El. ME: Wielcy wygrani i przegrani wrześniowych meczów
Na kolejne emocje związane z eliminacjami do Euro 2016 przyjdzie kibicom poczekać do października. Dla kilku ekip jednak następne spotkania będą z gatunku tych o pietruszkę.
Wayne Rooney ma na koncie 50 bramek w reprezentacji Anglii
Prawie wszystko jasne jest już w grupie A. Wiadomo, że za niecały rok do Francji wybiorą się solidni Czesi oraz Islandczycy, którzy awans na najważniejszy turniej Starego Kontynentu wywalczyli po raz pierwszy w historii. Na wyspie żartowano nawet, że 6 września (wówczas gracze Larsa Lagerbaecka wywalczyli przepustkę do Francji) zostanie ogłoszony świętem narodowym.
– Żałuję, że nie mogę na tę jedną noc nakazać, by wszystkie bary były dłużej czynne. Mam nadzieję, że i tak będziecie świętować do rana – mówił po zwycięskim remisie z Kazachstanem premier Islandii, David Gunnlaugsson.
Teraz pozostaje już tylko kwestia, która z tych dwóch ekip awansuje z pierwszego miejsca. To nie jest już jednak aż tak istotne, w przeciwieństwie do postawy piłkarzy z Holandii. Nic nie dała im bowiem zmiana szkoleniowca z Guusa Hiddinka na Danny’ego Blinda. Na początku wcześnia podopieczni 54-latka przegrali kolejne dwa spotkania i teraz pozostaje im walczyć jedynie o baraże.
Takiego problemu nie mają natomiast Anglicy oraz Austriacy. Podopieczni Roya Hodgsona oraz Marcela Kollera już wygrali swoje grupy, mimo że do końca eliminacji pozostały jeszcze dwie kolejki. Synowie Albionu jak dotychczas spisują się fantastycznie, o czym świadczy komplet punktów, jaki wywalczyli. Nie można również pominąć osiągnięcia Wayne’a Rooneya, który pobił rekord Bobby’ego Charltona i wysunął się na prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców w historii reprezentacji.
Austriacy natomiast jedyne dwa punkty stracili w pierwszym spotkaniu ze Szwecją. W rewanżu jednak pokazali znakomity futbol i jeśli utrzymają formę do przyszłego roku, to można się pokusić o stwierdzenie, że będą mogli być określani mianem czarnego konia francuskiego Euro.
W pozostałych grupach walka wciąż trwa. Podobnie rzecz ma się w tej „polskiej”. Gracze Adama Nawałki do pewnego awansu potrzebują czterech oczek. Może się jednak zdarzyć, że wystarczą im zaledwie dwa. Wówczas jednak trzeba by zakładać zwycięstwo Niemców nad Irlandią. A że jest to bardzo prawdopodobne – nikt nie wątpi. W końcu gracze Joachima Loewa od początku byli faworytami zmagań w grupie D.
Taką samą rolę pełnili – i dalej pełnią – Hiszpanie. Im do awansu potrzebny jest już tylko jeden punkt, który niewątpliwie zdobędą. Przed rozpędzonymi piłkarzami Vicente del Bosque spotkanie z Luksemburgiem i chyba nikt nie wyobraża sobie w nim innego wyniku niż gładkie zwycięstwo La Furia Roja i wywalczenie przepustki na francuskie boiska.
Carlo Ancelotti z nowym kontraktem. Znak zaufania federacji
Włoski szkoleniowiec nie przeszedł jeszcze pierwszego poważnego testu w roli selekcjonera Canarinhos. Mimo to federacja postanowiła podpisać z nim długoterminowy kontrakt.