Gracze Ruchu Chorzów nie rzucali słów na wiatr. Podopieczni Waldemara Fornalika pokonali u siebie Wisłę Kraków 1:0 i pokazali, że ich zapowiedzi o walce o tytuł, to nie tylko puste przechwałki.
W starciu przy Cichej piłkarzy obu zespołów interesował tylko i wyłącznie komplet punktów. Ruch wiedząc o wpadkach Legii Warszawa i Śląska Wrocław, chciał wykorzystać swoją szansę i postawić krok nawet na drodze ku mistrzostwie kraju. Wisła z kolei, chcąc myśleć o europejskich pucharach, musiała pokusić się o zdobycie w Chorzowie trzech „oczek”. Remis nie zadowalał żadnej ze stron.
Początek spotkania był bardzo senny i żadnej z drużyn przez długi czas nie udało się zbudować ani jednej klarownej sytuacji. Gra toczyła się głównie w środku pola, a sędzia co rusz musiał używać gwizdka ponieważ zawodnicy obu zespołów nie szczędzili sobie „uprzejmości”. Na pierwszą groźną okazję kibice zgromadzeni na stadionie musieli czekać do 27. minuty. Marek Zieńczuk dośrodkował w pole karne Wisły z rzutu rożnego, a głową uderzył Rafał Grodzicki. Strzał grające w masce kapitana Ruchu zdołał obronić Sergei Pereiko, a dobitka Arkadiusza Piecha była już zdecydowania zbyt lekka, by znaleźć drogę do bramki.
Na kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy gospodarze stworzyli sobie drugą „setkę”. Żelijko Djokić wrzucił piłkę przed bramkę Białej Gwiazdy, a tam świetnie wyskoczył do niego Łukasz Janoszka. Jego uderzenie głową w efektownym stylu wybronił Pereiko i to był tak naprawdę koniec emocji w pierwszej części gry. Ruch był stroną dominującą, miał więcej dobrych sytuacji, ale nie przełożyło się to na wynik. Wisła z kolei zagrała bardzo anemicznie i praktycznie nie zagroziła bramce Niebieskich.
Od początku drugiej połowy gospodarze ruszyli do zdecydowanych ataków. Raz za razem, kotłowało się w polu karnym Wisły. Swoje okazje mieli Piech i Maciej Jankowski, jednak brakowało dobrego wykończenia. W 53. minucie napór Ruchu w końcu przyniósł owoce. Cezary Wilk sfaulował w polu karnym Zieńczuka i arbiter nie zawahał się ze wskazaniem na „wapno”. Wiślacy bardzo głośno protestowali, jednak sędzia był nieugięty. Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Grodzicki i pewnym strzałem dał Ruchowi prowadzenie.
Jeśli ktoś myślał, że to koniec problemów Wisły w tym meczu, ten srogo się pomylił. W 64. minucie z boiska został bowiem wyrzucony Gordan Bunoza, który faulował wychodzącego na czystą pozycję Jankowskiego. Sędzia ponownie nie wahał się z podjęciem decyzji i pokazał obrońcy gości czerwoną kartkę. Niewiele brakowało, by rzut wolny ze skraju pola karnego przyniósł Ruchowi drugiego gola. Na piękny strzał zdecydował się Zieńczuk, jednak Pereiko był na posterunku.
Jednym z wydarzeń meczu był powrót do gry Patryka Małeckiego. „Mały”, który ostatni raz zagrał w barwach mistrzów Polski 16 lutego, pojawił się na placu boju w 65. minucie. Przy Cichej powitały go jednak rzęsiste gwizdy. Wejście Małeckiego nie zmieniło jednak oblicza Białej Gwiazdy. Piłkarze Michała Probierz nie mieli w niedzielne popołudnie zbyt wielu argumentów do tego, by zagrozić dobrze dysponowanym gospodarzom.
Tuż przed końcem spotkania na 2:0 mógł, a właściwie musiał podwyższyć Gabor Straka. Pomocnik Niebieskich znalazł się pięć metrów przed bramką Wisły i mają przed sobą już tylko bramkarza, uderzył wprost w niego. W doliczonym czasie gry z boiska wyrzucony został Junior Diaz, który obejrzał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Ruch pokonał Wisłę 1:0 i dopisał na swojego konto niezwykle ważne – w kontekście walki o tytuł – trzy punkty.