Za nami pierwszy niedzielny mecz 33. kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Korona Kielce rzutem na taśmę pokonała przed własną publicznością Podbeskidzie Bielsko-Biała (3:2).
Spotkanie w Kielcach stało na naprawdę niezłym poziomie. Lepiej weszli w nie gości, którzy objęli prowadzenie po zaledwie 180 sekundach. Błąd w bramce Korony popełnił Wojciech Małecki, który po strzale tak niefortunnie odbił piłkę, że ta spadła pod nogi Dariusza Łatki. Ten dołożył jedynie stopę i futbolówka wpadła do siatki. Co ciekawe, był to pierwszy gol tego zawodnika w 129. meczu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Łatka czeka na tę chwilę przez… szesnaście lat!
Gospodarze po zaledwie kwadransie doprowadzili do wyrównania i to w momencie, gdy to Podbeskidzie było stroną przeważającą i było bliżej strzelania drugiego gola. Po dość wątpliwym faulu, sędzia Paweł Raczkowski podyktował jedenastkę dla Korony, a jej pewnym egzekutorem okazał się Przemysław Trytko.
Oba zespoły miały jeszcze kilka okazji do zmiany rezultatu, jednak na kolejnego gola musieliśmy czekać aż do 71. minuty. Zdobył gol Mateusz Stąporski, który występuje w Podbeskidziu na zasadzie wypożyczenie z… Korony Kielce. Wpadł on z piłką karne rywali i po ładnym zgraniu jednego z partnerów posłał piłkę do bramki. Było to jego pierwsze trafienie w obecnych rozgrywkach.
Wydawało się, że podopieczni Leszka Ojrzyńskiego dowiozą korzystny rezultat, szczególnie, że w 82. minucie z boiska wyrzucony został Radek Dejmek, który zobaczył swoją drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę.
Gospodarze nie złożyli jednak broni i w 85. minucie odrobili straty. W polu karnym Podbeskidzia znalazł się Jacek Kiełb, który ze spokojem położył na murawie Richarda Zajaca i posłał piłkę do opuszczonej bramki.
To jednak wciąż nie wystarczyło piłkarzom Pachety. W doliczonym czasie gry w pole karne Górali dośrodkował Paweł Golański, a futbolówkę do siatki strzałem głową skierował Pavol Stano. Podbeskidzie w szoku, natomiast Korona oszalała ze szczęścia.