Japonia to Kraj Kwitnącej Wiśni, Klubowe Mistrzostwo Świata to dla zespołu z Europy ostatni z tytułów do zdobycia w jednym cyklu, a więc taka wisienka na torcie. Ciężko było uciec od tych wszystkich banalnych skojarzeń ze smacznym owocem oglądając mecz Realu w finale KMŚ, dodatkowo z zespołem japońskim. A skoro nie da się uciec przed jakimś natręctwem, to trzeba mu ulec.
A więc mecz Los Blancos z Kashima Antlers przypominał, oczywiście z punktu widzenia kibiców ekipy z Hiszpanii, mozolne drylowanie kilograma wiśni bez specjalnie do tego celu stworzonego przyrządu, czyli palcami. Każdy, kto to kiedyś robił, wie, że rzecz nie jest łatwa ani przyjemna: sok pryska na wszystkie strony, najczęściej prosto w oczy, owoc rozgniata się w palcach, na pestce zostaje miąższ… Jakby się nie przyłożyć, to i tak zawsze do dżemu trafi kilka pestek i potem, podczas jedzenia, można przeżyć bolesną niespodziankę, która u dentysty okaże się także niespodzianką kosztowną.
Real męczył się z Japończykami niemożebnie, wyślizgiwali mu się oni z palców, stawiali opór, pryskali sokiem w twarz – jak wiśnie. Przyszedł moment, że Merengues mieli już tej mozolnej roboty serdecznie dość i wyglądali, jakby chcieli sobie odpuścić, przyznać się do porażki, zrezygnować z dżemu. Ale przetrwali, wyrównali. A dokończył dzieła Cristiano Ronaldo. Szkoda, że nie strzelił trzeciego gola w dogrywce, bo powstałby uroczy problem proceduralny: jest to klasyczny hat-trick, czy nie? A tak ma hat-tricka, ale zwykłego.
CR od początku meczu irytował, rozkładał ręce, gdy partnerzy mu nie podawali, a sam marnował wszystkie piłki. Do czasu. Jak odwrócić przysłowie, że dopóty dzban wodę nosi, dopóki mu się ucho nie urwie? Bo Cristiano dopóty wszystko psuł, dopóki nie strzelił gola – najpierw z karnego, ale kolejne już z akcji, wykazując się zimną krwią seryjnego mordercy. Ale on już taki jest – jak każdy geniusz futbolu zresztą (każdy z dwóch). Rywali się dziwi, że wychodzi grać przeciwko najlepszemu piłkarzowi świata, a to człowiek taki jak on, któremu piłka potrafi zaplątać się między nogami. Ale przychodzi moment, że rozumie się wszystko.
I dlatego, dzięki geniuszowi Cristiano, ospały Real zdobył kolejne trofeum. W ten sposób Zinedine Zidane wygrał wszystko co można na arenie międzynarodowej. Teraz musi okazać się prorokiem we własnej ziemi, gdzie na razie nie zdobył nic.
Flick zdradza w sprawie Garcii. Wiadomo już, kiedy wraca do gry
Trener FC Barcelony zdradził, że Joan Garcia jest już gotowy do gry. Hansi Flick planuje wystawić go w podstawowym składzie na najbliższy mecz z Getafe.
Raphinha wciąż poza grą. Wiadomo, w których meczach Barcelony nie zagra
Raphinha wrócił do Barcelony z kontuzją, którą nabawił się w trakcie zgrupowania reprezentacji Brazylii. Hansi Flick nie będzie mógł jeszcze skorzystać ze swojego absolutnego lidera.