Bohater Lechii niepewny przyszłości. „Dobrze się tu czuję”
Dwa gole Aleksandara Cirkovicia przypieczętowały efektowne zwycięstwo Lechii Gdańsk nad Jagiellonią Białystok. Wciąż jednak nie wiadomo, czy serbski skrzydłowy w przyszłym sezonie wciąż będzie występował w Gdańsku.
Do 80. minuty Lechia Gdańsk prowadziła 1:0, ale w końcówce Jagiellonia Białystok atakowała coraz groźniej. Pierwsze od 15 lutego trzy punkty dla gdańszczan wisiały więc na włosku. W końcówce jednak dwie bramki dla biało-zielonych zdobył Aleksandar Cirković, pieczętując efektowne zwycięstwo gospodarzy.
– Ten mecz był dla nas bardzo dobry. Jagiellonia gra najlepszy futbol w lidze, są najlepsi, ale dzisiaj zagraliśmy świetnie taktycznie. Zrobiliśmy wszystko, o czym rozmawialiśmy w szatni. Oni nie mieli szans. My zasłużyliśmy na zwycięstwo – przyznał serbski skrzydłowy w rozmowie z portalem kanalsportowy.pl.
Jednocześnie odżegnywał się od roli bohatera spotkania z Jagiellonią. – To nie ma dla mnie znaczenia, kto strzelił. Najważniejsza jest drużyna. Nie ma znaczenia czy strzelam ja, Mena czy Bobcek. Spodziewałem się, że Tomas mi poda w tej akcji na 3:0. To świetny człowiek – powiedział.
Aleksandar Cirković jest wypożyczony do Lechii z węgierskiego Ferencvarosi TC. Umowa wypożyczenia wygasa 30 czerwca 2026 r. Cirković przyznał jednak, że na razie z gdańskim klubem nie prowadził rozmów ws. transferu definitywnego. Sam jednak podkreśla, że z chęcią zostałby nad Motławą. – Na razie nic nowego nie wiem. Żadna decyzja nie zapadła. Dowiemy się za jakiś czas. Skupiam się na grze. Ja się czuję tutaj dobrze – w Gdańsku, w Ekstraklasie. Ale musimy porozmawiać i czas pokaże – ujawnił.
Jagiellonia Białystok zaprezentowała się nadzwyczaj słabo w rywalizacji z Lechią Gdańsk. Nad postawą swoją i kolegów, ubolewał po meczu Bartłomiej Wdowik.
Czy to już kryzys? Jagiellonia bez zwycięstwa od miesiąca
Schemat ostatnich meczów Jagiellonii Białystok był następujący – „Duma Podlasia” zdecydowanie przeważała, ale w najważniejszych momentach szwankowała skuteczność. Mecz z Lechią Gdańsk obnażył jednak wszystkie braki zespołu Adriana Siemieńca, w którym kuleje nie tylko wykańczanie akcji.