Zimą 1998 roku Jan Urban wrócił po dziewięciu latach do polskiej ligi. Na zakończenie kariery zasilił Górnika Zabrze, w którym po pół roku zakończył piłkarską karierę. Z 57-krotnym reprezentantem Polski rozmawiał Rafał Mingielewicz w wydaniu 16/1998.
(fot. W. Sierakowski/400mm)
– Dlaczego zdecydował się pan na powrót do Polski?
JAN URBAN (Górnik Zabrze): – Moja kariera zbliża się już do końca, najwyższa więc pora pomyśleć o tym, jak rozstać się z boiskiem. Wydaje mi się, że nie warto tułać się po niższych ligach zachodnich. Kiedy pojawiła się szansa powrotu do Polski i gry w pierwszoligowej drużynie, postanowiłem z niej skorzystać. I tutaj zakończyć zawodniczą karierę.
– Miał pan występować w GKS Katowice, ale ostatecznie został pan zawodnikiem Górnika Zabrze…
– Gram w Górniku, ponieważ GKS zrezygnował z moich usług. O ile się orientuję, wpływ na taką decyzję miały zmiany na stanowiskach kierowniczych w katowickim klubie. Miałem wolną rękę w wyborze pracodawcy, a w dodatku moje przejście nie kosztowało zabrzan ani złotówki. Poza tym z Górnikiem zdobyłem mistrzostwo Polski, czuję więc pewnego rodzaju sentymentalną więź z tym klubem.
– Pański status jako zawodnika nie był do końca jasny…
– Zostałem zgłoszony przez katowiczan wcześniej, ponieważ dokładnie nie wiedziałem, czy trzeba będzie płacić za moje przejście. Jednak kiedy wszystko się wyjaśniło, okazało się, że mogę bez żadnych przeszkód zacząć grę w polskiej lidze w każdej chwili. W VfB Oldenburg miałem status amatora, a amatorzy mogą przecież przechodzić do wyższej klasy rozgrywkowej bez względu na to, czy okres transferowy w lidze już się skończył.
– Nie grał pan całą jesień, tymczasem trener Jan Żurek bardzo pozytywnie wypowiadał się o pańskiej formie – był pod wrażeniem pańskiej sylwetki…
– Starałem się utrzymać formę, trenując na własną rękę. Przez większą część życia uprawiałem sport i tak od razu lata treningów nie mogą pójść na marne. Zresztą, zawsze o siebie dbałem.
– Jakie pan zauważył zmiany w polskiej piłce po powrocie po tylu latach spędzonych za granicą?
– Teraz to wszystko wygląda zupełnie inaczej. Kiedy wyjeżdżałem, na działalność klubu łożyły zakłady pracy. Obecnie kluby to w większości spółki akcyjne. Inaczej też wygląda samo finansowanie zawodników. Niestety, obniżył się poziom sportowy. Mam nadzieję jednak, że kryzys zostanie przełamany.
– Mówi pan o poziomie sportowym. Górnik nadal nie może być pewny pierwszoligowego bytu…
– Myślę, że nie będzie problemu z utrzymaniem Górnika w ekstraklasie. To jest ciekawa drużyna. Kilku chłopaków stać na bardzo dużo.
(fot. W. Sierakowski/400mm)
– Co będzie po zakończeniu sezonu?
– Myślami już jestem bliżej końca kariery. Mam plany na przyszłość, ale nie zamierzam odchodzić od zawodowej piłki.
– Skończył pan kurs trenerski. Czy w takim razie ma pan zamiar zająć się szkoleniem?
– Rozważałem taką możliwość, ale na to jest jeszcze czas. Chciałbym spróbować sił w innej dziedzinie.
– Podobno ma pan się zająć sprowadzaniem zawodników z Europy Wschodniej do Hiszpanii. Namawiał pana do tego prezes Osasuny Pampeluny…
– Na razie jest to tylko słowna umowa pomiędzy mną a prezesem. Nie podpisaliśmy jeszcze żadnych dokumentów. Jednak bardzo bym chciał zająć się tego rodzaju działalnością menedżerską.
– Czy ktoś z Górnika ma szansę na wyjazd?
– Jeszcze nie mogę zbyt wiele powiedzieć o swoich partnerach z drużyny. Każdy ma szansę. Jeżeli okaże się na tyle dobry, to dlaczego miałby nie spróbować?
– Czy rozważał pan możliwość powrotu do Polski na stałe wraz z rodziną?
– Rodzina pozostaje w Hiszpanii. Przede wszystkim chodzi o dzieci. Są tam już od wielu lat i wyrwanie ich z tamtej rzeczywistości mogłoby być zbyt dużym szokiem.
Rozmawiał
Rafał MINGIELEWICZ
TEKST UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 16/1998)
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.