To było 12 lat temu w Rzymie. Chciałem, żeby w finale Ligi Mistrzów wygrał Manchester United – wygrała Barcelona. Po meczu lekko pobłądziłem w korytarzach rzymskiego Stadio Olimpico. Nagle znalazłem się w miejscu, w którym teoretycznie znaleźć się nie powinienem. Na pustawym korytarzu, z jednych z wielu drzwi wyszedł Pep Guardiola. Też lekko zdziwił się widząc gościa z akredytacją. Mrugnął tylko okiem – coś na zasadzie: wiem, że nie powinno cię tu być, ale nie robię afery – i schował się w następnych drzwiach.
Wtedy finiszował ze swoim pierwszym, wielkim sezonem w trenerskiej karierze. W 2009 roku wygrał niemal wszystko, co miał do wygrania i zaczął się jego wielki czas w Barcelonie. Za chwilę był już trenerską gwiazdą numer 1, której blask niespodziewanie zaczął… blednąć w Monachium. Niby wszyscy podkreślali jaki postęp robią jego drużyny, jak windują się przy nim poszczególni piłkarze, ile mądrości jest w jego nauczaniu futbolu, sęk jednak w tym, że trzy mistrzostwa Bundesligi nie przełożyły się na główną wygraną w Champions. No więc wyjechał z Bawarii i zbudował najpiękniej grającą drużynę w Anglii, która za chwilę pod jego okiem zostanie trzeci raz mistrzem Anglii. No ale uszatki jak nie było, tak nie ma. Jeszcze nie ma. Z Bayernem przynajmniej docierał do Big 4, z City nie potrafił aż do tego roku przebrnąć choćby ćwierćfinału.
Uwierało go to mocno. A najmocniej słowa, że bez Leo Messiego nie jest w stanie zbudować prawdziwie wielkiej drużyny. I oto teraz zostały mu jeszcze trzy mecze, by obalić tę tezę. Droga jest oczyszczona z kilku przeszkód. Nie ma pogrążonego w kryzysie Liverpoolu, nie ma Bayernu, obiektywnie – w pełnym składzie – wciąż pewnie najlepszej drużyny w Europie. Niby więc jest nieźle, ale w dwóch półfinałowych starciach z Paryżem MC wcale nie będzie zdecydowanym faworytem, szanse trzeba rozpatrywać 50 na 50. Kto wie – być może nawet łatwiejsze zadanie czekać ten zespół będzie w finale, o ile się tam znajdzie. W każdym razie Pep Guardiola stoi właśnie przed szansą rozegrania sezonu życia. Jeszcze bardziej spektakularnego (bo bez Messiego) niż 2008-29. Może wygrać Champions, wciąż może rozgrywki w Anglii zakończyć podwójną koroną. Co wówczas? Przesyt czy może chęć zbudowania prawdziwego potwora – z głową blondwłosego wikinga?
Guardiola jest głodny na nowo, o wyżerce sprzed lat już dawno zapomniał. Głodni są również Thomas Tuchel, który właśnie odebrał Guardioli szansę na zdobycie Pucharu Anglii oraz Mauricio Pochettino – oni uczucia najedzenia nie pamiętają, bo go nie znają. Prócz tego łączy ich znajomość szatni PSG i samk porażki: przegrali dwa ostatnie finały LM – Niemiec był gorszy od Bayernu, Argentyńczyk nie dał rady Liverpoolowi. Jedyny syty basior w tym towarzystwie to Zinedine Zidane. Dla kogo więc ostatnia lewa tego rozdania?
I jeszcze dwa wątki a propos. Po pierwsze: informacja, która cieszy (przynajmniej mnie) – Premier League ma się wciąż nieźle. O ile w ubiegłym roku w ósemce półfinalistów Ligi Mistrzów i Ligi Europy znalazł się tylko Manchester United, to w tym roku aż połowę całej stawki tworzą wyspiarze. Po drugie: wirus nie odpuszcza. Nie tylko koronawirus, ale również „wirus FIFA”. Ozdobą półfinałów LM był dwumecz PSG z Bayernem. Jego przebieg i rezultat mógłby być jednak kompletnie inny (i pewnie by był), gdyby w meczu z Andorą kontuzji nie doznał Robert Lewandowski. Stracił być może niepowtarzalną szansę na indywidualny rekord strzelecki, ale przy okazji Bayern stracił okazję na obronę uszatki. Lewy nie był jedyny w Europie, lecz jego przypadek pozostaje najbardziej spektakularny. Gdyby Polak musiał pauzować przynajmniej 28 dni, Bawarczycy otrzymaliby od FIFA rekompensatę w wysokości około pół miliona euro, czyli jakieś 20 tysięcy za dzień przerwy. Pewnie nawet by nie zauważyli tego wpływu na koncie…
ZBIGNIEW MUCHA
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (16/2021)
Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora
Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?
Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie
Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.