Drodzy Czytelnicy, Nie, spokojnie, jeszcze się nie żegnamy, przynajmniej taką mam nadzieję. Wciąż działamy, piszemy i drukujemy. Niemniej – lekko nie jest.
Do redakcji przyszedł mail z Izby Wydawców Prasy, ze słuszną skądinąd ideą. Roboczy tytuł: „Promocja prasy w czasie pandemii”. Z grubsza chodzi o wypracowanie wspólnego frontu, uświadomienie przez wydawców swoim Czytelnikom, w jak trudnej sytuacji znalazł się rynek prasy, o pielęgnowanie solidarności w relacjach z Wami, dzięki którym przecież funkcjonujemy. W załączniku znalazłem przykład listu, jakim można zachęcać Czytelników do nieodchodzenia od prasy, do kupowania gazet – jako nośnika rzetelnej, sprawdzonej, pogłębionej wiedzy w trudnym dla wszystkich okresie.
Nie chciałem korzystać z tego instruktażu, choć niewątpliwie jest prawdziwy i trafiający w sedno spraw wszelkich. Wolę napisać coś od siebie.
Kiedy zaraza wdarła się w nasze życie, kiedy wymiotła sportowców i fanów ze stadionów, pomyślałem: o czym będziemy pisać, jak planować kolejne numery? To było błędne myślenie. Pisać wciąż jest bowiem o czym i wcale nie trzeba zarzucać Czytelników stertą wspominkowych historii. Wystarczy poszukać po prostu innych tematów, niezakotwiczonych w tzw. „bieżączce”. I powiem Wam więcej – kolejne wydania „Piłki Nożnej”, tworzone z tzw. oddechem w dobie choroby, która wielu ludziom ten prawdziwy, życiodajny oddech odbiera, wydają mi się ciekawsze, atrakcyjniejsze, warte każdej wydanej złotówki. Konkretnie pięciu złotówek.
W sobotę widziałem, jak na mojej ulicy dźwig zabiera kiosk. I już wiem, że dziś fundamentalne pytania brzmią: dla kogo pisać? W jaki sposób i gdzie kolportować gazetę, gdy ubywa punktów sprzedaży, a ryzyko utraty zdrowia odstrasza od jej poszukiwań?
Jak każdy martwię się o przyszłość – zdrowie i pracę. Nie wiem jednak czy każdy ma tak osobisty stosunek do swojej pracy. „Piłkę Nożną” czytam od jedenastego roku życia, pamiętam środy spędzane pod kioskami na wyglądaniu samochodu dostawczego z popołudniową prasą. Trzeba było swoje odstać, żeby starczyło, bo egzemplarzy trafiało do kiosku mało, część szła w „teczki”. W 1998 roku zacząłem pisać w „PN”, która jest dla mnie więcej, niż miejscem zarobkowania. Dlatego martwię się o jej przyszłość i zachęcam do pozostania z nami. Do nierezygnowania z zakupu „Piłeczki”, o ile nie wiąże się to z nadmiernym ryzykiem. Ale wówczas pamiętajcie o aplikacji mobilnej – sprawdźcie ją, jeśli jeszcze nie mieliście okazji. Zapachu papieru nie zastąpi, ale poza tym wygląda identycznie.
„Przetrwamy w służbie dla Czytelnika tylko dzięki Czytelnikowi. To relacja nierozerwalna, a dziś wyjątkowo Wam i nam potrzebna” – twierdzi Prezes Izby Wydawców Prasy, Bogusław Chrabota.
I taka też jest prawda. Nie futbolu, ale prawda „Piłki Nożnej”.
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.