Mistrz reportażu, Ryszard Kapuściński, powiedział niegdyś, że jeżeli wszyscy zaczynają mówić naraz, rozmowa schodzi do poziomu jarmarku. I takim miejscem są dziś media społecznościowe – jarmarkiem, gdzie każdy koniecznie musi mieć swoje zdanie, ale niekoniecznie musi mieć wiedzę w danym temacie, a im głośniej je wykrzyczy, czyli przeważnie kogoś obrazi, tym większy zasięg zdobędzie.
O ten zasięg więc tu chodzi, meritum sprawy jeśli ma znaczenie, to raczej tylko przy okazji, a bywa, że nie ma go wcale. Gdy więc w piątkowy wieczór okazało się, że Robert Lewandowski i Krzysztof Piątek będą mogli wystąpić w spotkaniu z Anglią, to tylko mimochodem, bo istota sprawy w mediach społecznościowych okazała się inna – kto ten sukces może sobie przypisać? Premier Mateusz Morawiecki, Polski Związek Piłki Nożnej, czy Instytut Roberta Kocha, a zatem organ określający obostrzenia w Niemczech, który zmienił wytyczne i sportowcy nie muszą już trafiać na kwarantannę po przybyciu z Wielkiej Brytanii do kraju naszych zachodnich sąsiadów?
Każdy z wymienionych wykonał pracę, aby Lewandowski, Piątek i także Arkadiusz Milik mogli wystąpić na Wembley. Daleki jestem od stwierdzenia, że to na przykład za sprawą PZPN niemiecki organ postanowił zmienić obostrzenia, ale wiem co usłyszałem z poważnego źródła kilka godzin przed podaniem oficjalnej informacji: – Do Anglii pojedziemy w pełnym składzie. Gdyby więc nawet Instytut Roberta Kocha nie wydał nowych rekomendacji, sprawa i tak znalazłaby szczęśliwy dla nas finał. W gruncie rzeczy nie ma jednak większego znaczenia, kto może teraz z dumą prężyć pierś, bo trzy tematy mają większą wagę. Pierwszy, najbardziej istotny – zawodnicy mogą wystąpić w Londynie. Drugi – zbliża się mecz w Budapeszcie, spotkanie kluczowe dla układu sił w grupie eliminacyjnej, tymczasem zamiast skupiać się na Węgrach, trwała narodowa dyskusja o ewentualnych osłabieniach na Wembley, więc ten temat mamy już z głowy. Trzeci – zawodnicy nie zostali postawieni przed dylematem, czy wybrać występ w drużynie narodowej kosztem klubu. Oczywiście nie będąc tym, który ma decyzję podjąć, od razu do głowy przychodzi jedno rozwiązanie – grać dla kraju. Ale najłatwiej podpowiadać innym, tak jak najłatwiej wydaje się cudze pieniądze.
Gdyby nie zmiana obostrzeń w Niemczech, Robert Lewandowski musiałby stanąć przed wyborem czy wystąpić w Londynie, czy może jednak w pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain. I jakiej decyzji by nie podjął, nie byłaby ona dobra. Ucierpiałaby albo reprezentacja Polski, albo Bayern Monachium, a z pewnością kapitan biało-czerwonych, przecież z czegoś musiałby zrezygnować. Ani PZPN, ani niemiecki klub nie chcieli ryzykować, stąd rozmowy na linii Zbigniew Boniek – Karl-Heinz Rummenigge i lobby Bayernu w bawarskich organach sanitarnych, mogących zdecydować o potraktowaniu zawodników mistrza Niemiec w trybie indywidualnym.
Tak czy inaczej pole zostało oczyszczone, wreszcie głos mają Paulo Sousa i jego drużyna.
PRZEMYSŁAW PAWLAK
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NAJNOWSZYM WYDANIU TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA” (12/2021)
Oficjalnie: Są powołania do kadry U-20. Kogo wybrał trener Stępiński?
Selekcjoner Miłosz Stępiński ogłosił powołania na zbliżające się zgrupowanie reprezentacji U-20. Polacy zmierzą się z Niemcami i Rumunią w ramach Elite League.
Dlaczego Ellis Simms nie został powołany? Jan Urban wyjaśnił decyzję
Ellis Simms nie znalazł się na liście zawodników powołanych do reprezentacji Polski na listopadowe mecze Ligi Narodów. Napastnik Coventry City niedawno otrzymał polskie obywatelstwo i deklarował chęć gry w biało-czerwonych barwach. Jan Urban nie zdecydował się jednak dać mu szansy. Selekcjoner wyjaśnił powody swojej decyzji.