W trakcie ligowego starcia z gliwickim Piastem sympatycy Lechii Gdańsk kilkakrotnie skandowali nazwisko zwolnionego dwa dni wcześniej szkoleniowca. Dla siedzącego na trybunie PGE Areny Michała Probierza to niewielka, ale jednak satysfakcja.
ROZMAWIAŁ PIOTR WOJCIECHOWSKI
Było miło, bo podobne sytuacje zdarzają się nieczęsto – mówi Michał Probierz (na zdjęciu). – Nie tak dawno wyzywano mnie na Widzewie, jeszcze za Łódzki KS i derby Łodzi, dlatego od dłuższego czasu spokojniej do tego podchodzę. I chyba nie będę daleki od prawdy, jeżeli powiem, że trenerzy odczuwają zdecydowanie większą satysfakcję, gdy otrzymują propozycje pracy z klubów, w których już wcześniej pracowali. Zazwyczaj zatrudniają nas ci sami ludzie, którzy wcześniej decydowali o zwolnieniu.
(…)
O tym, że Michał Probierz nie jest trenerem tuzinkowym, świadczy fakt, że na bezrobociu pozostawał przez jedenaście dni? Po odejściu z Lechii zmieniłem numer, ale prezes Kulesza wykazał się cwaniactwem i znalazł do mnie kontakt.
Który jeszcze z polskich trenerów, oprócz pana, był w ostatnim dziesięcioleciu zatrudniony w zagranicznym klubie? Nie pamiętam, ale w Polsce najwięcej pisano, że to mnie zwolnili z Arisu, chociaż to ja zrezygnowałem, bo nie da się prowadzić zespołu, w którym piłkarzom nie płacą przez dziesięć, a w niektórych przypadkach przez siedemnaście miesięcy. Odchodząc z Wisły Kraków świadomie zrezygnowałem z ubiegania się o odszkodowanie, bo uważałem, że z tamtą grupą ludzi nie byłem w stanie nic więcej osiągnąć. O tym jednak nikt nie wspomniał, natomiast teraz czytam na jednym z portali, że gonię za kasą i wykłócam się o nią. Nie pozwalam się oszukiwać i jeżeli na coś się umawiam, oczekuję, że obie strony wywiążą się ze zobowiązań. U nas, jak trener nie chce podać się do dymisji, to mówi się, że jest niehonorowy. Jak się poda, to na drugi dzień słychać tylko o tym, że mu się nie udało.
(…)
Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika „Piłka Nożna”! Już w kioskach!