Mama, tata, piłka. Wymawiania tych słów nauczył się najszybciej. Mając raptem dziewięć lat dokonał wyboru przyszłego zawodu. Postanowił, że zostanie piłkarzem. Skoro jednak tata grał w pierwszej lidze, a mama – jak rzadko która kobieta – interesowała się nawet niuansami tej dyscypliny, to tematem numer jeden domowych rozmów musiał być futbol. Nic dziwnego, że w takiej familijnej atmosferze MARCIN KACZMAREK podjętej przez siebie decyzji zostania piłkarzem nigdy nie żałował. Przeciwnie – korzystał z okazji, by od najmłodszych lat dogłębnie poznać piłkę nożną i… zostać jej fanem.
Marcin Kaczmarek (foto: 400mm)
Dzisiaj ojciec jest trenerem Petrochemii Płock, a syn zawodnikiem Pogoni Szczecin. – Moja żona jako jedyna kobieta w Polsce, czuje się komfortowo, bo w każdej – z dwoma wyjątkami – kolejce ligowej może zdobyć sześć punktów! – żartuje ojciec, Bogusław Kaczmarek. Na początku kwietnia Pogoń na własnym boisku podejmowała Petrochemię. Gości, desperacko walczących o utrzymanie się w ekstraklasie, uszczęśliwiłby nawet remis. Tak zwani wtajemniczeni nie mieli żadnych wątpliwości, że występujący na kluczowej pozycji ostatniego obrońcy Marcin, w tym meczu będzie… zdekoncentrowany. Tymczasem szczecinianie wygrali 2:0, a jednym z najlepszych piłkarzy na boisku był stoper Kaczmarek!
Marcin twierdzi, że ojciec nigdy nie namawiał go do wyboru zawodu. Senior ograniczył swój wpływ na zainteresowania juniora do krytycznych uwag fachowych. – Bardzo wcześnie zacząłem czynnie kibicować, odwiedzać stadiony w Gdańsku, gdzie mieszkałem prawie od dnia narodzin – wspomina Marcin Kaczmarek. – Cierpliwie czekałem na dzień, w którym i ja będę mógł zostać zawodnikiem wyczynowego klubu. Wprawdzie jestem wychowankiem Lechii, ale wcześniej terminowałem w drużynie trampkarzy Gedanii. Tata wtedy kończył piłkarską karierę. Grywał już tylko rekreacyjnie w MRKS Gdańsk.
Po raptem sześciu miesiącach z Gedanii przeniosłem się do Lechii, gdzie ojciec akurat został drugim trenerem seniorów. Lechia to wtedy była ekstraklasa! Marzyłem, by kiedyś wystąpić w pierwszym zespole. Ojciec, czyli Bogusław Kaczmarek, poza pracą z pierwszoligowym zespołem, miał w Lechii dodatkowe obowiązki trenerskie. Prowadził juniorów z rocznika 1972 – chłopców o dwa lata starszych od Marcina. Ten jednak czyniłb regularne postępy, aż doczekał się awansu do grupy rocznikowo starszej. A to oznaczało przejście pod szkoleniową opiekę ojca. Kiedy Marcin miał niespełna 16 lat, zaczął trenować z pierwszym zespołem Lechii. Ale wtedy był już srebrnym i brązowym medalistą klubowych mistrzostw Polski juniorów. Na dodatek dość regularnie powoływany bywał do reprezentacji Polski U-16 i U-17. Nic zatem dziwnego, że na debiut w drugoligowej wtedy Lechii Gdańsk zbyt długo czekać nie musiał. W wieku 16 lat i sześciu miesięcy rozegrał pierwszy swój seniorski mecz przeciw Szombierkom Bytom. Trenerem gdańszczan był wówczas Bogusław Kaczmarek, a drużynę w większości tworzyli jego wychowankowie z rocznika 1972. Problemem numer 1 klubu z Wrzeszcza była pusta kasa.
Drużyna coraz bardziej pogrążała się w drugoligowej przeciętności. W czerwcu 1992 roku Lechię pożegnał trener Bogusław Kaczmarek. Dwa lata później biało-zielonych opuścił 20-letni wtedy Marcin Kaczmarek, który został wypożyczony do Pogoni Szczecin. Drogi ojca i syna się rozeszły. – Po roku Pogoń wykupiła mnie z Lechii. Podpisałem nowy, tym razem trzyletni kontrakt, którego termin upływa po zakończeniu tego sezonu – kontynuuje Marcin . – Chętnie przedłużyłbym umowę, ale dzisiaj mam wątpliwości czy w Szczecinie znajdą się ludzie gotowi klubowi pomóc. Obawiam się, że jeżeli ich zabraknie – myślę o sponsorze strategicznym – to w następnym sezonie drużyna może mieć bardzo poważne problemy z utrzymaniem się w pierwszej lidze. Odbyłem wprawdzie wstępną rozmowę z prezesem Folbrychtem, ale jeszcze nie wiem czy w czerwcu zdecyduję się w Szczecinie pozostać.
W Pogoni Marcin początkowo grał na pozycji środkowego pomocnika. Ale pod koniec sezonu 1995-96 z konieczności został stoperem. Wtedy myślał, że to tylko epizod, że na stałe taką rolę mógłby pełnić w trakcie piłkarskiej emerytury. Kiedy przed dwoma laty Pogoń spadła do II ligi, gorycz degradacji niemal zbiegła się w czasie z poważną kontuzją, jakiej uległ Marcin. Złamanie kości piszczelowej spowodowało, że Kaczmarek przez prawie rok walczył o powrót na boisko. Kiedy już przeszedł okres rehabilitacji, musiał uporać się z urazem mięśnia dwugłowego. Powrócił do drużyny dopiero tuż przed zakończeniem poprzedniego sezonu, w którym Pogoń zapewniła sobie awans do pierwszej ligi. Wracał jako środkowy pomocnik. Tymczasem…
– W sześciu ostatnich meczach rundy jesiennej 1997 trochę z konieczności zagrałem na pozycji stopera i tym razem ta funkcja przypadła mi do gustu. Traktuję ją jak nową szansę. W polskiej lidze nie ma przecież urodzaju na klasowych libero. Przeszedłem szkołę piłkarską Lechii, więc na rażące braki w wyszkoleniu technicznym narzekać nie mogę. Potrafię ustawiać się w polu karnym. A nawyki z gry w drugiej linii przydają się przy konstruowaniu akcji ofensywnych. Nie jestem wielkoludem, mam tylko 180 centymetrów wzrostu. Jednak w dzisiejszym futbolu libero nie musi być wieżowcem, że wymienię nazwiska Olafa Thona, Lothara Matthaeusa czy Matthiasa Sammera. Na całym świecie grę rozpoczyna się z okolic własnego pola karnego, a od zawodnika grającego na pozycji libero zachodni trenerzy przede wszystkim wymagają wszechstronnych umiejętności! Wspominam o Zachodzie, bo stamtąd, a nie z naszej ligi, staram się czerpać wzorce! Trener Pogoni Szczecin, Bogusław Baniak wciąż podkreśla, że Marcin jest stoperem z konieczności, że drużyna miałaby więcej pożytku z pomocnika Kaczmarka.
– Ten chłopak, jak rzadko który piłkarz, rozumie zawód trenera – mówi Bogusław Baniak. – Ale on od kołyski wychowywał się przy piłce. Na boisku potrafi zaimponować zarówno bardzo dobrym przeglądem sytuacji, jak i niekonwencjonalnym podaniem rozpoczynającym kontratak. Nieźle gra głową, jednak wciąż nie ma doświadczenia, w kierowaniu grą obrońców kryjących.
– Nie chciałbym, żeby zabrzmiało to nieskromnie, ale Marcin umie więcej niż 75 procent stoperów grających w polskiej lidze – dodaje Bogusław Kaczmarek. – Nie potrafi natomiast dobrze sprzedać swoich umiejętności na boisku. Może wynika to z braku pewności siebie? Obejrzałem mecze Pogoni z Widzewem oraz Legią i nie musiałem się za Marcina wstydzić. Tylko od niego zależy co w futbolu osiągnie!
Dariusz ŁUSZCZYNA
TEKST UKAZAŁ SIĘ W NUMERZE 19/1998 TYGODNIKA PIŁKA NOŻNA
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.