W drugim piątkowym meczu 31. kolejki PKO Bank Polski Ekstraklasy byliśmy świadkami bardzo dobrego meczu w Zabrzu. Po pełnym emocji spotkaniu Górnik pokonał Koronę Kielce (3:2).
Zabrzanie cały czas niepokonani na swoim terenie (fot. Michał Chwieduk / 400mm.pl)
W obu klubach przed pierwszym gwizdkiem dało się wyczuć zgoła odmienne nastroje. Przy Roosevelta Górnik pokonał bowiem przed kilkoma dniami Legię Warszawa i nie tylko potwierdził to, że na własnym boisku jest bardzo groźny, ale przy okazji zdołał awansować na pierwsze miejsce w grupie spadkowej, wypracowując sobie przy okazji pokaźny już kapitał nad lokatami, które są zagrożone spadkiem.
W przypadku Korony o podobnym komforcie nie można było mówić. Kielczanie w poprzedniej kolejce otrzymali bowiem lekcję futbolu do Lecha Poznań i do Zabrza przybyli jako mocny kandydat do porażki. Tymczasem goście potrzebowali punktów niczym tlenu, ponieważ już przed piątkowym spotkaniem ich strata do Wisły Kraków wynosiła pięć „oczek”. Ewentualna klęska, a także wygrana Białej Gwiazdy na Rakowem postawiłyby podopiecznych Macieja Bartoszka w niezwykle trudnej sytuacji.
Za gośćmi przemawiało jednak niewiele. Ich forma, a szczególnie forma wyjazdowa (3 wygrane w 15 próbach) nie nastawiały optymistycznie. Jeśli dodać do tego fakt, że po raz ostatni Korona wygrała w Zabrzu w listopadzie 2015 roku, to kieleccy fani nie mieli zbyt powodów do optymizmu.
Spotkanie zaczęło się od mocnego uderzenia piłkarzy Marcina Brosza. Nie minęło nawet pięć minut, a już gospodarze zdołali stworzyć sobie dwie bramkowe sytuacje. Najpierw w znakomitej szarży rywala ofiarnie interweniował Ognjen Gnjatić, a kilka chwil później Koronę po strzale Romana Prochazki z rzutu wolnego uratował słupek.
Napór miejscowych trwał, jednak także Korona szukała swoich szans. W 10. minucie bliski szczęścia był Grzegorz Szymusik, który po wrzutce w pole karne nie zdołał trafić w światło bramki z najbliższej odległości.
Defensywa Korony wytrwała jedynie 18 minut. To właśnie wtedy dobre dośrodkowanie w pole karne na gola zamienił Jorgos Jakumakis, który z najbliższej odległości pokonał Marka Kozioła. W pełni zasłużone prowadzenie Górnika, który od początku ciężko pracował na bramkę.
Kielczanie nie składali broni i niewiele brakowało, by do siatki trafił Peteri Forsell. Piłka po jego strzale nabrała bardzo dziwnej rotacji i zaskoczyła Martina Chudego, który w ostatniej chwili zdołał odbić futbolówkę.
Górnik zaczął się niebezpiecznie cofać na swoją połowę i niepotrzebnie oddał pole rywalowi. Korona zaczęła się rozpędzać i do końca pierwszej połowy to właśnie ona nadawał ton wydarzeniom na boisku.
Niedługo po przerwie na boisku doszło do masowej konfrontacji. Między sobą starło się kilkunastu piłkarzy, czego pokłosiem była zdecydowana decyzja arbitra. Alasana Menneh i Marcin Cebula zobaczyli po czerwonej kartce i zostali odesłaniu po prysznic.
Niedługo po zejściu krewkich zawodników z boiska, Korona odpowiedziała. Do piłki ustawionej grubo ponad 20 metrów podszedł Forsell, który uderzył z niesamowitą rotacją i tym razem Chudy nie zdołał już sięgnąć piłki. Bramkarz Górnika przeniósł wcześniej ciężar ciała na drugą nogę i mógł jedynie obserwować jak futbolówka wpada do siatki.
W 71. minucie gospodarze powinni wrócić na czoło rywalizacji. Igor Angulo, który wszedł na boisko z ławki, wypuścił na pozycję Prochazkę, a ten mimo dogodnej sytuacji nie zdołał z odległości zaledwie kilku metrów trafić w światło bramki. To powinien być gol dla Górnika. Stuprocentowa okazja.
Niewykorzystana szansa zemściła się na piłkarza Brosza. W 80. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zamieszaniu w polu karnym, do piłki dopadł Szymusik, który jedynie dołożył nogę i dał Koronie niespodziewane prowadzenie.
Jak się okazało, to wcale nie był koniec emocji przy Roosevelta. Tym razem piłka powędrowała pod drugą bramkę, a tam do piłki dopadł Przemysław Wiśniewski, który trafił głową w poprzeczkę. Odbita futbolówka trafiła w nogi Gnjaticia i wpadła do siatki. Gol samobójczy.
Górnik w doliczonym czasie zdołał ostatecznie przechylić szalę na swoją stronę. Po idealnym dośrodkowaniu Jimeneza, piłkę głową do siatki skierował Igor Angulo, a tuż po jego trafieniu sędzia zakończył zawody.
Pomocnik Widzewa doznał kontuzji. Będzie pauzował przez kilka tygodni
W najbliższych tygodniach szkoleniowiec Widzewa Łódź, Mateusz Stolarski, nie będzie mógł korzystać z Daniego Silvy. Portugalczyk nabawił się urazu mięśniowego.
Czy z Wieczystą Simundza zagra o posadę? Dyrektor Śląska odpowiada
W obliczu niezadowalających wyników Śląska Wrocław w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się doniesienia odnośnie przyszłości jego trenera. Do sprawy odniósł się dyrektor sportowy klubu.
Opublikowano ranking najlepszych akademii. Jest wśród nich Lech Poznań
Akademia Lecha Poznań zajęła 136. lokatę w zestawieniu najlepszych szkółek piłkarskich na świecie. ,,Kolejorz'' wychował 28 zawodników spełniających kryteria CIES.