Niemcy jako pierwsi „odmrozili” swój futbol po przymusowej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa, a teraz zamierzają przewodzić stawce, jeśli chodzi o reformowanie piłki nożnej. Gdyby ich najnowsza propozycja spotkała się z ciepłym przyjęciem, wtedy całą dyscyplinę czekać będzie prawdziwa rewolucja.
Niemcy mają pomysł na zreformowanie europejskiej piłki (fot. Łukasz Skwiot)
Kiedy podnosi się głos na temat tego, że piłkarze zarabiają za dużo, a za najlepszych trzeba płacić gigantyczne pieniądze, zawsze znajdzie się ktoś, kto odpowie, że każdy zawodnik jest tyle warty, ile ktoś jest w stanie za niego wyłożyć. Prawda, to najprostsze prawo rynku i ma ono swoje przełożenie także na świat futbolu.
Problem w tym, że w ostatnich latach dokonał się w tej sferze prawdziwy skok. Piłkarze zarabiają coraz to większe kwoty, a zakup dobrego gracza (nie tego z najwyższej półki) to często wydatek rzędu kilkudziesięciu milionów.
O tym, że piłka nożna nie zmierza we właściwym kierunku mówiono od dawna, jednak niewykluczone, że dopiero w obliczu tak bolesnego wydarzenia jak pandemia, która spowodowała śmierć setek tysięcy osób, zacznie się poważne myślenie o zmianach.
Już jakiś czas temu o wprowadzenie ograniczeń płacowych apelował Karl-Heinz Rummenigge z Bayernu Monachium, a teraz tym samym głosem mówi Fritz Keller, prezydent Niemieckiej Federacji Piłkarskiej. DFB chce podjąć zdecydowane działania, a projekt zmian przedstawić szefom europejskiej centrali.
– Podstawową kwestią jest ponowne przybliżenie piłki nożnej ludziom, wyjście do nich frontem – wyznał Keller. – Wielkie kwoty transferowe i ogromne prowizje zawodników stawały się dla wielu irytujące i w coraz większym stopniu oddalały ich od naszego sportu – dodał, cytowany przez „Sport1.de”.
Prezydent DFB nie ma wątpliwości, że okres przymusowych zmian, które obecnie przechodzi futbol musi zostać wykorzystany w jak najpełniejszy sposób. Jeden z projektów miałby dotyczyć reformy na płaszczyźnie zarobków i wprowadzenia specjalnych płacowych pułapów. Nie byłoby to zresztą nic nowego i odkrywczego, ponieważ podobne zasady od lat panują za Atlantykiem, m.in. w ligach NBA oraz NHL.
Pułapy najmocniej uderzyłyby w największych i najbogatszych, którzy mają aktualnie w rękach argumenty, by przekonywać do siebie najlepszych piłkarzy. To powoduje coraz większe dysproporcje w futbolu i nawet taki gigant jak Bayern Monachium ma już coraz większe problemy, by rywalizować jak równy z równym z gigantami z Hiszpanii czy Anglii.
– Te wszystkie astronomiczne pensje i wielkie kwoty transferowe przestały już być wiarygodne. Kryzys, który obecnie dotyka piłkę nożną bardzo mocno obnażył wszystkie jej problemy. Futbol już od jakiegoś czasu pozostawał w cieniu pieniędzy i bitych rekordów transferowych. Czas to zmienić – zakończył Keller.
Nie znamy na razie szczegółów niemieckiego planu reformy i tego, ile ewentualnie miałyby wynosić wspomniane pułapy, ale z góry można założyć, że znajdą się przeciwnicy takich rozwiązań. Z drugiej jednak strony, wspólny front pomógłby wyjść piłce nożnej z kryzysu i sprawił, że rywalizacja o najwyższe zaszczyty nie byłaby już wewnętrznym interesem garstki najbogatszych klubów na kontynencie.
Sensacja w Monachium! Bayern przegrał z Augsburgiem [WIDEO]
Bawarczycy doznali pierwszej porażki w sezonie 25-26. Pierwszymi pogromcami ekipy Kompany'ego okazał się derbowy rywal – FC Augsburg, który w ostatnim kwadransie zdobył dwie bramki na wagę trzech punktów.