17 – tyle raz w pierwszej drużynie Lecha wystąpił Tomasz Cywka, chociaż zawodnikiem Kolejorza jest od prawie dwóch lat. Pomocnik raczej nie będzie miał okazji do poprawienia dorobku w niebiesko-białych barwach.
Czas Tomasza Cywki w Lechu dobiega końca. Podczas niemal całego pobytu w Poznaniu piłkarza trapiły problemy zdrowotne (foto: M. Chwieduk/400mm.pl)
Cywka przeniósł się do Poznania w czerwcu 2018 roku. Ze strony Lecha był to logiczny ruch: bez konieczności płacenia odstępnego trafił się wszechstronny i prezentujący przyzwoity poziom zawodnik, mający za sobą lata spędzone w Anglii, a jednocześnie dobrze znający Ekstraklasę z trzech sezonów gry w Wiśle Kraków. Piłkarz też zyskiwał na transferze: z targanej problemami pozasportowymi Białej Gwiazdy, której przyszłość była wówczas bardzo niepewna, przeszedł do jednego z czołowych klubów ligi.
Zaczęło się obiecująco. Cywka cieszył się sporym zaufaniem trenera Ivana Djurdjevicia. Na początku sezonu jego uniwersalność bardzo przydawała się w rotowaniu składem, jeszcze gdy Kolejorz rywalizował w eliminacjach Ligi Europy. Wczesną jesienią, kiedy zespół znacząco obniżył loty, akurat on spisywał się co najmniej poprawnie.
Problemy zaczęły się w ostatnim dniu września 2018 roku. Mecz z Miedzią Legnica de facto okazał się dla Cywki początkiem końca w poznańskim klubie. Pomocnik doznał urazu kolana i musiał opuścić boisko jeszcze w pierwszej połowie. Pauzował przez kilka tygodni, a kiedy wrócił do zdrowia, w Lechu nie było już Djurdjevicia.
Przez Adama Nawałkę został kompletnie odsunięty od składu. Trafił na margines, nie łapał się nawet do kadry meczowej. Ostatecznie u byłego selekcjonera nie rozegrał ani minuty. Na początku rundy wiosennej podczas treningu nabawił się kontuzji łydki. Miał pauzować kilka tygodni, a stracił resztę sezonu.
Cywka był tak spragniony gry, że w lecie 2019 roku rozpoczął treningi, gdy reszta drużyny była jeszcze na urlopach. Entuzjazmu zawodnika nie podzielał jednak nowy trener, Dariusz Żuraw. Szkoleniowiec posyłał go do gry w sparingach, lecz kiedy rozpoczęła się liga, odesłał na ławkę rezerwowych. Choć marne to pocieszenie, przynajmniej znajdował się w meczowej kadrze. Występował jedynie w drugoligowych rezerwach.
W końcu doczekał się szansy. Przy okazji spotkania Pucharu Polski z Resovią trener Żuraw postanowił dać odpocząć Robertowi Gumnemu, na prawej obronie wystawiając Cywkę. 31-latek czekał aż 13 miesięcy, aby ponownie zagrać w pierwszym zespole. Los z niego zakpił: w pierwszej akcji meczu zaczepił butem o sznurówkę przeciwnika i upadając, uszkodził więzadła poboczne w kolanie. Diagnoza – dwa miesiące bez piłki.
Przez kolejne tygodnie Cywka ciężko pracował. Najpierw przechodził rehabilitację, później ćwiczył indywidualnie. W lutym wrócił do treningów z drużyną i kiedy wydawało się, że wkrótce znów będzie do dyspozycji trenera, nadeszła pandemia koronawirusa.
Prawdopodobnie w Lechu już nie zagra. Nawet jeśli rozgrywki zostaną wznowione, Cywce będzie bardzo trudno o miejsce w składzie. A w przyszłym sezonie piłkarzem Kolejorza nie będzie. Co prawda jego wygasający 30 czerwca kontrakt zawiera opcję przedłużenia o rok, jednak klub nie zamierza z niej skorzystać. Co zresztą potwierdził sam zawodnik.
– Nie mam żadnych sygnałów z Lecha w kwestii przedłużenia umowy. Myślę, że klub nie podejmie tematu – mówił 26 marca na antenie telewizji WTK. – Pomału zaczynają się rozmowy transferowe, jednak obecne okoliczności je utrudniają. Przerwa w rozgrywkach to nie jest dla mnie idealna sytuacja, ale nie mam na nią wpływu, zatem szczególnie się tym nie przejmuję. Muszę czekać. Na szczęście nie ma zupełnej ciszy, jakieś telefony odbieram.
Niewykluczone, że pomocnik, który za dwa i pół miesiąca skończy 32 lata, będzie kontynuować karierę na zapleczu Ekstraklasy.
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.