#RetroPN – Władysław Stachurski: Pozostał niedosyt
Władysław Stachurski występował na prawej obronie Legii Warszawa, gdy na początku lat 70. była jednym z czołowych klubów europejskich. Stachurski był nie tylko skuteczny w defensywie, ale słynął też z kapitalnych strzałów z dalszej odległości często zakończonych golami.
Władysław Stachurski podczas meczu Legii Warszawa ze Śląskiem Wrocław w 1996 roku. (foto: 400mm.pl)
Czy w kwietniu 1970 roku była w ogóle szansa na wyeliminowanie Feyenoordu w półfinale Pucharu Mistrzów? Oczywiście, w pierwszym meczu w Warszawie holenderski zespół nie stworzył żadnej sytuacji do strzelenia gola, a u nas stuprocentowe okazje mieli Janek Małkiewicz i Lucjan Brychczy, po jego strzale piłka zatrzymała się w błocie tuż przed linią bramkową – mówi Stachurski.
Jak duży wpływ na końcowy wynik miały warunki atmosferyczne?
Na pewno miały znaczenie, bo w czasie meczu padał deszcz, na boisku było błoto. Wiadomo, że w takich warunkach nie jest łatwo atakować bramkę rywali. Jednak bezbramkowy remis nie przekreślał naszych szans, bo przecież nawet remis bramkowy w meczu rewanżowym dawał nam awans do finału.
Do meczu rewanżowego przygotowywaliście się za granicą w Niemieckiej Republice Demokratcznej? W poszukiwaniu lepszych warunków pojechaliśmy na zachód od Warszawy, do NRD do ośrodka klubu Vorwaerts. Byliśmy tam kilka dni, tylko że tam wcale nie było cieplej, mimo wiosennego terminu boiska były zamarznięte.
Przed meczem w Rotterdamie na lotnisku Okęcie miała miejsce też afera. Dwaj zawodnicy Legii: Janusz Żmijewski i Władysław Grotyński zostali przyłapani na próbie wywozu dolarów. To też musiało na was jakoś wpłynąć? Na pewno, bo przecież ci, których złapano, mieli głowy zaprzątnięte głównie tym, jaka kara spotka ich po powrocie do kraju.
A nie było obaw, że wybiorą wolność i po meczu z Feyenoordem nie wrócą do Polski? O ile pamiętam, nikt nie brał takiej ewentualności pod uwagę.
Na De Kuip mecz ustawiła bramka stracona już w trzeciej minucie. Na dodatek strzelona przez Wima van Hanegema jakoś tak tyłem głowy, i to mimo naszego dobrego ustawienia, z przodu krył go Zyga Blaut, za nim stał Benek Blaut. Może tylko Władek Grotyński powinien ruszyć z linii bramkowej do piłki. Po pół godziny gry było już 2:0 dla Feyenoordu. Zza linii pola karnego z woleja kapitalnie strzelił Franz Hasil. Grotyński próbował piłkę piąstkować, a ta po jego rękach wpadła do siatki. Ale nie poddaliśmy się i potem sytuacje do zdobycia gola mieli Żmija i Benek Blaut. Nie zmienia to faktu, że zagraliśmy słabiej, niż było nas stać.
Pan do dziś źle wspomina napastnika Feyenoordu Coena Moulijna? To był świetny technicznie lewoskrzydłowy, jak to się mówi z pokrętłem. Lewą nogą mógł wiązać krawaty i muszę przyznać, że tego dnia napsuł mi sporo krwi. Tak mną kręcił, że miałem ochotę zawiesić sobie na szyi tabliczkę: dobry człowieku, odprowadź pod wskazany adres. Zresztą na prawym skrzydle mieli wcale nie gorszego Henka Wery’ego, tyle że on grał bardziej siłowo.
A były waśnie między wami a zawodnikami Górnika Zabrze? Może niektórzy chcieli, aby tak było, ale przecież reprezentację tworzyli wtedy zawodnicy tych dwóch klubów, więc nie mogło być mowy o waśniach. Rywalizowaliśmy o mistrzostwo i Puchar Polski, ale byliśmy kolegami. Zresztą spotykamy się także po zakończeniu kariery piłkarskiej. Ja na przykład przed laty byłem na stażu trenerskim u Włodka Lubańskiego w belgijskim Lokeren.
Szkoda straconej szansy… …na pewno. Oba zespoły prezentowały przecież zbliżoną klasę. Gdybyśmy grali dziesięć meczów z nimi, to ich przewaga wyglądałaby w procentach 55 do 45. Pozostał niedosyt, bo przecież tak blisko był finał, ale Feyenoord był wtedy silnym zespołem, najpierw zdobył Puchar Mistrzów, a potem Puchar Interkontynentalny.
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.