnie niecelny.
Później gospodarze próbowali doprowadzić do wyrównania, ale nie mieli też zbytnio pomysłu na sforsowanie szczelnej włoskiej defensywy. Z kolei Włosi też mieli swoje sytuacje, aby powiększyć swoją przewagę bramkową jeszcze przed zejściem do szatni na przerwę, ale mieli rozregulowany celownik. Jednakże mistrzowie Europy mieli to starcie w pierwszej połowie pod kontrolą, przez co do przerwy byli na minimalnym, ale zasłużonym prowadzeniu.
Druga połowa mogła dla gospodarzy rozpocząć się bardzo dobrze. Węgrzy mieli aż trzy fantastyczne okazje na gola, ale kapitalnymi paradami popisał się wówczas Gianluigi Donnarumma. To okrutnie zemściło się też na gospodarzach sto dwadzieścia sekund później. Bryan Cristante wbiegł w pole karne i dograł piłkę z prawego skrzydła do Federico DiMarco, a ten z najbliższej odległości wpakował ją do bramki. To jednak nie podłamało Węgrów, którzy w 54. minucie rywalizacji mogli zdobyć bramkę kontaktową, ale kapitalnie strzał głową zmierzający do bramki Calluma Stylesa ponownie zatrzymał Donnaurumma, który wyrastał na bohatera spotkania. Generalnie pierwszy kwadrans drugiej części gry był bardzo atrakcyjny i intensywny z obu stron. W tym czasie mieliśmy więcej okazji bramkowych niż przez całą pierwszą połowę rywalizacji.
Gospodarze, którzy nie mieli nic do stracenia, z każdą minutą grali coraz odważniej i ofensywniej. W 62. minucie kolejną kapitalną paradą po strzale Stylesa popisał się Donnarumma. Włosi natomiast skupili się na organizacji gry w defensywie i grze z kontry, co przyniosło pozytywny efekt. Z każdą kolejną minutą akcje i sytuacje Węgrów były coraz mniej konkretniejsze i brakowało im pomysłu na pokonanie grającego dzisiaj fenomenalnie Donnarummy. Nadzieje na pozytywny rezultat gasły z każdą kolejną minutą, a goście uspokoili sytuację na boisku i dowieźli korzystny rezultat do samego końca.
Włosi zagrali skuteczniej, a przede wszystkim mieli dzisiaj kapitalnego w bramce Donnarummę. Węgrzy natomiast nie potrafili znaleźć recepty na pokonanie włoskiego goalkeepera, ale nie mają się czego wstydzić po dzisiejszym spotkaniu. Może i przegrali mecz decydujący o awansie do Final Four Ligi Narodów, ale i tak osiągnęli bardzo wiele. W bardzo trudnej grupie w Lidze Narodów z mistrzami Europy, Anglią i Niemcami zdobyli aż 10 punktów i dali swoim kibicom olbrzymie powody do dumy.
Sytuacja w Meksyku jest bardzo napięta. Wskutek wojny z kartelami państwo jest na skraju wojny domowej. Za kilka miesięcy odbędą się tam mecze mistrzostw świata, czy Meksykanie stracą prawa organizacyjne?