– Trzeba znać możliwości własnej drużyny i rywali. Mogliśmy najwyżej liczyć na to, że sprawimy jakąś niespodziankę. Liczyłem na to w meczu z Anglikami. Niestety, nie udało się – powiedział Henryk Kasperczak podczas rozmowy z „Piłką Nożną” w 1998 roku. Prowadzona przez niego Tunezja wystąpiła wtedy na mistrzostwach świata, jednak nie zdołała wyjść z grupy.
– Po meczu z Anglią powiedział pan, że jeden Alan Shearer zarabia więcej niż wynosi cały budżet tunezyjskiej federacji piłkarskiej. Czy to znaczy, że nie miał pan złudzeń co do szans swojej drużyny w tych mistrzostwach? HENRYK KASPERCZAK (selekcjoner reprezentacji Tunezji podczas eliminacji i dwóch pierwszych meczów finałowych XVI Mistrzostw Świata): – Sens mojej wypowiedzi był zupełnie inny. Chodziło mi tylko o podkreślenie różnicy w wartości rynkowej piłkarzy. Bo Shearer rzeczywiście kosztuje więcej niż wszyscy zawodnicy reprezentacji Tunezji.
– A czego pan się spodziewał po tej drużynie przed mistrzostwami świata? – Liczyłem na to, że będzie miała więcej szczęścia, by zaprezentować pełnię swych możliwości. Na przykład w meczu z Kolumbią moi zawodnicy nie wykorzystali kilku dogodnych sytuacji do zdobycia bramki. W odróżnieniu od rywali, którzy w końcówce potrafili trafić do siatki. Ale trzeba przyznać, że Tunezja nie ma prawdziwych napastników. Trudno więc się dziwić, że ostatnio nie zdobywała dużo bramek.
– Ale jeden napastnik, Mehdi Ben Slimane, grał co najmniej przyzwoicie. Widać u niego spore doświadczenie, wyniesione z występów w Niemczech – w SC Freiburg, który niedawno awansował do pierwszej Bundesligi… – Może rzeczywiście jest wyróżniającym się zawodnikiem, ale nawet jeden dobry piłkarz to za mało, by myśleć o awansie do drugiej rundy w mistrzostwach świata. Tunezja awansowała do finałów po raz pierwszy od dwudziestu lat, a dopiero drugi w historii. Zabrakło jej doświadczenia. I było to niestety widoczne bardzo wyraźnie we Francji.
– Ale przecież w 1996 roku zespół Tunezji był wicemistrzem Afryki. Chyba zdobył wtedy sporo doświadczeń… Czy słaby występ we Francji nie świadczy o tym, że w ostatnich dwóch latach zrobiono krok wstecz? – Moim zdaniem reprezentacja Tunezji zrobiła raczej wielki krok naprzód. Już samo zakwalifikowanie się do finałów mistrzostw świata o tym świadczy. Także występ w ćwierćfinale Pucharu Narodów Afryki, w tym roku w Burkina Faso, był dobrym rezultatem. Trudno więc mówić o jakimś regresie.
– Nie wygląda pan na człowieka załamanego faktem, że Tunezja nie awansowała do drugiej rundy Mondialu… – To nie jest przecież tragedia. Trzeba znać możliwości własnej drużyny i rywali. Mogliśmy najwyżej liczyć na to, że sprawimy jakąś niespodziankę. Liczyłem na to w meczu z Anglikami. Niestety, nie udało się. Ale przecież przegraliśmy z dobrym zespołem. Uważam, że Tunezja osiągnęła wyniki na miarę swoich obecnych możliwości. Proszę zwrócić uwagę, że prawie wszyscy reprezentanci występują na co dzień w lidze tunezyjskiej. Brakuje im doświadczenia związanego z wielkim futbolem. Na takich imprezach jak mistrzostwa świata można się o tym boleśnie przekonać.
– A jak ocenia pan występ innych przedstawicieli Afryki? – Na wyróżnienie zasługuje tylko jedna reprezentacja – Nigeria. (Wywiad przeprowadzono, w Montpellier, 22 czerwca br. – przyp. red.). Ale ma kilku zawodników na światowym poziomie. I to widać w jej grze. Prawie wszyscy najlepsi występują w znanych klubach zagranicznych. Nie ma się co czarować, we współczesnym futbolu prawie wszystkie czołowe reprezentacje tworzą zawodnicy występujący w silnych zespołach klubowych. Nigeryjczycy potwierdzają tę regułę.
– Jeszcze niedawno wydawało się, że obecne mistrzostwa będą przełomowe dla układu sił w światowym futbolu. Tą nową siłą miała być Afryka. A tu okazało się, że cztery drużyny, na pięć drużyn z tego kontynentu, spisaly się poniżej oczekiwań i odpadły już w pierwszej rundzie. Jak to wytłumaczyć? – Te mistrzostwa świata pokazały, że trudno już oczekiwać wielkich niespodzianek. Najwyższy poziom reprezentują od lat te same zespoły. Piłka nożna ma tam i odpowiednie zaplecze, i wieloletnią tradycję. Na tej bazie rodzą się sukcesy reprezentacji tych krajów. Coraz trudniej je pokonać. Państwa afrykańskie nie mają takich możliwości ani środków jak na przykład Niemcy czy Holendrzy. Trzeba wielu lat wytrwałej pracy, by móc im zagrozić. Taka sytuacja jak w 1974 roku, gdy Polska stała się rewelacją finałów mistrzostw świata, raczej prędko się nie powtórzy.
– Czy mistrzostwa we Francji są pana zdaniem udaną imprezą? – Atmosfera jest wspaniała, poziom dobry. Zawodnicy generalnie potrafią się szybko dopasować do założeń taktycznych narzucanych przez silniejszego rywala. Tylko te najlepsze zespoły, na przykład Niemcy czy Holendrzy, grają zawsze swoje. Ale mają wyrównaną grupę zawodników – dobrze wyszkolonych technicznie, więc mogą konsekwentnie realizować własne założenia.
– Czy w następnym sezonie będzie pan trenerem Bastii? – Podpisałem już kontrakt z tym klubem. Mam tam pracować przez dwa sezony.
– Czy myśli pan o sprowadzeniu jakichś zawodników z Polski? – Jednego już mam. W Bastii jest przecież Piotr Świerczewski. Powiem szczerze, nad następnymi zakupami z Polski jeszcze się nie zastanawiałem. Nie mam upatrzonego żadnego konkretnego zawodnika.
P.S. Wkrótce po udzieleniu tego wywiadu Henryk Kasperczak został zwolniony z funkcji selekcjonera trenera reprezentacji Tunezji.
Dariusz KUROWSKI z Mondialu ’98
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (NR 27/1998)
Górak o odejściu Szwargi z GKS-u Katowice. „Był tylko częścią klubu”
Dawid Szwarga został nowym trenerem Rakowa Częstochowa, z którym podpisał kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2027/28, z opcją przedłużenia. Do jego odejścia z GKS-u Katowice, w programie Canal+ Sport, odniósł się Rafał Górak.
Papszun uderzył w Lecha Poznań. „W decydujących spotkaniach często zawodzi”
Marek Papszun, trener Legii Warszawa, przed spotkaniem z Lechem Poznań zwrócił uwagę na problemy rywali w najważniejszych meczach. Szkoleniowiec przypomniał m.in. porażkę Kolejorza w eliminacjach Ligi Mistrzów i przeciwko liderowi Ekstraklasy.
Uryga dla PN: Jordi zaczepił prezesa, a co za tym idzie wszystkich nas w klubie
Wielu stawiało już na nim krzyżyk, tymczasem Alan Uryga jest jedną z najjaśniejszych postaci Białej Gwiazdy po jej powrocie do Ekstraklasy. Liderem na boisku, poza nim, a do tego jego bramki w końcówkach przyniosły cenne punkty w meczach z Koroną i Śląskiem.
Były piłkarz Górnika wystąpi na gali sportów walki
Adam Danch, były kapitan Górnika Zabrze i dwukrotny reprezentant Polski, spróbuje swoich sił w sportach walki. Wystąpi na gali Jenel Fight Night, która odbędzie się w sobotę, 7 listopada, w Zabrzu.