– Niedawno poprosił mnie o spotkanie Wiktor Bołba, kustosz Muzeum Legii, który jest w trakcie pisania książki o Kazimierzu Deynie – Zwierzył się nam przy okazji wspomnieniowej rozmowy Jan Małkiewicz, były napastnik warszawskiej Legii. – Bołba w swojej pracy chce przedstawić, jak twierdzi całą prawdę o Deynie. Dlatego wyszukuje różne pikantne szczegóły z jego życia, o których wie już niewielu ludzi. Będąc w Kanadzie spotkał się z mieszkającym tam na stałe Januszem Żmijewskim, dużo ciekawych rzeczy o Deynie opowiedział mu też Tadek Nowak. Mnie również prosił o pomoc, wiedząc, że znaliśmy się z Kaziem od piętnastego roku życia, od czasów naszych wspólnych występów w drużynie reprezentacji Polski juniorów. Uważam jednak, że każdy zasługuje na odrobinę prywatności. O sobie mogę mówić wszystko, o nieobecnych… albo dobrze, albo wcale.
Przy okazji pytamy Małkiewicza, czy jego zdaniem obecny prezes PZPN ma kompleks Deyny, bo nie jest tajemnicą, że obaj wielcy piłkarze nigdy za sobą nie przepadali. – Zbyszek nie ma żadnych kompleksów – zapewnia ze śmiechem Małkiewicz. – Kiedyś, w trakcie obchodów jubileuszu 75-lecia związku któraś ze stacji telewizyjnych zorganizowała plebiscyt na najlepszego piłkarza w historii polskiego futbolu. W Teatrze Polskim na Karasia odbyła się uroczysta gala, na której ogłoszono, że wygrał Boniek. Potem był bankiet w Hotelu Europejskim, ale najważniejsi goście mieli oddzielną salkę na piętrze. Mijając na schodach Zbyszka pogratulowałem mu wygranej, a on wtedy uśmiechnął się tylko i powiedział: – Jasiu, wiesz dobrze, że tę nagrodę powinien otrzymać Kaziu.
Nasz rozmówca jest również przekonany o wielkości Deyny, który w szczytowym okresie swojej kariery, a więc w turnieju olimpijskim w Monachium z 1972 roku i dwa lata później, w finałach mistrzostw świata nie miał sobie równych wśród europejskich piłkarzy grających na tej samej, co on pozycji. – Teraz wszyscy mówią tylko o Deynie, ale zanim stał się gwiazdą, w drużynie Legii spotkał kilka wyjątkowych indywidualności. Przede wszystkim był Lucjan Brychczy, którego wszyscy ceniliśmy najwyżej. Podobnie jak Janusz Żmijewski twierdzę, że gdyby Kici był nieco młodszy, przebiłby umiejętnościami i popularnością wszystkich naszych reprezentacyjnych Orłów. Gdy Lucek dostawał piłkę w polu karnym rywali, potrafił zrobić taki zwód, po którym dwóch obrońców biegło w odwrotną stronę niż on, mając nadal piłkę przy nodze. Za Kaziem przemawiają jednak sukcesy – złoty medal olimpijski i tytuł króla strzelców tego turnieju, srebrny medal olimpijski z Montrealu, srebrny medal mistrzostw świata z Monachium i piąte, szóste miejsce osiągnięte z reprezentacją cztery lata później w Argentynie. Teraz można się tylko zastanawiać, czy gdyby dziś żył, powstałaby jego legenda i zostałby największym idolem kibiców Legii. Wiadomo, że w Polsce ludzie doceniani są dopiero po śmierci.
Zachęcamy do zapoznania się ze skrótem ostatniego spotkania 11. kolejki Ekstraklasy. W Płocku miejscowa Wisła pokonała Radomiaka Radom. Drużyna Johna Carvera przegrała już czwarty mecz z rzędu i okupuje miejsce w strefie spadkowej.
Radomiak przegrał w Płocku. John Carver wciąż bez wygranej
Jeśli ktoś od pierwszych dni Anglika w Radomiu oczekiwał ofensywnej piłki, to właśnie doznaje olbrzymiego rozczarowania. Radomiak przegrał z Wisłą w Płocki 0:1, oddając pierwszy strzał celny dopiero w 78. minucie.
Oficjalnie: Cracovia wydała obiecany komunikat ws. sędziów! „Oczekujemy jawnych rozstrzygnięć”
Tak jak zapowiadał prezes Pasów Murat Colak, klub opublikował komunikat ws. kontrowersji sędziowskiej w 86. minucie starcia Cracovia z Legią. Zdaniem władz klubu, ich drużynie należał się rzut karny.