Cenny poligon doświadczalny. Tak Lechia może wyglądać w przyszłym sezonie
W kontekście walki o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie nieobecność Tomasa Bobcka w meczu z Motorem Lublin to fatalna wiadomość dla Lechii Gdańsk. W długoterminowej perspektywie brak słowackiego napastnika może być jednak dla biało-zielonych cennym poligonem doświadczalnym.
Nie ma się co czarować, szanse na pozostanie Tomasa Bobcka w Gdańsku w przyszłym sezonie są bliskie zera.
Słodko-gorzki początek
Lider klasyfikacji strzelców PKO BP Ekstraklasy już zimą był bliski zmiany klubu (według doniesień portalu meczyki.pl, poważnie zainteresowany był nim FC Midtjylland, który oferował 6 mln euro). Na Polsat Plus Arenie zdają się jednak grać na czas. 24-letni atakujący wciąż może bowiem zakwalifikować się z reprezentacją Słowacji na MŚ 2026. A w razie udanego występu na mundialu w Ameryce Północnej, jego cena może pójść jeszcze w górę. Nawet do osławionych 10 mln euro, jakie biało-zieloni oczekują za swojego asa.
Wartość wychowanka MFK Rużomberok podbić mogą oczywiście też kolejne gole w lidze polskiej. Start rundy wiosennej w wykonaniu 2-krotnego reprezentanta Słowacji był jednak słodko-gorzki. W meczu 19. kolejki z Lechem Poznań (3:1), Bobcek zdobył bramkę, pieczętującą niespodziewaną wygraną z mistrzem Polski na wyjeździe. Parę dni później jednak, w 20. serii gier zawiódł na całej linii w rywalizacji z Cracovią (1:1). Nie dość, że na bramkę „Pasów” nie oddał żadnego celnego strzału, to w dodatku to po jego faulu na Brahimie Traore, rywale otrzymali rzut karny, który wykorzystał Ajdin Hasić. Za przewinienie Słowak zobaczył czwartą żółtą kartkę w tym sezonie, która wyklucza go z gry w starciu z Motorem Lublin. „Motorowcy” w tabeli PKO BP Ekstraklasy mają tyle samo punktów, co Lechia (24), a niżej są tylko ze względu na gorszy bilans bramkowy.
Biorąc pod uwagę, że jesienią w Gdańsku w spotkaniu tych ekip padł remis (3:3), potyczka przy ul. Stadionowej 1 nabiera szczególnego znaczenia dla losów dolnej części tabeli. I właśnie w takich okolicznościach biało-zielonym przyjdzie rywalizować bez swojej największej gwiazdy. – Po każdym meczu ktoś u nas pauzuje – nie rozpaczał jednak szkoleniowiec gdańszczan, John Carver. Tym bardziej że potyczka z drużyną Mateusza Stolarskiego to dla niego doskonała okazja, aby przekonać się, jak gra Lechii może wyglądać w przyszłym sezonie bez Bobcka.
Uzależnieni od Słowaka
Tym bardziej że uważnie analizując wpływ Słowaka na grę zespołu znad Motławy, śmiało można mówić o swoistej „bobcekdependencii”. W tym sezonie 24-letni napastnik pauzował tylko raz (z GKS Katowice). Mimo jego braku gdańszczanie pewnie poradzili sobie z Gieksą (2:0). Z kolei gdy Bobcek był na boisku, ale nie trafiał do siatki, Lechiści wygrywali jeszcze tylko z Arką Gdynia (1:0) i Pogonią Szczecin (4:3). W pozostałych pięciu zwycięskich meczach Bobcek za każdym razem wpisywał się już na listę strzelców (gol z Piastem Gliwice, dwa trafienia z Widzewem Łódź, Bruk-Betem Termaliką Nieciecza i Górnikiem Zabrze i wspomniana już bramka z Lechem).
Jeszcze gorzej prezentowała się Lechia bez Słowaka w poprzednim sezonie. Jako beniaminek, od początku kampanii 2024/2025 znajdowała się w strefie spadkowej. Bobcek po rozegraniu czterech meczów, już w sierpniu nabawił się kontuzji mięśnia, a później kolana, które z gry wykluczyły go do końca roku. W związku z problemami zdrowotnymi ominął aż 13 spotkań, z których biało-zieloni wygrali zaledwie trzy.
FOT. TRANSFERMARKT.DE
Od stycznia, Bobcek był już do dyspozycji trenera Carvera. Wiosna A.D. 2025 była prawdziwym popisem gdańszczan, którzy w 16 meczach wywalczyli 23 punkty. Słowak zaczął regularnie trafiać do siatki zaraz po powrocie do zdrowia. W rundzie rewanżowej, w 12 meczach sześciokrotnie pokonywał bramkarzy rywali, z czego pięć goli padło w zwycięskich bojach. Bobcek błysnął zwłaszcza w dwóch potyczkach – z Lechem Poznań (1:0), kiedy jego gol dał zwycięstwo z „Kolejorzem”, a także ze Stalą Mielec (3:2), kiedy jego dwie bramki w końcówce pozwoliły odwrócić losy rywalizacji. Feralny mięsień sprawił, że w ostatnich czterech meczach sezonu znów pauzował, ale tym razem jego koledzy potrafili poradzić sobie bez niego. Cenne zwycięstwa z Cracovią (2:0) i Koroną Kielce (3:2) pozwoliły im na utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie, co wcześniej wydawało się misją niemożliwą.
Zupełnie inaczej zaś wyglądała sytuacja w sezonie 2023/2024, kiedy Lechia, po 15 latach przerwy, ponownie znalazła się na zapleczu Ekstraklasy. Budowany naprędce zespół potrzebował czasu, aby wkroczyć na właściwe tory, ale gdy to już nastąpiło, był pierwszym spadkowiczem od czasów Górnika Zabrze z rozgrywek 2016/2017, który już po roku wrócił do najwyższej klasy rozgrywkowej. Bobcek z dziewięcioma golami był drugim najlepszym strzelcem biało-zielonych, ale strzelał nieregularnie (pięć trafień jesienią i cztery wiosną). W drużynie prowadzonej wówczas przez Szymona Grabowskiego odpowiedzialność za zdobywanie bramek rozkładała się jednak na całą ekipę, bo dziesięć goli na koncie miał Maksym Chłań, siedem Tomasz Neugebauer, sześć Luis Fernandez, a po pięć Camilo Mena i Łukasz Zjawiński. Wtedy trudno było mówić o strzeleckim uzależnieniu od kogokolwiek, w porównaniu z obecną sytuacją.
Następca znaleziony?
– Mamy parę opcji, na „dziewiątce” może zagrać Bohdan Wjunnyk, Dawid Kurminowski, Michał Głogowski, czy Kacper Sezonienko – przekonuje przed meczem z Motorem, John Carver.
Trzech graczy z tego kwartetu trudno jednak traktować, jako ewentualnych zastępców. Wjunnyk jest cieniem siebie z zeszłego sezonu (trzy gole i zero asyst, przy siedmiu trafieniach i czterech decydujących podaniach w poprzedniej kampanii), w dodatku Ukrainiec to ostatnimi czasy bardziej ofensywny pomocnik. Kurminowski jesienią tylko dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców, ostatni raz we wrześniu. Głogowski zaś w tym sezonie zaledwie sześciokrotnie pojawiał się na murawie, łącznie zbierając 70 minut. Trudno też, aby na barki 20-latka zrzucać już tak wielką odpowiedzialność. Najlepsze statystyki z tego grona ma niewątpliwie Sezonienko (cztery gole, trzy asysty), który niespodziewanie w tym sezonie wyrósł na jedną z czołowych postaci biało-zielonych. I choć to nominalny skrzydłowy, to z Cracovią zagrał jako partner Bobcka w ataku. Czy to on wypełni lukę po Słowaku? W krótkoterminowej perspektywie potyczki z Motorem, a potem w długoterminowej, przyszłosezonowej?
Tabela Ekstraklasy po sobotnich meczach. Widzew wyskoczył ze strefy spadkowej
Sobotnie mecze 21. kolejki PKO BP Ekstraklasa dobiegły końca. Jagiellonia nieznacznie powiększa przewagę nad Wisłą Płock, jednak nie ma zbyt wielkich zmian w notowaniu.