– Zagrają ze sobą dwa największe, najlepsze i najważniejsze niemieckie kluby – w ten sposób potyczkę Borussii Dortmund z Bayernem Monachium zapowiadał w mediach szef BVB, Hans-Joachim Watzke.
Nawet, jeśli nie bez powodu uznamy, że jego słowa na pierwszy rzut oka trącą megalomanią, bo ustawianie się w jednym rzędzie z Bayernem, także i w przypadku Borussii Dortmund, jest w warunkach panujących w lidze naszych zachodnich sąsiadów mimo wszystko lekkim nadużyciem, to jednak nie sposób się z nimi nie zgodzić.
Od 1995, czyli od roku, w którym to BVB po raz pierwszy w historii wygrała ligę, przez kolejne 22 lata tylko czterem klubom udawało się na chwilę przełamać obowiązujący w niej duopol. Spotkanie Borussii z Bayernem to bundesligowa wojna światów, tocząca się od lat na wielu płaszczyznach. To truizm, ale to naprawdę coś więcej niż zwykły mecz. Albo inaczej, to mecz, który się nie kończy, który rozgrywa się nie tylko na zielonej murawie. Przykład? W 2014 roku Bayern rozpoczął ekspansję na Amerykę. Utworzono prężnie działającą filię klubu, dzięki której liczba fanklubów w Stanach Zjednoczonych wzrosła z 9 do ponad 100. Szacuje się, że obecnie aż 15 milionów Amerykanów żywo interesuje się tym, co dzieje się u Lewego i jego kolegów. Borussia poszła tą samą drogą, tyle że na wschód. Placówkę klub z Dortmundu otworzył w Singapurze, a instytut badawczy Nielsen Sports oszacował, że Borussia jest rozpoznawana już przez blisko 30 milionów Chińczyków.
Nie jest też przypadkiem polityka transferowa BVB, realizowana głównie z myślą o przyszłości, a nie o teraźniejszości. Michael Zorc wraz z Hansem-Joachimem Watzke budują zespół w oczekiwaniu na szansę, jaka powinna się nadarzyć za 2-3 lata, kiedy to Bayern będzie musiał przejść pokoleniową wymianę. To właśnie dlatego Borussia sięgnęła tego lata głęboko do portfela, wydając na transfery rekordowe 120 milionów euro. Pozyskano utalentowanych zawodników, takich jak Emre Mor, Raphael Guerreiro, Mikel Merino czy Ousmane Dembele, dając im długie, pięcioletnie umowy bez klauzul, właśnie po to, by w przyszłości, kiedy Bayern znów spróbuje ograbić największego ligowego konkurenta z jego najlepszych zawodników, być panem sytuacji. W ten plan doskonale wpisują się też informacje mówiące o rychłym przedłużeniu umowy z Julianem Weiglem, mimo iż przecież ta obecna ma obowiązywać jeszcze przez kolejne 4 lata, a sam Julian w wielu wywiadach podkreśla, że jego serce bije dla niebieskiej części Monachium, a nie dla czerwonej. Wszystko po to, by w sytuacji, gdy z graniem w piłkę dadzą już sobie spokój Lahm, Ribery czy Robben, a Lewandowski, Hummels, Boateng i Vidal przekroczą barierę trzydziestu lat, mieć pod ręką okrzepnięty w bojach i dojrzały zespół. Wiadomą sprawą jest, że nie wszystkich uda się w Dortmundzie zatrzymać, ale Watzke za punkt honoru obrał sobie, by już nigdy nie powtórzyła się historia z ostatniego okienka, kiedy to bezradnie musiał patrzeć na to, jak klub opuszczają najważniejsze filary, czyli Ilkay Guendogan, Mats Hummels i Henrich Mchitarjan. Obrano kurs na młodzież i na przyszłość. Kurs jedynie słuszny w zaistniałej sytuacji.
Ani kibice, ani dziennikarze nie mieli żadnego problemu z przewidzeniem składu i ustawienia Bayernu na to spotkanie. Carlo Ancelotti nie zwykł nimi żonglować. Nawet rotacja po meczach pucharowych wygląda nader skromnie. Tuchel to z kolei jego przeciwieństwo. Rotacja to jego drugie ja. Lubi też majsterkować przy systemach taktycznych. Mecz z Bayernem rozpoczął w ustawieniu 1-3-1-4-2, ściągając pomysł na ten mecz od swojego ucznia z dawnych lat, czyli Juliana Nagelsmanna, z którym pracował w 2008 roku w rezerwowej drużynie Augsburga, i którego Hoffenheim właśnie w taki sposób przeciwstawiło się dwa tygodnie wcześniej Bayernowi w meczu wyjazdowym. Wielu obserwatorów Bundesligi zastanawiało się nad zasadnością pozostawienia na ławce Gonzalo Castro czy Dembele, widząc w składzie chociażby Adriana Ramosa, ale Tuchel dobrał wykonawców pod zadania, jakie postawił przed zespołem. – Ćwiczyliśmy ustawienie z trzema środkowymi obrońcami. To odważne, ale Bayern Ancelottiego gra z wąsko grającymi napastnikami. Dzięki naszemu ustawieniu będziemy mogli agresywnie się bronić – mówił przed meczem dla niemieckiego Sky.
(…)
Tomasz URBAN
Cały tekst można znaleźć w nowym numerze Tygodnika „Piłka Nożna”
Bayern rusza po potrójną koronę! Bawarczycy w finale Pucharu Niemiec
Kilka dni temu Bayern Monachium dopiął swego w Bundeslidze. W Lidze Mistrzów wciąż ma szanse na puchar, a teraz mistrzowie awansowali do finału Pucharu Niemiec.
Jakub Kamiński na stałe w FC Koln? Są nowe informacje niemieckich mediów
Sezon 2025/26 Jakub Kamiński spędzony na wypożyczeniu z Wolfsburga do FC Koln. Polak radzi sobie na tyle dobrze w zespole z Kolonii, że ten myśli o jego wykupie definitywnym.