– W Ruchu czuję się niedowartościowany finansowo, by nie powiedzieć, że gram za frytki. A w moim wieku pieniądze odgrywają ważną rolę. Może nie umiem walczyć o swoje, ale chciałbym, żeby chorzowscy działacze docenili, że motywacji do gry nigdy mi nie brakowało – mówił 22 lata temu Janusz Nawrocki w rozmowie z redaktorem Dariuszem Łuszczyną.
(FOT. WŁODZIMIERZ SIERAKOWSKI/400mm.pl)
Rozmawiał Dariusz ŁUSZCZYNA
Wkrótce będzie pan obchodził już 37 urodziny, gra na niewdzięcznej dla tego wieku pozycji defensywnego pomocnika i jeszcze regularnie wyróżnia się w Ruchu Chorzów – czołowym zespole ekstraklasy. Na czym ten fenomen polega?
Młodzi biegają i walczą, a ja wykorzystuję własne doświadczenie. Zanim zagram nogą, pomyślę głową. Ale mówiąc poważnie – każdy mecz kosztuje mnie wiele zdrowia. Muszę regenerować siły nie tylko w dniu, w którym go rozegrałem, ale także w dwóch – trzech następnych. A poza boiskiem po prostu się oszczędzam.
W marcu, kiedy kontuzję leczył stoper Maciej Mizia, pan z powodzeniem go zastąpił. Może ta pozycja byłaby dla pana i lepsza, i mniej męcząca?
Powiem nieskromnie, że w każdym meczu powinienem grać na pozycji ostatniego obrońcy. Jednak trener Orest Lenczyk uważa, że w roli defensywnego pomocnika jestem bardziej przydatny dla zespołu. Pan Lenczyk ma duże doświadczenie i zna mnie od lat. A ja mam do niego zaufanie. W trakcie ostatniej przerwy zimowej potrafił tak przygotować zespół, że dzisiaj żaden z zawodników nie leczy kontuzji, będącej skutkiem przetrenowania bądź niedotrenowania! A przecież kadrę Ruchu tworzą zarówno piłkarze osiemnastoletni, jak i dwa razy od nich starszy Nawrocki! Od trenera Lenczyka można uczyć się, na czym polega przygotowanie siłowe, gimnastyczne czy gibkościowe.
Pamiętam, że okresu gry w austriackim VfB Moedling nie wspominał pan zbyt miło, ale po powrocie do Polski dość ochoczo przyjął propozycję fuzyjnego Sokoła Tychy, by po rozpadzie tego klubu zasilić niemal pewnego spadkowicza do drugiej ligi – Ruch Chorzów. Czyżby pod koniec kariery piłkarskiej zaczął pan gustować w dreszczowcach?
Do Moedling nie chciałbym powrócić nawet w roli turysty! Kiedy działacze Sokoła złożyli mi ofertę, miałem 34 lata. Czy, z braku innych zajęć, miałem tego wyzwania nie przyjąć? Natomiast po rozwiązaniu tyskiego klubu otrzymałem propozycje z Ruchu i Odry Wodzisław. Wybrałem Ruch, bo nadal mieszkam w Katowicach i stamtąd mam znacznie bliżej do Chorzowa niż Wodzisławia. Stanąłem pod ścianą, gdyż szanse na utrzymanie się Ruchu w lidze były nikłe. Pomogli nam piłkarze Lecha, bo gdyby w ostatnim meczu nie zremisowali, a przegrali z GKS Bełchatów, to dzisiaj Ruch grałby w drugiej lidze. A kariery kończyć jeszcze nie zamierzam! Po zakończeniu tego sezonu okaże się, czy w Ruchu pozostanę, czy raczej będę zmuszony szukać sobie innego, polskiego klubu.
Czy chce pan przez to powiedzieć, że działacze Ruchu i trener Orest Lenczyk w nowym sezonie postawią wyłącznie na młodych zawodników?
W połowie zeszłorocznej rundy wiosennej, kiedy z Sokoła przeszedłem do Ruchu – podpisałem z nowym klubem umowę tylko do końca czerwca. Latem przedłużyłem ją o pół roku, a zimą o kolejnych sześć miesięcy. Znam trochę życie i wiem, że o tym, czy pozostanę, zadecyduje kilku działaczy. Głos trenera może okazać się niewystarczający. Poza tym w Ruchu, niestety, czuję się niedowartościowany finansowo, by nie powiedzieć, że gram za frytki. A w moim wieku pieniądze odgrywają ważną rolę. Może nie umiem walczyć o swoje, ale chciałbym, żeby chorzowscy działacze docenili, że motywacji do gry nigdy mi nie brakowało…
Jesienią minie 18 lat od dnia pana debiutu w ekstraklasie. Co – mówiąc najkrócej – przez ten czas zmieniło się w pierwszej lidze?
Wyszkolenie techniczne i taktyczne zawodników. Kiedy kończyłem wiek juniora, ustępowałem seniorom jedynie pod względem przygotowania fizycznego. Brakowało mi doświadczenia. To były wtedy jedyne różnice. Dzisiaj trenerzy juniorów, a nawet trampkarzy przywiązują wagę głównie do wyniku swoich drużyn! Osiemnastolatek trafia do szerokiej kadry seniorów i naprawdę niewiele potrafi zrobić z piłką. Kiedy natomiast usłyszy o taktyce, to nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi. A później ludzie dziwią się, że najstarsi piłkarze pierwszej ligi należą dziś do najlepszych, że Ruch – zespół bez gwiazd, ale z Nawrockim, jest w czołówce tabeli i może wywalczyć sobie prawo udziału w Pucharze UEFA. Niech się dziwią dalej.
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 22/1998)
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.