Przejdź do treści
Czy Brzęczek zasłużył na krytykę?

Polska Reprezentacja Polski

Czy Brzęczek zasłużył na krytykę?

Chciałoby się zapytać, czy Jerzy Brzęczek zasłużył na zmasowaną krytykę, lecz czy faktycznie jest ona zmasowana? Selekcjoner nie jest pupilem opinii publicznej, odciął się od mediów sądząc, że obroni się samą pracą, tymczasem nie do końca mu się to udało. Jednak czy faktycznie krytyka jest bezpardonowa? Czy jest w ogóle zasłużona?



Jego poprzednicy mieli większy komfort: media sportowe i społeczne nie były tak rozbudowane – to pewne. Natomiast krytyka, z którą musi się mierzyć Brzęczek wcale nie jest masowa, daleka mimo wszystko od hejtu, czasem złośliwa – fakt. Jeśli spotyka się z tzw. szyderą, to przede wszystkim ze strony części kibiców – w dobie rozwiniętych social mediów, gdy każdy może być dziennikarzem, to naturalne. Brzęczek, jako osoba publiczna, powinien być na to przygotowany.

Sport narodowy

Nie było wcześniej selekcjonera, który zostałby oszczędzony. Kazimierz Górski pod koniec swojej misji z drużyną narodową był wręcz wdeptywany w ziemię. Jacek Gmoch wolał ekspediować się z kraju, niż słuchać i czytać na swój temat. Antoni Piechniczek już w 1986 roku trafił pod pręgierz tzw. opinii publicznej, a podczas swojej drugiej kadencji momentami był wykpiwany. Kiedy odchodził Henryk Apostel, bodaj na łamach „Piłki Nożnej” pojawił się tytuł: „Sprzątanie burdelu po Apostelu”, a kulturalny i spokojny selekcjoner został medialnie rozstrzelany. O tym jak żegnano na posadzie Zbigniewa Bońka zapewne obecny prezes PZPN nie raz miał okazję opowiedzieć swojemu podwładnemu. Dostawało się Pawłowi Janasowi, Leo Beenkakkerowi, a nawet Adamowi Nawałce. Zasłużenie lub nie – mniejsza o to. W każdym razie Brzęczek nie jest wyjątkowy, więc stwarzanie wrażenia „oblężonej twierdzy” jest nonsensem. Nawałka, Beenhakker, Górski, Piechniczek (pierwszy) – oni padli ofiarą własnego sukcesu. Gmoch czy obecnie Brzęczek – są klasycznymi ofiarami sukcesu poprzedników.

Jest jedna różnica. W większości wypadków selekcjonerzy wpadali pod pręgierz krytyki podsumowującej ich kadencję, najczęściej po spektakularnej porażce – na turnieju mistrzowskim lub w eliminacjach. Brzęczek jeszcze nie zdążył niczego koncertowo przerżnąć, a jak twierdzi Boniek, wręcz realizuje nakreślone cele, choć – wydaje się – bez błysku i nadziei (a właściwie gwarancji – lecz kto może takie złożyć?) na sukces w finałach mistrzostw Europy. Selekcjonerem jest od dwóch lat. Dużo i niedużo. Słynne powiedzenie Wojciecha Łazarka o specyfice budowy drużyny przypominającej robienie słonia (dużo kurzu, szumu, a efekt za dwa lata) przypomniał niedawno w swoim felietonie w „PS” Michał Zaranek, uzupełniając, że w przypadku reprezentacji JB ciąża jest jakby przenoszona, bo efektu nie widać, ewentualnie małego, przestraszonego słonika. Coś w tym jest. Nie brak jednak opinii, że krytyka selekcjonera/ów to nasz sport narodowy, w którym dodatkowo notujemy niejakie sukcesy, większe nawet niż na boisku.

– Na to trzeba spojrzeć z dwóch stron – uważa Michał Żewłakow, 102-krotny reprezentant kraju. – Kibice, dziennikarze, wszyscy chcieliby, by drużyna była wyraźna, miała styl, ładnie grała w piłkę. Zgadzam się, że tego brakuje. Ale z drugiej strony Brzęczek realizuje zadania. Wygrał eliminacje, odniósł 8 zwycięstw, zanotował jedną porażką, zajął pierwsze miejsce w grupie. Trzymamy się wciąż w Dywizji A Ligi Narodów. Tymczasem po okresie pandemii rozegraliśmy dwa mecze i znów krytyka. Trochę więc rozumiem jego rozgoryczenie. U nas tak już jest, że jak mamy wyniki, to chcemy jeszcze piękna, a wcale nie mamy w reprezentacji jedenastu kozaków. Żeby Jóźwiak czy Karbownik zostali pełnoprawnymi następcami Błaszczykowskiego czy Piszczka – trzeba czasu. Forma Zielińskiego czy Krychowiaka jest chwiejna, naprawdę nie wszystko zależy od selekcjonera. OK, mecz z Holandią był słaby, zagraliśmy bojaźliwie. Jeśli mamy chwalić drużynę za umiejętne przesuwania się w defensywie, to niestety, ale opinia publiczna oczekuje więcej i ma do tego prawo. Ale krytykować po wygranym meczu z Bośnią, kiedy drużyna podniosła się z opresji? Nie zgadzam się. Nie ma sensu chwalić, ale i nie ganić. Po prostu odpuścić. Żeby zawodnik, a mówię ze swojego doświadczenia, jadąc na kolejne zgrupowanie czuł komfort, a nie z tyłu głowy miał, że znów będzie jazda…

– Dziś każdy portal i telewizja mają tak rozbudowany dział sportowy, tylu namnożyło się młodych, gniewnych dziennikarzy, a każdy chce czymś błysnąć, coś powiedzieć lub napisać, stąd wrażenie zmasowanej krytyki – twierdzi Piechniczek, jedyny polski selekcjoner, który dwukrotnie awansował do mistrzostw świata, zdobywca III miejsca na mundialu w 1982 roku. – Kiedyś były trzy, cztery gazety, jedna telewizja, paru dosłownie dziennikarzy zajmujących się sprawami kadry narodowej. Ja też brałem sobie do serca krytykę. Czasami się wściekałem, w duchu mówiłem sobie: jak spotkam tego a tego dziennikarza, to mu powiem to i owo. Do oczu nie skoczę, ale spróbuję przekonać do swoich racji. Dziś to niewykonalne, Jurek musiałby co chwilę kogoś spotykać i dyskutować. Niemniej, powinien nauczyć się bronić. Dlaczego nie powie głośno i wyraźnie: panowie, będziemy się rozliczać w czerwcu 2021 roku, a na razie robię tak, jak uważam za stosowne. Kropka.

Nie wypełnia wieczorów

Wypominanie katapultowania JB na fotel przywódcy najważniejszej drużyny w kraju prosto z Płocka jest nietrafione – Górski, Nawałka, Piechniczek, o Bońku nie wspominając, również nie mieli wcześniej wybitnych trenerskich życiorysów. Natomiast obecna reprezentacja gra brzydko w piłkę i opowieści, że jest inaczej, są zaklinaniem rzeczywistości. Brakuje automatyzmów, takich choćby jak w najlepszych czasach Nawałki. Wynik powinien być zawsze na pierwszym miejscu, ale tak się składa, że dobrze, atrakcyjnie grająca w piłkę drużyna wcześniej czy później wynik osiągnie, natomiast zespół kulejący wcześniej lub później wyniki osiągać przestanie. 

– Ale na razie realizuje postawione cele, to zaś jest podstawowym czynnikiem, z którego trener jest rozliczany, co nie znaczy, że nie trzeba dyskutować nad sposobem ich realizacji – uważa Jerzy Engel, selekcjoner drużyny narodowej na mundialu w 2002 roku. – Natomiast krytyka selekcjonera jest czymś naturalnym, ta funkcja skupia na sobie zainteresowanie nie pięciu czy dziesięciu tysięcy ludzi, ale kilkunastu milionów.


Piechniczek: – Styl? Która reprezentacja ma go w sposób wyraźny? Z odnoszących sukcesy w ostatnich latach pewnie Hiszpania i Niemcy. Jedni oparci na Realu i Barcelonie, drudzy na Bayernie i Borussii. To dla trenera ułatwione zadanie, wypracować styl w takich okolicznościach. U nas każdy przyjeżdża z innego zakątka Europy, gra w innej lidze, pracuje z innym trenerem, trenuje z innym akcentem. 

Na początku pracy nawet Górski miał pod górkę. Znaleźli się tacy, którzy powątpiewali w sens wysyłania wyselekcjonowanej przez niego drużyny – jak się później okazało: złotej – na igrzyska w Monachium. „Górskiemu proponowano nawet, by na igrzyska olimpijskie w Monachium wysłać Polonię Bytom, która ograła reprezentację Polski w sparingu. Po miesiącu prześmiewcy gratulowali trenerowi złotego medalu” – pisał Michał Listkiewicz w felietonie dla „SE”.

Brzęczek ma jednak głośno niewyartykułowany żal, że nie zdążył niczego popsuć, a już musi się tłumaczyć – choć de facto tego nie robi. Zapomina jednak, że otrzymał czas, miał kilka miesięcy spokoju, rozliczany zaczął być dopiero w trakcie eliminacji ME, na pierwszą Ligę Narodów spuszczono zasłonę milczenia, a wręcz chwalono za jej bolońską inaugurację. Im dalej w las, tym było gorzej, jeśli chodzi o wrażenie artystyczne.

Żewłakow: – Ale on pracuje nie po to, by wypełniać wieczory kibicom, ale żeby realizować cele postawione przez PZPN. I to robi. A mam czasem wrażenie, że trener musi zrobić wszystko – wynik, styl, a przy okazji odmłodzić drużynę, znaleźć następców dla kilku starszych ludzi nie tracąc na poziomie i jakości gry. 

Pięć minut po meczu

A może chodzi po prostu o zwykłą sympatię, którą albo się zyskuje, albo nie. Brzęczkowi z jakichś powodów trudno jest ująć tłumy. 

– Sympatia nie ma nic do rzeczy. Przypomnę Gmocha. Cieszono się, że wreszcie mamy trenera z wykształceniem, wygrał pięknie eliminacje, na mundialu też wstydu nie było, a musiał wyjechać z kraju pod ostrzałem krytyki. Na początku kochano Beenhakkera, holenderska szkoła itd. Jak się skończyło – pamiętamy. A jak musiał walczyć o dobre imię Waldek Fornalik, w mojej ocenie za wcześnie pozbawiony szansy dokończenia dzieła. Franek Smuda czyni cuda – też było. Wójcika na początku niemal na rękach noszono. A Nawałka? Tyle przez lata zrobił dobrego, a cztery dni na mundialu zadecydowały, że stracił wszystko – twierdzi Piechnczek i dodaje bardzo ważne zdanie: – Brzęczek powinien pamiętać o jednym: pięć minut po meczu, kiedy staje przed kamerą telewizyjną, to najważniejsze pięć minut w całym jego miesiącu pracy. To wtedy ma pójść mądry, spójny przekaz do ludzi. Po Holandii mógł powiedzieć, X, Y i Z zagrali dziś OK, momentami zespół w ogóle grał to, co ćwiczyliśmy i czego od niego wymagałem. Nie zawsze, nie cały czas, ale już coś było widoczne. Są bowiem dwie szkoły. Wg jednej profesor przerywa studentowi po dwóch zdaniach odpowiedzi egzaminacyjnej i mówi: dość, popełnił pan osiem błędów. Wg szkoły amerykańskiej: zachowuje się identycznie, ale mówi: popełnił pan osiem błędów, lecz jednak mniej niż poprzednim razem.


Trudno jednak polemizować z zarzutem, że drużyna narodowa nie rokuje. Przez dwa lata wiemy już, że ze słabszym rywalem sobie poradzi, nie potknie się, mocnego jednak nie zaskoczy. A na Euro słabszych raczej nie będzie zbyt wielu. Żewłakow zwraca uwagę, że przez eliminacje ekipa Engela szła ja burza, a potem… – Na turniej okazaliśmy się za krótcy – przyznaje bez ogródek.

Piechniczek: – Nie rokuje? A która rokowała? Zresztą nawet jeśli, to co innego sparingi i eliminacje, a co innego turniej mistrzowski i zdaje się, że w ostatnich latach, poza Euro 2016, doświadczyliśmy tej prawdy boleśnie. Dlatego nie ma sensu przewidywać. Poza tym jeśli chodzi o rokowania, to przed MŚ 1974 kadra Kazimierza Górskiego przegrała sparing bodaj z BKS Bielsko-Biała. Wszyscy mówili: po co my w ogóle jedziemy do Niemiec, będzie kompromitacja. Skończyło się medalem, a Kaziu Deyna został trzecim piłkarzem świata.

Tylko Lewy i Szczęsny

– Pamiętajmy, że piłkarze tworzący drużynę w 2016 roku są o kilka lat starsi i gdybym miał powiedzieć kto dziś jest lepszy w porównaniu z okresem francuskiego Euro, to wskazałbym tylko Lewandowskiego i Szczęsnego – mówi Żewłakow, w drużynie narodowej od 1999 do 2011 roku, a więc człowiek, który „przeżył” kilku selekcjonerów. – Straciliśmy Kubę, Piszczka, a nie mamy pereł, te perły nie narodzą się w takiej atmosferze jaka panuje wokół reprezentacji. Tej drużyny do końca więc jeszcze nie ma. Jeśli znów porównamy do 2016, to obaj bramkarze, Glik, Lewy – oni nie zejdą poniżej pewnego poziomu, Krycha i Grosik muszą być w topowej formie, to warunek ich powodzenia, Szymański na skrzydle nie będzie jednak szybko drugim Błaszczykowskim. Nie wiem cały czas kto jest numerem 1 na lewej i prawej obronie… 

Można zarzucić selekcjonerowi, że nie potrafi wydobyć wszystkiego co najlepsze ze swoich zawodników, a koronnym przykładem jest już niemal legendarny pod tym względem Piotr Zieliński. – Przestańmy od niego wymagać, żeby był liderem, bo on liderem nie będzie. On może być fajnym dodatkiem do liderów. Szybciej rolę dowódczą przejąć może Klich – twierdzi Żewłakow. 


Brzęczek jako trzeci w historii selekcjoner wprowadził reprezentację Polski do finałów ME. Oczywiście, jest beneficjentem pracy poprzedników, dobrego losowania wynikającego z przynależności do wysokiego koszyka, etc. Niemniej, przeszedł pewnie kwalifikacje, przy 80-procentowym udziale zwycięstw i średnio 2,5 punkta na mecz. To więcej niż Nawałka (2,1 i 60%) i Beenhakker (2,0 i 57 %), lecz pamiętajmy o skali trudności. Holenderski selekcjoner mierzył się w grupie kwalifikacyjnej z m.in. Portugalią (wicemistrz Europy, czwarta drużyna świata), Serbią, Belgią i Finlandią. Z kolei na drodze Nawałki stali mistrzowie świata – Niemcy, także Irlandia i Szkocja. 

Awans pozostaje jednak awansem. Ilu mieliśmy selekcjonerów z wymiernymi sukcesami? Tymi najwyższej próby – ledwie dwóch: Górskiego i Piechniczka, czyli medalistów mistrzostw świata. Kilku takich, których wygrane eliminacje oprawiły w ramki, pozwoliły choć przez chwilę stać się pupilami narodu – to Beenhakker, Janas, Engel. Gmoch mimo wyników za jakie dziś skłonni bylibyśmy stawiać pomniki jest postrzegany jako trener przegrany. Wyżej oceniany bywa Nawałka – triumfator dwóch cykli eliminacji, ćwierćfinalista Euro, będący o krok od medalu i dołączenia do dwójki, która na zawsze pozostanie w szczupłym panteonie wielkich selekcjonerów.

Potrzebuje krucjaty

Ilu zaś było takich, którzy swoją pracą położyli fundamenty pod sukcesy innych? Górski na pewno, Kulesza, Janas, Fornalik, Nawałka – być może. Nie ma do końca zgody czy trenerów budują zawodnicy, czy jest na odwrót. Na pewno wielkich trenerów budują wielkie mecze. I tu Brzęczek ma problem, ponieważ on żadnego wielkiego meczu jeszcze nie rozegrał. Starając się przypomnieć sobie po trzy wielkie, ważne, może kluczowe, a na pewno pamiętne mecze każdego z selekcjonerów w ostatnim półwieczu – sami stworzyliśmy sobie problem. Z Górskim bądź Piechniczkiem sprawa jest prosta. Właściwie w przypadku trenera tysiąclecia każda potyczka, nawet przegrana z RFN w grze o finał MŚ, spokojnie spełnia kryteria wielkiego meczu. Pominęliśmy je wszystkie świadomie, nie mogąc odrzucić zwycięskiego finału igrzysk olimpijskich oraz najlepszego być może w historii występu biało-czerwonych, przeciw Holendrom w 1975 roku w Chorzowie. Pozostało jedno wolne miejsce. Wembley było bramą do wszystkiego, ale to był zły mecz w naszym wykonaniu. Czyż nie wyżej należy ocenić chorzowską wygraną z Anglią w tych samych eliminacjach? 

Takimi meczami przechodzi się do historii, za takie wydarzenia ludzie rozkochują się w piłkarzach, ale i trenerach. Piechniczek to co najmniej trzy wielkie mecze na Espana ’82, to wygrana z Portugalią w Meksyku cztery lata późnej, to eliminacyjna wiktoria w Atenach budująca właściwie zespół na Meksyk, to wielkie gry towarzyskie – 2:1 z Argentyną (mistrz świata), 4:0 w Paryżu z Francją (za chwilę mistrzem Europy) i 1:0 z Włochami, kolejnym aktualnym wówczas mistrzem świata, choć w 1985 roku nieco pod formą. 

To giganci, ale co dalej? Kolejne TOP3 wyglądają coraz skromniej. W przypadku niektórych selekcjonerów to zadanie wręcz karkołomne – odsyłamy do ramki. Andrzej Strejlau nie miał szczęścia do losowania grup kwalifikacyjnych, ale kilka meczów z poważnymi rywalami rozegrał, i nie przegrał. Apostela zapamiętamy za 5:0 ze Słowacją (ale i tu musi podzielić się sławą z Piotrem Nowakiem) i 1:1 z Francją na Parc des Princes (no ale oczywiście – Andrzej Woźniak!). Ryszard Kulesza to eliminacyjny mecz z Holandią, ale i towarzyska wygrana z Hiszpanami, którzy szykowali ekipę na „swój” mundial. Mecz, w którym w pewnym stopniu zarysowała się drużyna późniejszych medalistów MŚ, w którym swój kunszt pokazali Józef Młynarczyk, Andrzej Iwan…

Kamieni milowych próżno szukać u Janasa, a przecież to selekcjoner z sukcesem eliminacyjnym. Swój fundament, na którym budował drużynę narodową ma Nawałka – historyczna wygrana z Niemcami, ma Beenhakker – 2:1 z Portugalią to jeden z najlepszych występów Orłów w historii. Takiego spektakularnego meczu brakuje właśnie Brzęczkowi. Wciąż chwalony jest za swój pierwszy test – przeciw Włochom. Tyle że było to w gruncie rzeczy towarzyskie kopanie, Italii służące jako środek do celu. Dwa lata po tamtym poligonie Roberto Mancini ograł Holendrów w Amsterdamie, Polacy nie potrafili nawet pogrozić im palcem.

– Poczekajmy, przed trenerem finały mistrzostw Europy, na takim turnieju najłatwiej o wielkie mecze – mówi Engel. – Na razie faktycznie, tych meczów selekcjoner nie ma. Być może właśnie ich brak nie pozwala inaczej spojrzeć na jego pracę. Ja osobiście byłem zadowolony z wielu wygranych spotkań, przypomnę, że moja reprezentacja legitymuje się niepobitą do tej pory passą 13 meczów bez porażki. Kijów oczywiście otwierał pewien etap, ale również oba mecze z Norwegami, Cardiff i wygrany w bardzo dobrym stylu mecz ze Stanami Zjednoczonymi na mundialu. Te bym wyróżnił.

– Na ocenę pracy obecnego selekcjonera wpływa mocno Liga Narodów – uważa Piechniczek. – Kiedyś było to towarzyskie granie, mało kogo interesowało, dziś przyznaje się za nie punkty, są grupy, awanse, spadki, rankingi, a rywale raczej mocni. Łatwo się potknąć. Brzęczek zatem czeka na swój wielki mecz i dajmy mu poczekać. Moje gry to 1:0 w Chorzowie z NRD, bez tego nie byłoby mundialu. 2:1 z Argentyną w Buenos, kiedy pokonaliśmy mistrza świata i uwierzyliśmy w swoją moc. Wreszcie 3:2 z Francją o trzecie miejsce mundialu. Dlaczego akurat mecz w Alicante, a nie Peru lub Belgia? Przed zawodami podszedł do mnie minister Marian Renke i mówi: Panie Antosiu, niech pan zmobilizuje chłopaków, by wygrali ten mecz. Jak zajmiecie IV miejsce, to wkrótce pies z kulawą nogą nie będzie o tym pamiętał, a trzecie miejsce i powtórzenie wyczynu Górskiego, to zupełnie inna sprawa, wtedy przejdziecie do historii.

Żewłakow: – Jerzy Brzęczek potrzebuje meczu-krucjaty, by po prostu przekonać. By ci, którzy wciąż nie wiedzą kto jest najważniejszy w tej drużynie: on czy Lewandowski, przestali w niego wątpić. A na razie wątpić można.

Milczący, niezainteresowany rozmową z polskimi dziennikarzami, Jerzy Brzęczek postanowił wydać książkę pt. „W grze”. Jej autorką jest Małgorzata Domagalik, która wcześniej spisywała historię jego siostrzeńca, Jakuba Błaszczykowskiego. Pomijając fakt, czy aby nie za wcześnie na biografię jako taką, to na pewno szum wokół publikacji nie pomógł selekcjonerowi. W pierwotnej wersji zapowiedzi pojawił się przedziwny passus (gdy zupa się wylała, zaczęło się przerzucanie odpowiedzialności za niefortunne sformułowanie między autorką a wydawnictwem), w którym Brzęczek nazwany został „nowym Kazimierzem Górskim na nowe czasy”. Także: „Szyderstwa zamiast konstruktywnej krytyki, emocje, plotki, pomówienia, zaskakujące zwroty akcji, ale i nieoczekiwany sukces. Tak można by streścić wejście Jerzego Brzęczka na szczyty europejskiego futbolu”.

Po chwili refleksji stymulowanej tym razem w pełni zasłużoną krytyką środowiska, zapowiedź zmieniono, złagodzono. W nowej notce można również przeczytać, że autorka „w sposobie rozumienia, pasji i podejściu Brzęczka do piłki nożnej jako takiej, widzi w przyszłości kontynuatora trenerskiej myśli Kazimierza Górskiego”. Oczywiście wolno jej tak postrzegać swojego bohatera, natomiast zgadza się na pewno jedno – Brzęczek wciąż jest… w grze. I chyba dobrze, niech dokończy ten mecz.

ZBIGNIEW MUCHA

TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 38/2020)

Możliwość komentowania została wyłączona.

Najnowsze wydanie tygodnika PN

Nr 3/2026

Nr 3/2026

Polska Reprezentacja Polski

Gala „Piłki Nożnej” – Odkrycie Roku 2025 [NOMINACJE]

Dwóch nominowanych w tej kategorii już podpisało kontrakty z renomowanymi klubami zagranicznymi, a trzeci znajduje się na radarze poważnych firm zachodnioeuropejskich.

2025.10.09 Chorzow
Pilka nozna mecz towarzyski
Polska - Nowa Zelandia
N/z Jan Ziolkowski
Foto Tomasz Folta / PressFocus

2025.10.09 Chorzow
Football Friendly Game
Poland - New Zeland
Jan Ziolkowski
Credit: Tomasz Folta / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Mateusz Bogusz znalazł nowy klub! Fabrizio Romano ujawnia

Mamy potwierdzenie od samego Fabrizio Romano! Mateusz Bogusz zmienia klubowe barwy.

2025.03.24 Warszawa
Pilka nozna, FIFA Kwalifikacje do Mistrzostw Swiata
Polska - Malta
N/z Mateusz Bogusz
Foto Mateusz Porzucek PressFocus

2025.03.24 Warszawa
FIFA World Cup qualification Poland - Malta
Polska - Malta
Mateusz Bogusz
Credit: Mateusz Porzucek PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Wiśniewski rozchwytywany. Chcą go w Ekstraklasie i Serie A

Przemysław Wiśniewski nie może narzekać na brak zainteresowania. Stoper reprezentacji Polski trafił na celownik klubów z Ekstraklasy i Serie A.

2025.09.04 Rotterdam
pilka nozna Kwalifikacje Mistrzostw Swiata 2026
Holandia - Polska
N/z Przemyslaw Wisniewski
Foto Pawel Andrachiewicz / PressFocus

2025.09.04 Rotterdam
Football - FIFA World Cup 2026 Qualifying round
Netherlands - Poland
Przemyslaw Wisniewski
Credit: Pawel Andrachiewicz / PressFocus
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]

Mateusz Żukowski trafił do siatki w meczu Eintrachtu Brunszwik z Magdeburkiem. Jego klub wygrał aż 3:0, a Polak zdobył piątą bramką podczas tej kampanii 2. Bundesligi.

Polak znów trafia! To jego piąty gol w tym sezonie [WIDEO]
Czytaj więcej

Polska Reprezentacja Polski

Poważna kontuzja Kacpra Kozłowskiego. Polak przeszedł operację

Kacpra Kozłowskiego czeka dłuższa przerwa od gry. Polaki zawodnik złamał rękę i musiał przejść operację.

2023.11.17 LODZ STADION MIEJSKI ALEJA UNII
MECZ PILKA NOZNA U21 REPREZENTACJA POLSKI ELIMINACJE MISTRZOSTW EUROPY
POLSKA vs IZRAEL
N/Z KACPER KOZLOWSKI
Foto Artur Kraszewski / APPA / PressFocus
Czytaj więcej