57 lat temu piłkarski świat się zatrzymał. Dokładnie 6 lutego 1958 roku doszło do jednej z największych tragedii w dziejach futbolu. Samolot z piłkarzami Manchesteru United rozbił się na lotnisku w Monachium w efekcie czego śmierć poniosły 23 osoby.
Podopieczni Matta Busby’ego feralnego dnia wracali do domu po wyjazdowym meczu z Crveną Zvezdą (3:3) w ćwierćfinale Pucharu Europy. W drodze do Manchesteru drużynę czekał postój w Monachium, gdzie samolot miał uzupełnić paliwo. Nic niezwykłego. Całkowicie rutynowe międzylądowanie, jakich wiele.
Niestety, warunki jakie panowały wtedy w Monachium były skrajnie niebezpieczne. Gęsto padający śnieg, lód na pasie startowym, wszystko to przyczyniło się do tego, że samolot trzykrotnie próbował oderwać się o płyty lotniska, jednak przy ostatniej próbie piloci nie dali wyprowadzić maszyny, która rozbiła się o pas.
W katastrofie śmierć poniosło 23 z 43 pasażerów, w tym ośmiu piłkarzy: Geoff Bent, Roger Byrne, Eddie Colman, Mark Jones, David Pegg, Tommy Taylor i Liam Whelan. Zdarzenie przeżył Duncan Edwards, jednak po piętnastu dniach walki o jego życie lekarzom nie udało się go uratować.
Media: Liverpool znalazł następcę van Dijka? Trop prowadzi do Włoch
Liverpool chce się jak najszybciej zabezpieczyć na ewentualne odejście po wygaśnięciu umowy Virgila van Dijka. Kontrakt kapitana The Reds wygaśnie pod koniec czerwca przyszłego roku.