Vfb
Stuttgart w bólach wywalczył awans do drugiej rundy Pucharu Niemiec. W
niedzielnym spotkaniu przeciwko Energie Cottbus całe spotkanie w
zwycięskim zespole rozegrał Marcin Kamiński.
Foto: Łukasz Skwiot
Stuttgart
był zdecydowanym faworytem konfrontacji z Energie, jednak
nieoczekiwanie drużyna prowadzona przez trenera Hannesa Wolfa miała
poważne problemy z wyeliminowaniem czwartoligowca.
Po
pierwszej połowie niedzielnego meczu w Cottbus pachniało sensacją.
Niżej notowani gospodarze niespodziewanie prowadzili 2:0 po golach
pomocników: Fabio Viterittiego oraz Maximiliana Zimmera.
Podczas
drugiej odsłony spotkania goście zdołali odrobić straty. Krótko
po przerwie kontaktową bramkę zdobył 19-letni Chorwat Josip
Brekalo. Od 78. minuty gry było 2:2 po samobójczym trafieniu
obrońcy Energie, Jose-Juniora Matuwili.
Remis
po 90 minutach zmagań oznaczał, że konieczne było rozegranie
dogrywki. Dodatkowe pół godziny jednak również nie przyniosło
rozstrzygnięcia, a to wiązało się z przeprowadzeniem konkursu
jedenastek.
W
rzutach karnych lepsi okazali się goście ze Stuttgartu, którzy
wygrali 4:3. Dzięki temu pokonali oni czwartoligowe Energie Cottbus
i uzyskali awans do drugiej rundy Pucharu Niemiec. Swojego rywala na
tym etapie rozgrywek Vfb pozna podczas losowania zaplanowanego na 20
sierpnia.
Cały
mecz, a więc w tym przypadku 120 minut, w ekipie Vfb Stuttgart
rozegrał polski obrońca, Marcin Kamiński.
1/32
finału Pucharu Niemiec
Energie
Cottbus – Vfb Stuttgart 2:2 (po dogrywce), 3:4 w rzutach karnych
Historyczny debiut trenerki w Bundeslidze. Jak wypadł Union Berlin pod wodzą Marie-Louise Ety?
W Berlinie napisała się historia. Po raz pierwszy w historii zespół z TOP5 poprowadziła kobieta. Marie-Louise Eta zadebiutowała w roli trenera Unionu Berlin. Drużyna pod wodzą 34-latki przegrała z Wolfsburgiem.
Manuel Neuer nigdy nie został nowym Oliverem Kahnem. Stał się kimś znacznie lepszym
Transfer Manuela Neuera do Bayernu wykraczał daleko poza klubowe gabinety. Dyskutowano o nim nie tylko na trybunach, ale stał się sprawą quasi polityczną. Dla kibiców Schalke był reinkarnacją Judasza, dla fanów Bayernu najemnikiem i uzurpatorem niegodnym miejsca w ich klubie.