Pierwsza pozycja w tabeli Bundesligi po ośmiu kolejkach to nie są żarty. Oznacza to, że zespół naprawdę jest silny. Czy kibice Borussii Moenchengladbach mogą myśleć o powrocie swego klubu na szczyt po 43 latach?
LESZEK ORŁOWSKI
Rozgrywki niemieckiej ekstraklasy są w tym sezonie wyjątkowo dziwne. Źrebaki utrzymały pozycję lidera mimo porażki z imienniczką z Dortmundu, ale nad zespołem zajmującym dziewiąte miejsce w tabeli miały dwa punkty przewagi, czyli w przypadku ewentualnej porażki w niedzielnym starciu z Eintrachtem (patrz sprawozdanie z kolejki Bundesligi) mogły obsunąć się do środka tabeli! Niebo od czyśćca oddziela ledwie krok i ta konstatacja dobrze pasuje na wstęp rozważań o prawdziwej sile zespołu prowadzonego przez Marco Rose.
Patrząc na fasadę jest bowiem pięknie, ale zajrzawszy za kulisy można dostrzec sporo brudu. Oto tylko Gladbach odniosło pięć zwycięstw w pierwszych ośmiu seriach ekstraklasy, lecz pokonało wyłącznie zespoły spoza owej dominującej dziewiątki: Mainz, Koeln, Fortunę, Hoffenheim i Augsburg. Gdy przychodziło do zmagań z drużynami z górnej półki, nie było już różowo. Zespół zremisował z Schalke oraz przegrał z Lipskiem i Borussią Dortmund. Tak więc pozycję zajmowaną w tabeli 25 października zawdzięczał w największej mierze łaskawości kalendarza, kojarzącego go na początku sezonu głównie ze słabeuszami.
W dodatku kiepsko wypadła inauguracja zmagań w Lidze Europy. 0:4 z austriackim Wolfsbergerem i 1:1 z tureckim Basaksehirem postawiło Źrebaki w kiepskiej sytuacji przed dwumeczem z Romą. Pierwsze spotkanie na wyjeździe Niemcy zremisowali z pomocą sędziów 1:1, ale nadal oczywiście zamykają tabelę grupy J. Jednak to nie puchary są w tym sezonie najważniejsze, tylko Bundesliga.
Nowy Inter
Sytuacja była więc typowo słodko-gorzka. A skąd się brały owe wahania formy? Patrząc na grę Borussii w wygranych meczach, łatwo było wpaść w zachwyt. Widać w niej było wszystkie te aspekty, które budziły podziw w prowadzonym uprzednio przez Rose Salzburgu. Wniosek, że w okamgnieniu udało mu się swą filozofię zaszczepić w nowym klubie – po co go zresztą zatrudniono – nasuwał się sam. Źrebaki przede wszystkim bardzo agresywnie i wysoko atakowały rywala, gdy ten miał piłkę. Odbierały mu ją na jego połowie i zadawały błyskawiczne ciosy. Odbiór, dwa-trzy podania, ostatnie na wolne pole do szybkiego napastnika, po czym gol. Trzech podstawowych napastników plus zmiennik Patrick Herrmann strzeliło dwanaście z pierwszych piętnastu goli. Istnieje specjalny algorytm określający tzw. współczynnik intensywności odbioru. Pod tym względem Gladbach jest w Bundeslidze gorsze tylko od Bayeru Leverkusen, który pod wodzą Petera Bosza prezentuje identyczny styl.
Jeśliby szukać w przeszłości futbolu jakiejś analogii, wzorca dla zespołu Rosego, to najprędzej można go chyba zestawić z Interem Mediolan Jose Mourinho z 2010 roku. W owym zespole w ataku występowało trzech de facto środkowych napastników (Diego Milito, Samuel Eto’o, Goran Pandew), z których dwóch trener ustawił na skrzydle. Tu jest podobnie: Alassane Plea, Marcus Thuram i Breel Embolo są zawodnikami bardzo do siebie podobnymi: silnymi, przebojowymi. Dwaj pierwsi, ustawieni na bokach, po otrzymaniu piłki od razu orientują się na bramkę rywala, atakują jego pole karne. A gdy naciera przeciwnik, walczą zaciekle o odbiór piłki, wypowiadając mu prawdziwą wojnę.
(…)
CAŁY TEKST MOŻNA ZNALEŹĆ W NOWYM (44/2019) NUMERZE TYGODNIKA „PIŁKA NOŻNA”
Bayern zdecydował ws. Harry’ego Kane’a. Rozmowy już trwają
Włodarze Bayernu Monachium są niezwykle zadowoleni ze współpracy z Harry’m Kane’em. Jego aktualny kontrakt wygasa za półtora roku, ale Bawarczycy już teraz chcą zapewnić sobie usługi Anglika na kolejne lata.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.