– Na Śląsku ludzie bardzo identyfikują się ze swoimi klubami. Kibice zawsze nas motywują do dobrej gry – przed Wielkimi Derbami Śląska mówi nam piłkarz Ruchu Chorzów – Rafał Grodzicki.
– Mała zagadka dla pana. 2 marca 2008 roku – czy ta data coś panu mówi?
– Podejrzewam, że właśnie wtedy rozegrałem swoje pierwsze Wielkie Derby Śląska. Mój transfer został załatwiony w ostatniej chwili i mogłem zagrać przeciwko Górnikowi Zabrze.
– I chyba dobrze pan wspomina tamten mecz? W końcu wygraliście 3:2 przy wypełnionym po brzegi Stadionie Śląskim. – Po transferze z Bełchatowa w starciu z Górnikiem zagrałem zaledwie dziesięć minut. Oczywiście dobrze wspominam tamto spotkanie, gdyż wygraliśmy po emocjonującym widowisku. Co więcej oglądało nas wielu kibiców na fajnym stadionie. Z pewnością było to wyjątkowe widowisko.
– Ma pan dobry bilans w barwach Ruchu przeciwko Górnikowi – trzy zwycięstwa, remis oraz porażka. Jakieś spotkanie szczególnie zapadło panu w pamięci? – Na pewno przede wszystkim długo będę pamiętał spotkanie sprzed roku, kiedy wygraliśmy na naszym stadionie przy ulicy Cichej 3:0. Wszyscy wówczas zostaliśmy zaskoczeni przez duże opady śniegu. W dodatku na stadionie w trakcie meczu zgasło światło. Było sporo zamieszania, ale na szczęście wygraliśmy.
– Nie jest tajemnicą, że sympatyzuje pan z Cracovią. Czy da się w jakiś sposób porównać WDŚ do derbów Krakowa? – Trudno jest mi to porównywać, bo w derbach Krakowa nigdy nie zagrałem. Mogę wypowiedzieć się tylko i wyłącznie z perspektywy kibica. Jeśli miałbym oceniać, to uważam, że Wielkie Derby Śląska mają wyższą rangę o jeden stopień. Wszystko przez to, że kibice bardziej identyfikują się ze swoimi klubami i bardziej żyją piłką.
– Mieszka pan w rodzinnym Krakowie, więc pewnie odczuwa Pan w mniejszym stopniu presję ze strony kibiców? – To prawda. Na treningi do Chorzowa dojeżdżam z Krakowa. Jak mieszkałem na Śląsku, to bardziej odczuwałem tą całą atmosferę. Jak wyjdzie się na miasto w Chorzowie, to tam ludzie chodzą w pamiątkach klubowych i nikt się z tym nie kryje. Na ulicach piłkarze automatycznie są rozpoznawani, a fani zawsze nas motywują do dobrej gry.
– A w szatni nakręcacie się w jakiś wyjątkowy sposób na starcie z Górnikiem? – Mamy ostatnio tyle spotkań o stawkę, że przed tym derbowym nie ma aż takiego wielkiego napięcia, jak zwykle. Oczywiście chcemy zagrać jak najlepiej i wygrać dla kibiców.
– Jaka obecnie panuje atmosfera w zespole. Ruch jest rewelacją rozgrywek, awansowaliście do finału Pucharu Polski, ale dwa ostatnie mecze to mimo wszystko porażki. – Myślę, że nie przeżywamy żadnego kryzysu. Z Legią przegraliśmy w Warszawie, ale oglądając powtórki tego spotkania nie uważam, abyśmy zasłużyli na porażkę. Na pewno nie zagraliśmy w tamtym spotkaniu źle. Jeśli chodzi o rewanżowy mecz półfinałowy w Pucharze Polski przeciwko Wiśle, to na pewno zagraliśmy poniżej oczekiwań. Jednak swój cel osiągnęliśmy i jesteśmy w finale. Uważam, że morale w drużynie na pewno nie spadły.
– Puchar Polski czy ekstraklasa? Czy teraz, gdy jesteście już w finale tych pierwszych rozgrywek, to są one dla was ważniejsze? – Nie ma u nas takiego podziału. Do finału Pucharu Polski zostało jeszcze trochę czasu, a przed nami mecze z Górnikiem Zabrze i Polonią Warszawa. Nie mamy tylu spotkań w nogach, aby teraz opowiadać, że jesteśmy już zmęczeni sezonem. Czasu na odpoczynek nam wystarcza do odpowiedniego zregenerowania sił.
– Na koniec dwa słowa na temat pana przyszłości. W styczniu podpisał pan kontrakt z Ruchem na pół roku. Czy jest pan w stanie powiedzieć, gdzie będzie występował w następnym sezonie? – Mam nauczkę sprzed paru miesięcy, że nie powinienem zbytnio się na ten temat wypowiadać. W klubie wygasają umowy również kilku innym piłkarzom. Gramy tak często, że nawet nie ma czasu na ten temat porozmawiać. Jednak z pewnością znajdziemy odpowiedni moment na to, aby usiąść przy stole i dojść do porozumienia. Osobiście chcę w Ruchu grać dalej.
Milik zagra w Ekstraklasie? „Rozmawiamy na ten temat”
Arkadiusz Milik nadal zmaga się z problemami zdrowotnymi. W tym sezonie 73-krotny reprezentant Polski ani razu nie pojawił się na murawie. Juventus nie wiąże z nim przyszłości i niewykluczone, że 31-latek przemyśli powrót na stare śmieci, gdy powróci do pełni sprawności.