Zbliżające się lato będzie niezwykle gorące dla wszystkich sympatyków Liverpoolu FC. The Reds po fatalnym sezonie szykują się do kadrowej rewolucji, a jedną z pierwszych osób, których John W. Henry powinien się pozbyć jest Kenny Dalglish.
Legendarny „King”, to postać dla Liverpoolu tak samo szczególna, jak Bobby Charlton dla Manchesteru United, czy Thierry Henry dla Arsenalu. Powierzenie mu funkcji menedżera w tym ciężkim dla The Reds czasie były ryzykowną zagrywką władz klubu, która jednak nie zdała egzaminu. Ktoś oczywiście powie: „Jak to? Przecież Liverpool sięgnął po Puchar Ligi, a za kilka dni powalczy w finale Pucharu Anglii. Nieudany sezon? Bzdura!”. Wszystko pięknie, ładnie, ale zaryzykuje w tym miejscu tezę, że wielu kibiców The Reds wolałoby walkę o mistrzostwo kraju i awans do Ligi Mistrzów. Krajowe puchary, owszem, mają swoją wartość, ale nie są obecnie żadnym miernikiem realnej siły zespołu.
Letnia rewolucja na Anfield powinna się więc zacząć od zmiany na ławce trenerskiej. Kenny Dalglish to wielka postać. Ikona i legenda klubu, która cieszy się u piłkarzy wielkim szacunkiem i respektem, ale bądźmy szczerzy: prowadzenie tak wielkiej firmy, jak Liverpool to zadanie ponad siły i umiejętności „Kinga”.
Na potrzeby tego tekstu przygotowałem więc listę potencjalnych kandydatów do przejęcia schedy po Dalglishu. Na rynku jest kilku naprawdę dobrych fachowców i któremuś z nich powinna za kilka miesięcy przypaść w udziale misja przywrócenia blasku temu zaśniedziałemu nieco gigantowi.
BRENDAN RODGERS – Dla postronnego kibica, postać aktualnego menedżera Swansea City może nie być zbyt znana, jednak jeśli ktoś śledzi rozgrywki Premier League i mówiąc kolokwialnie „siedzi” w angielskim futbolu, ten wie, że Rodgers to wielki trenerski talent i jeden z tych menedżerów, o których na Wyspach będzie w kolejnych latach bardzo głośno. To właśnie pod jego wodzą Łabędzie awansowały do najwyższej klasy rozgrywek, a w obecnym sezonie są jedną z rewelacji ligi, mimo tego, że jest to dla nich absolutnie pierwszy sezon w Premier League. Niedawno złożył podpis pod nowym kontraktem ze Swansea, który związał go z klubem do czerwca 2015 roku.
FABIO CAPELLO – Bardzo dobry kandydat, ale najprawdopodobniej najdroższy ze wszystkich. Włoch niemal wszędzie, gdzie się pojawił, odnosił sukces. Jego ostatnie drużyny, czyli Real Madryt i reprezentacja Anglii nie grały być może zbyt pięknego i urozmaiconego futbolu, ale liczyły się efekty, a te były. W przypadku Liverpoolu, którego o wirtuozerię w grze raczej posądzać nie można, taka zmiana byłaby jak najbardziej na plus. Dodatkowym argumentem na korzyść Capello byłoby to, że dzięki dobrym wynikom na Anfield mógłby utrzeć nosa włodarzom Angielskiej Federacji Piłkarskiej, z którymi przed kilkoma miesiącami rozstał się w niesmaku.
LOUIS VAN GAAL – Kolejna kandydatura z kategorii tych, które mogą przynieść murowane efekty, ale jedynie na krótką metę. Van Gaal robił dobre wyniki w Barcelonie, Ajaksie Amsterdam i Bayernie Monachium, ale raczej we wczesnej fazie swojej pracy. Jeśli John W. Henry szuka człowieka z mocną ręką, człowieka, który nie uznaje kompromisów, to Holender nadaje się do takiego zadania jak mało kto.
DIDIER DESCHAMPS – Jego czas w Olympique Marsylia dobiega już końca i najprawdopodobniej już w lecie Deschamps będzie rozglądał się za nowym wyzwaniem. Były kapitan reprezentacji Francji ma już za sobą pracę w takich firmach jak AS Monaco i Juventus Turyn, więc nie można powiedzieć, że brak mu doświadczenia. Prowadzenie takiego klubu jak Liverpool i to w takiej lidze jak Premier League, która jest zdecydowanie najbardziej wymagającą ligą świata, może być jednak zadaniem ponad siły Deschampsa.
ROBERTO MARTINEZ – Jego Wigan to prawdziwa rewelacja ostatnich tygodni w Premier League. Drużyna Martineza pokonała Arsenal, Manchester United, Newcastle i właśnie Liverpool, jednak nie tylko te wyniki świadczą o zmyśle taktycznym i pomyśle na grę hiszpańskiego menedżera. Bądźmy uczciwi, The Latics niemal co sezon są jednym z kandydatów do spadku i pod wodzą Martineza za każdym razem utrzymywali się w Premier League. Młody menedżer potrzebuje jednak nowych wyzwań, bo na DW Stadium już raczej dalej w rozwoju się nie posunie. Powierzenie mu szansy prowadzania Liverpoolu byłoby ryzkiem, ale takim samym ryzykiem było postawienie na Pepa Guardiolę w Barcelonie, Roberto Di Matteo w Chelsea, czy Antonio Conte w Juventusie.
LAURENT BLANC – Kolejny Francuz w zestawieniu. Selekcjoner reprezentacji Trójkolorowych wspominał już nie raz i nie dwa, że chciałby objąć stery jednego z zespołów występujących w Premier League. W czasie, gdy to mówił, Chelsea Londyn była świeżo po zwolnieniu Andre Villasa-Boasa i wiadomo było jaki klub ma Blanc na myśli. Liverpool to jednak też wielka firma, a Blanc pokazał już w swojej trenerskiej karierze, że zna się na swoim fachu.
BERT VAN MARWIJK – Opiekun reprezentacji Holandii po finałach EURO 2012 pożegna się ze swoją posadą. Van Marwijk przyznał, że nie zamierza przedłużać swojego kontraktu i chciałby w końcu wrócić do pracy w klubie. Jego celem jest praca w Niemczech, Hiszpanii lub właśnie w Anglii. Holandia pod jego wodzą gra znakomicie, jednak futbol klubowy, to całkiem inna para kaloszy. Opcja jak najbardziej do rozważenia.
To oczywiście tylko kilka najbardziej liczących się nazwisk, ale kto wie czy właściciele Liverpoolu nie zaskoczą swoich kibiców kimś, kogo nikt się nie spodziewa. Jakie jest wasze zdanie? Czy Dalglish zasłużył sobie na kolejną szansę? A jeśli nie, to kto powinien przejść od niego pałeczkę?