Zaskoczenia nie było. Legia nie dała rady w Armenii
Legia Warszawa przegrała na wyjeździe z Noah FC, a jej szanse na grę w europejskich pucharach wiosną wyraźnie stopniały. Kryzys trwa na dobre.
Legia Warszawa nie tylko nie zdołała wyjść z kryzysu – wręcz zadomowiła się w nim na dobre – dodatkowo niemal przekreślając realne szanse na grę wiosną w Lidze Konferencji Europy. Stołeczny klub, mimo że jako pierwszy objął prowadzenie, ostatecznie przegrywając z Noah FC.
Początek spotkania układał się dla Legii idealnie. Już w 3. minucie obrona gospodarzy popełniła katastrofalny błąd, a piłka trafiła pod nogi Rajovicia. Napastnik minął bramkarza i pewnie trafił do siatki. W tamtym momencie nic nie zapowiadało późniejszych kłopotów, a szybkie prowadzenie miało dodać legionistom skrzydeł.
W 38. minucie Legia ponownie wpakowała piłkę do bramki, lecz tym razem arbiter gola nie uznał. Decyzja wzbudziła spore kontrowersje – powtórki nie potwierdziły przewinienia, a VAR nie zdecydował się interweniować. Pierwsza połowa była wyrównana: Noah FC dłużej utrzymywało się przy piłce, lecz konkretniejsza była Legia.
Po przerwie obraz gry odmienił się jednak diametralnie. Noah FC zdecydowanie przejęło inicjatywę, podczas gdy piłkarze prowadzeni przez Astiza wyraźnie zgasili i oddali kontrolę nad meczem. W 57. minucie gospodarze doprowadzili do wyrównania po bramce Matheusa Aiasa, a w 84. minucie Nardin Mulahusejnović ustalił wynik na 2:1, przypieczętowując zwycięstwo gospodarzy.
Sytuacja Legii w klasyfikacji LKE jest obecnie bardzo trudna. Warszawski zespół spadł na 30. miejsce, a dodatkowo o 21:00 swoje mecze rozgrywają Hamrun, Aberdeen i Shelbourne – drużyny, które w teorii mogą Legię jeszcze wyprzedzić.
UEFA potwierdza. Dwa polskie kluby pewne gry w fazie ligowej europejskich pucharów w kolejnym sezonie!
UEFA zatwierdziła kalendarz rozgrywek klubowych na sezon 2027-28. Polska po raz pierwszy już przed startem sezonu ma zagwarantowany udział dwóch drużyn w fazie ligowej europejskich rozgrywek.
Medaliki za burtą, co dalej z Kroczkiem? [KOMENTARZ]
Przez ponad 210 minut dwumeczu z Hajdukiem Raków nawet przez chwilę nie był na prowadzeniu. Trudno więc mieć wątpliwości, stawiając pytanie, czy z Europą pożegnał się zasłużenie.