– Nie zdecydowałem się na przyjście do Krakowa dlatego że nie miałem innych propozycji i nie mam z czego żyć. Lubię wyzwania, chcę pokazać, że za wcześnie skreślono i mnie, i Cracovię – tłumaczy Kafarski.
– Kiedy zacząłem pracę w Lechii, miałem osiem kolejek na to, by uratować zespół przed spadkiem. Teraz do końca sezonu pozostały dwa mecze więcej. Skoro udało się w Gdańsku, to dlaczego ma mi się nie udać w Krakowie? – pyta były opiekun gdańskiej Lechii.
W następnej kolejce Cracovia znów zagra na wyjeździe. Tym razem rywal będzie jednak ze zdecydowanie wyższej półki. Jeśli jednak Kafarski i jego podopieczni rzeczywiście myślą o utrzymaniu, punkty muszą zdobywać również na tak ciężkim terenie, jak Stadion Miejski we Wrocławiu…