Nie było niespodzianki w drugim sobotnim meczu T-Mobile Ekstraklasy. Jagiellonia Białystok rozegrała dobre zawody i w pełni zasłużenie pokonała na własnym terenie Śląsk Wrocław 3:1.
Spotkanie od początku toczyło się w dobrym tempie. Obie drużyny były nastawione na wskroś ofensywnie, o czym najdobitniej mogliśmy się przekonać w drugiej połówce pierwszej części meczu. W 26. minucie Przemysław Kaźmierczak podał piłkę do Sylwestra Patejuka przed polem karnym, a ten mając kilka metrów wolnej przestrzeni zdecydował się na uderzenie. Futbolówka odbiła się jeszcze od nogi Ugo Ukaha i wpadła do bramki nad interweniującym Krzysztofem Baranem.
Gospodarze nie załamali się jednak po utracie bramki i zaledwie sześć minut później doprowadzili do remisu. Rafał Grodzicki zapaśniczym chwytem powalił w polu karnym Bekima Balaja i arbiter Paweł Gil nie zawahał się ze wskazaniem na „wapno”. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Dani Quintana.
Śląsk nie otrząsnął się jeszcze po stracie pierwszego gola, a już Marian Kelemen musiał po raz kolejny wyciągać piłkę z własnej bramki. Dawid Plizga wpadł z prawego skrzydła pole karne Śląska i z jego skraju zdecydował się na strzał. Bramkarz rywali wyciągnął się co prawda jak długi, ale piłka wpadła przy dalszym słupku do siatki.
W drugiej połowie Jagiellonia kontrolowała przebieg wydarzeń na boisku i w odpowiednim momencie dobiła rywala. W 79. minucie Quintana otrzymał świetne podanie z głębi pola, jednak nie zdecydował się na natychmiastowy strzał. Gwiazdor Jagi postanowił zabawić się z piłkarzami Śląska, kładąc na ziemię bramkarza, a następnie Mariusza Pawelca i dopiero potem dobił futbolówkę do pustej bramki. Cóż to za zawodnik!
Trener Korony nie wytrzymał! Dosadnie podsumował klęskę w Poznaniu
Trener Korony Kielce nie wytrzymał po klęsce z Lechem Poznań. — Nie czuję bezradności, bardziej żal, złość i słowo, które powinno zostać wykropkowane. Wkur***nie. Przepraszam — mówił na konferencji Jacek Zieliński.