To miał być ich sezon. Być może nawet historyczny. Trener Herthy Pal Dardai widział w nich nawet przed sezonem faworytów do tytułu mistrzowskiego, co wcale nie wywołało wśród fachowców gremialnego pukania się po czole. Tak, w opinii wielu Bayer miał w końcu rzucić wyzwanie Bayernowi. Transfery na papierze wyglądały lepiej niż dobrze – w końcu nie każdy może sobie pozwolić na ściągnięcie tak dobrych piłkarzy jak Kevin Volland, Julian Baumgartlinger czy Aleksander Dragović.
Piłkarze Bayeru powodów do radości mają w tym sezonie nadspodziewanie niewiele.
No i w istocie można rzec, że Leverkusen gra historyczny sezon, bo od 14 lat nie było tak źle, jak dziś. Dzień po sobotniej porażce w Dortmundzie w siedzibie Bayeru zebrała się cała wierchuszka klubu, by zastanowić się nad dalszymi losami Rogera Schmidta. Szef rady nadzorczej klubu Werner Wenning, menedżer Jonas Boldt, dyrektor zarządzający Michael Schade i dyrektor sportowy Rudi Voeller uznali wspólnie, że czas wstrząsnąć zespołem, jeśli ma on jeszcze nawiązać walkę o europejską przepustkę na przyszły sezon. Zbyt wiele rzeczy wymykało się Schmidtowi spod kontroli, a dotkliwa porażka z Borussią była jedynie kroplą, która przelała czarę goryczy. Eksperci i komentatorzy omawiający to spotkanie w niedzielnym wydaniu „Doppelpassa”, nie mogli się nadziwić, co skłoniło Schmidta do pozostawienia na ławce rezerwowych na to spotkanie trzech niezwykle istotnych graczy dla formacji ofensywnej, czyli najlepszego strzelca drużyny Javiera Hernandeza a także dwóch skrzydłowych – Juliana Brandta i Karima Bellarabiego, których szybkość mogłaby mieć decydujące znaczenie przy wyprowadzaniu kontr. Wiadomym było bowiem, że to gospodarze będą w tym spotkaniu prowadzić grę, a gościom przyjdzie czekać na okazje do błyskawicznego przeniesienia się pod bramkę rywala po przejęciu piłki. Do tego doszła jeszcze przedziwna pomeczowa wypowiedź Schmidta, który po przegranej 2:6 w Dortmundzie stwierdził, że mecz ten był krokiem w dobrym kierunku, a jego podopieczni wysoko zawiesili Borussii poprzeczkę.
Najwyraźniej zwierzchnicy nie podzielili jego entuzjazmu. Zresztą, nie mieli oni przez te 3 lata łatwego życia z trenerem. Nie należy on bowiem do pieszczoszków. Jego niezachwiana wiara w siebie przekraczała czasem – a może nawet częściej niż czasem – granice bufonady. Wystarczy tylko przypomnieć słynną spinkę przy linii z Julianem Nagelsmannem, kiedy to zwyzywał kolegę po fachu od „palantów” (swoją drogą byłoby ciekawie, gdyby to właśnie Nagelsmann przejął w lecie Bayer). Albo zupełnie irracjonalne zachowanie podczas pamiętnego meczu z Borussią Dortmund w stosunku do sędziego Feliksa Zwayera, który zakończył mecz nie mogąc się doczekać, by wyrzucony na trybuny Schmidt opuścił łaskawie ławkę rezerwowych. Jego zachowania odbijały się też i na ogólnym wizerunku klubu. Bayer, poza samym Leverkusen i najbliższą okolicą, nie jest w Niemczech ani specjalnie popularny, ani za bardzo lubiany i musi dbać o takie drobiazgi. Tymczasem Roger Schmidt w nosie miał konwenanse.
Ale oczywiście nie był to główny powód, dla którego postanowiono się z nim przedwcześnie i trochę jednak spontanicznie rozstać. O tym, że była to decyzja podjęta jednak ad hoc, świadczyć może osoba jego następcy. Tymczasowym trenerem mianowano bowiem Tayfuna Korkuta, byłego trenera Hannover 96 i 1. FC Kaiserslautern, który jednak w żadnym z tych klubów nie notował dobrych wyników nie jest w nich zbyt ciepło wspominany. Kluczowe w ocenie pracy Schmidta są oczywiście wyniki, a właściwie ich brak. Bayer ma po 23 kolejkach ledwie 30 punktów na koncie. Rok temu było ich na tym etapie sezonu 35, dwa lata temu 36, a przed trzema laty nawet 43, ale było to jeszcze przed erą Schmidta. W drużynę, przez te 3 lata jego pracy, wpompowano ponad 160 milionów euro, a mimo to gra ona z każdym kolejnym rokiem coraz gorzej. Zamiast progresu jest regres.
Tobias Escher, twórca spielverlagerung.de – fachowej witryny poświęconej zagadnieniom taktycznym w Bundeslidze i europejskiej piłce – dostrzega kilka przyczyn takiego stanu rzeczy. Według niego, Bayer nie potrafił rozwinąć swojej filozofii gry. Znakiem rozpoznawczym ekipy Rogera Schmidta był jak dotąd ultra wysoki pressing, przez który trudno się było rywalom, zwłaszcza tym słabszym, przebić. Z obserwacji Eschera wynika, że ów pressing nie jest w tym sezonie ani tak wysoki, ani tak szczelny. Wielu drużynom udaje się spod niego wychodzić. Analizując szczegółowe statystyczne dane można dostrzec, że Bayer wciąż zalicza się ścisłej czołówki drużyn odbierających piłkę rywalowi możliwie jak najbliżej jego bramki, nie jest jednak w tym aspekcie najlepszy. Średnio piłkarze z Leverkusen odzyskują piłkę 73,2 metry przed bramką rywala i jest to wartość zbliżona do FC Ingolstadt i Borussii Dortmund, natomiast o blisko półtorej metra gorsza od Bayernu Monachium. Nawet zatem w aspekcie, który jednoznacznie kojarzy się z filozofią Rogera Schmidta, Bayer nie jest drużyną wiodącą w lidze. Na ten sam aspekt uwagę zwracał w poniedziałek w cotygodniowej Spieltaganalyse były piłkarz Bayeru Stefan Reinartz, będący obecnie ekspertem stacji sport1. W jego ocenie Schmidt pogubił się w założeniach taktycznych, bo trudno tak naprawdę określić, czy priorytetem zespołu miał być w tym sezonie jak najwyższy pressing, czy jednak walka o zbieranie drugich piłek w środku pola i błyskawiczne przechodzenie do ataku z głębi pola. W jego oczach, drużyna nie sprawiała pod tym względem spójnego wrażenia.
Drugi z obszarów, na którym problemy Leverkusen były tak bardzo widoczne, to defensywa, a przede wszystkim defensywne stałe fragmenty gry. Pomijając je wyjdzie nam, że Bayer stracił z gry jak dotąd 22 gole, co plasuje ten zespół mniej więcej w połowie stawki, w sąsiedztwie Wolfsburga i Schalke, drużyn borykających się w tym sezonie z odpowiednią organizacją gry, co też pokazuje skalę problemów w Bayerze. Zatrważająca jest jednak statystyka dotycząca goli traconych po rzutach wolnych czy rożnych. Takich bramek Bayer stracił jak dotąd aż 16, w tym tylko jedną z rzutu karnego. Jest to zdecydowanie najgorsza wartość w całej lidze. Dla porównania, drużyny aspirujące do gry w Lidze Mistrzów należą do najlepszych w tym względzie w całej stawce. Hoffenheim i Lipsk straciły takich goli po 7, Borussia Dortmund 6, a Bayern Monachium zaledwie 2.
Warto też zwrócić uwagę na to pewną prawidłowość. O ile większość wskaźników statystycznych na przestrzeni trzech ostatnich lat spadło, o tyle znacząco wzrosło posiadanie piłki przez Bayer. W tym sezonie wynosi ono średnio ponad 57%, podczas gdy w ubiegłym sezonie ledwie przekraczało 52. To naprawdę spora różnica pokazująca, że przeciwnicy Bayeru coraz lepiej czytają jego grę. Nie wdają się w meczach z nim w wymianę ciosów. Nie próbują trzymać piłki przy nodze. Dobrowolnie oddają mu piłkę skupiając się na szczelnej defensywie i szybkich wypadach pod bramkę Bernda Leno. Wiedzą bowiem doskonale, że główna siła Bayeru to błyskawiczne przejście z fazy obronnej do ataku, przede wszystkim dzięki bardzo szybkim skrzydłom i równie szybko myślącemu i grającemu w środku pola Kevinowi Kamplowi. Bayer zmuszony do gry atakiem pozycyjnym nie jest już aż tak groźny, choćby dlatego, że ci bardzo szybcy skrzydłowi nie mają miejsca, aby nabrać prędkości. Tezę tę potwierdzają liczby. Według statystyk squawki, Bayer w sezonie 2014/2015 zagrywał średnio w meczu 394,82 podań. Dziś, zmuszony do grania ataku pozycyjnego, wymienia ich aż 486,30, co oczywiście znacząco spowalnia jego grę. W związku z tym musi podejmować więcej pojedynków w ofensywie niż w defensywie, a to z kolei sprawia, że wygrywa ich mniej. Dwa lata temu średnia ta wynosiła 47,78%, dziś ledwie 45,59%. Trudniej mu też przy głęboko cofniętych rywalach zagrać kluczową piłkę. Dwa lata temu takich piłek udało się zagrywać 10,2 na mecz, rok temu już tylko 9,0, a w bieżącym sezonie 8,5. Spadają też wartości kreowanych szans (z 11,5 w sezonie 2014/2015 do 9,8 obecnie).
Eksperci zwracają też uwagę na to, że Bayerowi brakowało w ostatnim czasie stabilizacji. Rzeczywiście, długotrwałe kontuzje Jonathana Taha, Larsa Bendera, Joela Pohjanpalo czy Karima Bellarabiego, krótsze, ale często powracające urazy Kevina Vollanda i Stefana Kiesslinga, wreszcie dyskwalifikacja Hakana Calhanoglu, który rozgrywał naprawdę świetny sezon sprawiły, że Schmidt ciągle szukał najlepszego ustawienia. O ile bardzo łatwo z pamięci można dziś podać optymalną jedenastkę Bayernu, Borussii Dortmund, RB Lipsk czy nawet coraz lepiej grającej pod wodzą Dietera Heckinga Borussii Moenchengladbach, o tyle naprawdę trudno wskazać ją w przypadku ekipy z Leverkusen. Duża i częsta rotacja, często oczywiście wymuszona okolicznościami, sprawiła, że Bayer nie ma ustawienia bazowego, do którego mógłby powrócić w razie wszelkich niepowodzeń.
No i atmosfera. Można odnieść wrażenie, że w Leverkusen wszyscy z wszystkimi się kłócili. Schmidt z sędziami i trenerami rywali, kibice z Schadem, który ponad 20 najzagorzalszym fanom wlepił zakazy stadionowe, wreszcie Völler z piłkarzami, bo po przegranym u siebie meczu z FSV Mainz, nie zostawił na nich w prasie suchej nitki, zarzucając im brak odpowiedniego zaangażowania.
Roger Schmidt to naprawdę dobry trener i z pewnością będzie łakomym kąskiem dla wielu klubów, ale w Leverkusen doszedł do ściany. Nie potrafił w odpowiednim momencie przestawić zwrotnicy i pchnąć swój zespół na inne tory. Nie znalazł odpowiedzi na coraz trudniejsze pytania stawiane przez rywali. Uparcie, a być może nawet bezrefleksyjnie, zawierzył swojej filozofii. Ale to mądry facet i łebski trener. Wróci silniejszy i mądrzejszy o doświadczenia minionych trzech lat. I znowu będzie się można zachwycać, jak jego boiskowe pitbulle od pierwszej minuty rzucają się przeciwnikowi do gardła. Przynajmniej przez jakiś czas.
Bayern rusza po potrójną koronę! Bawarczycy w finale Pucharu Niemiec
Kilka dni temu Bayern Monachium dopiął swego w Bundeslidze. W Lidze Mistrzów wciąż ma szanse na puchar, a teraz mistrzowie awansowali do finału Pucharu Niemiec.
Jakub Kamiński na stałe w FC Koln? Są nowe informacje niemieckich mediów
Sezon 2025/26 Jakub Kamiński spędzony na wypożyczeniu z Wolfsburga do FC Koln. Polak radzi sobie na tyle dobrze w zespole z Kolonii, że ten myśli o jego wykupie definitywnym.