Dzisiejsze starcie Lechii Gdańsk z Górnikiem Zabrze okrzyknięte zostało hitem szóstej kolejki Ekstraklasy. Stało się tak dlatego, że obydwie drużyny rozpoczęły obecny sezon fenomenalnie.
Lechia i Górnik po pięciu kolejkach plasowały się na szczycie tabeli z jedenastoma punktami oraz identycznym bilansem bramkowym. Nic dziwnego więc, że na PGE Arenie pojawiło się bardzo dużo kibiców, którzy stworzyli atmosferę piłkarskiego święta.
Niestety piłkarze nie dostosowali się do poziomu kibiców. Na boisku w pierwszej połowie mieliśmy ogromny chaos i niewiele ciekawych oraz składnych akcji. Typowy mecz walki nie mógł się podobać, a zawodnicy schodzili do szatni na przerwę przy bezbramkowym remisie.
W drugiej części gry przez długi czas utrzymywał się bezbramkowy remis. Dopiero w 61. minucie obejrzeliśmy pierwszego gola. Rafał Kosznik dobrze wrzucił piłkę w pole karne Lechii. Żaden z defensorów gospodarzy nie przeciął tego podania i futbolówka trafiła do Mariusza Przybylskiego, który mocnym uderzeniem pokonał Sebastiana Małkowskiego.
Gospodarze nie poddawali się i w ostatnich minutach arbiter podyktował rzut karny dla Lechii. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Marcin Pietrowski, którego strzał prawie obronił golkiper Górnika. Ostatecznie jednak futbolówka wpadła do bramki przyjezdnych.
Ostatecznie mecz zakończył się remisem 1:1, co niczego nie zmienia na szczycie tabeli Ekstraklasy.
Tabela Ekstraklasy po 10. kolejce. Zmiany w dolnych rejonach
Zakończyliśmy zmagania w dziesiątej serii gier PKO Bank Polski Ekstraklasy. Wygrana Motoru w Radomiu sprawiła, że ekipa Johna Carvera znalazła się pod kreską.