Wisła utopiona w Odrze czyli specjalność zakładu [KOMENTARZ]
Jeśli wygraną przed dwoma laty na Stadionie Narodowym w finale z Pogonią Szczecin potraktować jako wyjątek od reguły, to ta brzmi, że Puchar Polski rządzi się swoimi prawami, a Wisła Kraków zawsze odpada kompromitując się z niżej notowanymi rywalami.
Żeby nie być gołosłownym, dość wymienić z ostatnich lat Błękitnych Stargard, Olimpię Grudziądz, KSZO Ostrowiec czy Zawiszę Bydgoszcz. Na ich tle pierwszoligowa Odra Opole to w gruncie rzeczy potęga. Tym bardziej trudno się dziwić, że Białej Gwiazdy w pucharowych rozgrywkach już nie ma. Inna rzecz, że wybitnie na własne życzenie.
– Wiemy, jaka jest specyfika spotkań pucharowych, tutaj kto w jakiej lidze gra nie ma aż tak dużego znaczenia – mówił przed meczem w Opolu trener Wisły Mariusz Jop. – Bardzo nie lubię przegrywać i każda porażka mnie boli. Tym bardziej z zespołem notowanym niżej. Oczywiście, że pamiętam spotkanie z Zawiszą. Jeszcze w poprzedniej edycji przegraliśmy z Polonią Warszawa, na wyjeździe. To takie chwile, które sprawiają, że te emocje wracają do mnie. Są to oczywiście emocje negatywne, czuję wtedy sportową złość, nie chciałbym do tego dopuścić.
Pomyłka Letkiewicza, którą efektownie wykorzystał Szysz!
A jednak znów szkoleniowiec do tego dopuścił. Dlaczego? Najprościej byłoby odpowiedzieć, że zbyt mocno zaufał zmiennikom. Kiedy w drugiej połowie goniąc wynik, wrócił z grubsza do ustawień fabrycznych i na boisko posłał filary, Wisła nawet grając jednego zawodnika mniej stworzyła kilka okazji do wyrównania. Z drugiej strony – myśląc o zmiennikach, którzy dostali w Opolu szanse – jeśli ktoś jest w ekstraklasowej kadrze to chyba powinien być gotowy udźwignąć ciężar meczu z pierwszoligowcem. Najbardziej nie udźwignął go oczywiście Patryk Letkiewicz. Młody bramkarz długo był zupełnie bezrobotny, ale gdy już przyszło mu popracować to co rusz zapalał ogień przed swoją bramką, wpuścił w końcu dwa gole, a wreszcie zszedł z kontuzją dość wyraźnie mając już dość Opola i całego tego meczu. Między wiślackie słupki po takim występie szybko raczej nie wróci. O ile w ogóle.
Oczywiście głównym winnym porażki jest jednak przede wszystkim Marko Bozić. To on – po dobrym okresie gry Wisły, która nie licząc pierwszych kilku minut, miała pełną kontrolę nad wydarzeniami i zasłużenie objęła prowadzenie po pięknym golu Macieja Kuziemki – po pół godzinie postanowił podać rękę Odrze. Owszem, był najpierw w ferworze walki faulowany przez Jakuba Pochcioła, czego sędzia nie gwizdnął, ale to nijak nie usprawiedliwia odwetowego ataku Austriaka wyprostowaną nogą na Tomasz Gajdę. Trudno jedynie zrozumieć czemu arbiter do wyrzucenia brutala z boiska potrzebował aż pomocy VAR. Grając w przewadze jednego gracza gospodarze potrafili ambicją i charakterem, bo na pewno nie piłkarską wirtuozerią, wymusić wysokim pressingiem błędy na gościach i je wykorzystać. Udało się to w dużej mierze także dlatego, że wielu z Wiślaków charaktery zostawiło w szatni nad czym mocno powinni się w Krakowie zastanowić.
Bez niespodzianki, ale nie bez problemów. Pierwszoligowiec gra dalej w Pucharze Polski
Polonia Bytom wyeliminowała drugi zespół Widzewa Łódź, czym zapewniła sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek Pucharu Polski. Sprawdź, jak do tego doszło.
Znamy datę losowania kolejnej rundy STS Pucharu Polski!
Za nami już prawie wszystkie spotkania premierowej rundy rozgrywek o Puchar Polski. 15 września odbędzie się ostatnie starcie 1. rundy, w którym rezerwy Widzewa podejmą u siebie Polonię Bytom. Dwa dni później odbędzie się już losowanie 1/16 finału.
Ten wynik to dla abnegatòw z PN ćwierć demolka, półgłówki.