Nam strzelać nie kazano. Pierwszy niedzielny mecz 17. kolejki T-Mobile Ekstraklasy pomiędzy Lechią Gdańsk a Ruchem Chorzów zakończył się bezbramkowym remisem.
Michał Probierz nie mógł być zadowolony z gry swoich piłkarzy
Kiedy piłkarze Lechii i Ruchu po raz ostatni spotkali się na PGE Arenie, obejrzeliśmy pasjonujące widowisko i aż osiem bramek. Spotkanie zakończyło się remisem 4:4 i kibice zastanawiali się, czy także i tym razem będą świadkami podobnej kanonady. Nic z tych rzeczy. W niedzielne popołudnie zaserwowano im dość przecięte zawody, w których okazji bramkowych było jak na lekarstwo.
Dobre sytuacje z tego meczu można policzyć na palcach jednej dłoni. W pierwszej połowie groźnie głową na bramkę Ruchu uderzał Sebastian Madera, a błędu Łukasza Surmy o mały włos nie wykorzystał Paweł Grzelczak. Napastnik Lechii tuż przed przerwą spróbował jeszcze raz, ale po minięciu Michała Buchalika nie potrafił posłać piłki do pustej bramki. Kąt był co prawda ostry, ale i tak Grzelczak powinien zachować się lepiej.
Michał Probierz robił co mógł za linią boczną, krzyczał, pouczał swoich piłkarzy i gdyby tylko mógł, to pewnie sam wszedłby na boisko. Nic to jednak nie dało. Z kolei Jan Kocian reagował zdecydowanie spokojniej. Na tyle spokojnie, że pierwsze korekty w swoim zespole przeprowadził dopiero w ostatnich minutach.
Bramek na PGE Arenie nie oglądaliśmy i oba zespoły podzieliły się punktami. Bardziej zadowoleni z remisu mogą być chorzowianie, którzy dzięki temu przesunęli się na ósme, premiowane grą w grupie mistrzowskiej miejsce w ligowej tabeli.
Trener Korony nie wytrzymał! Dosadnie podsumował klęskę w Poznaniu
Trener Korony Kielce nie wytrzymał po klęsce z Lechem Poznań. — Nie czuję bezradności, bardziej żal, złość i słowo, które powinno zostać wykropkowane. Wkur***nie. Przepraszam — mówił na konferencji Jacek Zieliński.