Jeśli ktoś na stadionie w Szczecinie spóźnił się z zajęciem swojego miejsca na trybunach, to bardzo możliwe, że przegapił pierwszego gola. Już bowiem w 2. minucie przed polem karnym gości doszło do zamieszania, w którym największą przytomnością umysłu wykazał się Hernani, który przewrotką dograł piłkę do Marcina Robaka. Ten wpadł w szesnastkę i pewnym strzałem pokonał Pavelsa Steinborsa.
Górnik nie złożył broni i z minuty na minutę grał coraz lepiej. Prym w ekipie z Zabrza wiódł Bartosz Iwan, który najpierw uderzył głową w poprzeczkę, a kilka minut później wykorzystał dobre podanie Pawła Olkowskiego z prawego skrzydła i posłał piłkę do pustej bramki.
Wydawało się, że pierwsza połowa zakończy się remisem, jednak po raz kolejny do głosu doszedł zmierzający po tytuł króla strzelców Robak. Górnik stracił piłkę, dostał ją właśnie napastnik Pogoni i chwilę później było już 2:1 dla gospodarzy. Było to już jego 22. trafienie w bieżącym sezonie.
To jednak nie było ostatnie trafienie w tym spotkaniu. W 66. minucie Górnik dostał rzut wolny, którego tak naprawdę być nie powinno. Piłkę w pole karne Portowców dośrodkował Szymon Drewniak, a głową do siatki skierował ją weteran boisk ekstraklasy Radosław Sobolewski.
Warto wspomnieć również o sytuacji, do której doszło na kilkadziesiąt sekund przed wyrównującym golem dla Górnika. Robert Warzycha zdecydował się na zdjęcie z boiska Łukasza Madeja, a ten nie kryjąc wściekłości obszedł trenera sporym łukiem i przeklinając pod nosem usiadł na ławce rezerwowych.
Więcej goli już w Szczecinie nie obejrzeliśmy i Pogoń podzieliła się z Górnikiem punktami.
Legia przegrała po raz pierwszy. To oni są teraz najdłużej niepokonani w PKO BP Ekstraklasie
W niedzielę niepokonana w bieżącym sezonie Legia Warszawa przegrała u siebie 1:2 z Lechem Poznań, przerywając serię meczów bez porażki. W PKO BP Ekstraklasie jest jednak zespół, który obecnie może pochwalić się dwucyfrową liczbą gier, w których wyłącznie wygrywał lub remisował.