Mecz ŁKS-u z Jagiellonią dostarczył kibicom wielu różnorakich emocji. W końcówce gospodarze wyszarpali punkt w meczu z wiceliderem.
Spotkanie lepiej zaczęli zawodnicy Kazimierza Moskala. W 23. minucie do siatki trafił Kay Tejan. Holenderski napastnik mocnym strzałem pokonał Zlatana Alomerovicia, wyprowadzając ŁKS na prowadzenie ku ekstazie łódzkich kibiców. Jaga do wyrównania doprowadziła dopiero w końcówce pierwszej połowy. Tejan zagrał ręką we własnym polu karnym, a sędzia Daniel Stefański po konsultacji z VAR-em podyktował gościom rzut karny. Adrian Pululu podszedł do piłki i nie pomylił się z jedenastu metrów. To nie było zresztą dziś ostatnie słowo napastnika z Angoli.
W 77. minucie 24-latek ustrzelił dublet. Przedtem białostoczanie nie potrafili przebić defensywnego muru gospodarzy, ich gra potrzebowała przyspieszenia, a akcje odpowiedniej finalizacji. Wydawało się, że drugie trafienie Pululu zapewni Jagiellonii zwycięstwo. W 90. minucie Daniel Stefański podyktował jednak rzut karny dla ŁKS-u. Piłkę na „wapnie” ustawił Dani Ramirez. Hiszpan nie pomylił się, dając swojemu zespołowi cenny punkt.
W doliczonym czasie gry Stefański początkowo pokazał, że kolejny rzut karny będzie mieć Jagiellonia, ale po obejrzeniu sytuacji na powtórce, anulował swą decyzję.
Do meczowego krajobrazu warto dodać jeszcze barwy nadane przez sędziego Stefańskiego. Zarobiwszy dwie żółte kartki, plac gry w doliczonym czasie pierwszej połowy opuścił Engjell Hoti. Przymusową zmianę miejsca pracy arbiter zastosował też wobec trenera ŁKS-u. Kazimierz Moskal od razu zobaczył kartkę koloru czerwonego.
Jagiellonia plasuje się na drugim miejscu w tabeli. Ma tyle samo punktów co pierwszy Śląsk. ŁKS zajmuje 16. pozycję.