Kazimierz Sokołowski od trzydziestu lat jest związany z Norwegią, na stałe mieszka w mieście Asker. Były piłkarz Pogoni Szczecin w klubach z tego kraju grał, potem je trenował. W Polsce przypomniał się kilka lat temu jako asystent Norwega Henninga Berga w Legii Warszawa, z którym teraz współpracują na Cyprze.
Kazimierz Sokołowski był asystentem Henninga Berga w Legii Warszawa (foto: Piotr Kucza / 400mm.pl)
Którym waszym wspólnym projektem jest Omonia Nikozja? Po odejściu z Legii na jesieni 2015 roku trochę od siebie odpoczęliśmy, ale w sezonie 2016-17 pracowaliśmy już razem w węgierskim Videotonie. Następnie ja byłem najpierw asystentem, a potem pierwszym trenerem w norweskiej drużynie Kongsvinger, ale w latach 2018-19 ponownie spotkaliśmy się w innym zespole z tego kraju – Stabaek. Natomiast od lata zeszłego roku jesteśmy w Nikozji – mówi Sokołowski.
Jakie są plany Omonii na ten sezon? Plany zawsze i wszędzie są takie same, czyli zajęcie najwyższego miejsca w tabeli na koniec rozgrywek. Poprzedni sezon zespół zakończył na szóstym miejscu, a teraz zajmujemy drugą pozycję w tabeli. Gramy też w ćwierćfinale Pucharu Cypru. Wicemistrzostwo kraju to czasami za mało, na Węgrzech musieliście się pożegnać z Videotonem właśnie po zajęciu drugiej lokaty na mecie rozgrywek. Tytuł mistrzowski przegraliśmy w ostatniej kolejce, ale o naszym odejściu zdecydowały rozbieżności między Henningiem a szefostwem klubu, co do wizji rozwoju.
Wróciliście więc obaj do Norwegii, gdzie akurat pojawiła się fala utalentowanych piłkarzy. To sprawa systemu szkolenia? Jakiegoś specjalnego systemu nie ma, ale są trzy punkty, które mają duży wpływ na rozwój norweskiego futbolu. Przede wszystkim postanowiono zająć grą w piłkę dzieci, które zostają w szkołach po lekcjach w tak zwanych świetlicach. Nie tylko odrabiają tam lekcje, ale są w tym czasie objęte szkoleniem w klubowych akademiach działających pod patronatem krajowej federacji piłkarskiej. Ponieważ dzieci są objęte szkoleniem od najmłodszych lat, łatwiej wyłowić te najbardziej utalentowane, które po treningach w Norwegii są przechwytywane przez kluby z silniejszych lig europejskich. Ponadto bardzo systematycznie pracuje się z reprezentacjami kraju od U-15 po U-21. Wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie zbudowano wielu podgrzewanych boisk ze sztuczną nawierzchnią, na których można trenować przez cały rok, co w kraju położonym na północy Europy ma kolosalne znaczenie.
Czy to prawda, że wielu z tych utalentowanych chłopaków kontynuuje tradycje rodzinne? Tak, i są to nie tylko tak znani piłkarze jak ofensywny pomocnik Martin Odegaard czy napastnik Erling Haaland, bo w piłkę grali też ojcowie innych reprezentantów Norwegii – występujących w drugiej linii Markusa Henriksena i Fredrika Ulvestada oraz napastnika Alexandra Sorlotha. W młodzieżówce do lat 21 gra z kolei w pomocy Emil Bohinen, syn dobrze znanego przed laty Larsa. Oni na boiska przychodzili z rodzicami jeszcze w pieluchach, więc nic dziwnego, że zostali piłkarzami, zresztą mój syn Tomek Sokołowski też rozegrał w 2006 roku jeden mecz w reprezentacji Norwegii. Teraz ma lat 35 i zakończył karierę piłkarską, ale pozostał przy futbolu, pracuje jako trener w zespole grającym w norweskiej czwartej lidze.
Haaland i Odegaard od razu zapowiadali się na piłkarzy, którzy mogą zawojować Europę? W przypadku młodych zawodników trudno o takie proroctwa, ale Haalanda dobrze zapamiętałem z meczu ligowego Stabaek z Molde, gdzie wtedy grał. Mimo młodego wieku wyróżniał się siłą, koncentracją i charakterem. Był zdeterminowany, aby zawsze akcję zakończyć strzałem na bramkę, a najlepiej golem. Cały czas szukał możliwości, żeby w każdej sytuacji zrobić coś interesującego.
A czy Odegaardowi nie wyrządzono krzywdy, sprzedając go zbyt szybko do Realu Madryt? Pod względem fizycznym nie był wtedy przygotowany na transfer do takiego klubu jak Real. Oczywiście był już świetny technicznie, bardzo dobrze operował piłką, miał znakomity zmysł taktyczny. Był jednak młody, miał za sobą zaledwie kilkanaście miesięcy gry w zespole Stromsgodset. Na szczęście odbudował się w Holandii, dojrzał i teraz dobrze sobie radzi w Sociedad. Strzela nawet gole Realowi Madryt.
Sporą grupę norweskich kadrowiczów stanowią synowie imigrantów. W Norwegii jest to czymś normalnym. Na placykach, boiskach, czy we wspomnianych świetlicach widać jak w piłkę grają chłopcy, których rodziny przyjechały tam kiedyś za lepszym życiem. W reprezentacji jest kilku piłkarzy mających marokańskie korzenie: obrońcy Omar Ellabdellaoui i Haitam Aleesami czy kuzyni Ellyounussi – napastnik Tarik i pomocnik Mohamed, w ataku grają też mający afrykańskich ojców Ola Kamara i Joshua King.
Dysponując tak wieloma interesującymi piłkarzami, reprezentacja Norwegii może przejść z sukcesem przez baraże o udział w Euro 2020? Ma dobrego i doświadczonego trenera Szweda Larsa Lagerbaecka, który wie, jak kwalifikować się na takie turnieje, ale łatwo nie będzie – pierwszym rywalem 26 marca będzie w Oslo Serbia, a potem jeszcze ewentualnie finałowa rozgrywka ze zwycięzcą meczu Szkocja – Izrael. W każdym razie wydaje mi się, że zespół będzie o wiele silniejszy w eliminacjach najbliższego mundialu.
ZBIGNIEW MROZIŃSKI
WYWIAD UKAZAŁ SIĘ W TYGODNIKU „PIŁKA NOŻNA” (nr 6/2020)
Remis w Lublinie! Motor wrócił do meczu i zadał dwa ciosy
Motor zremisował z Zagłębiem 2:2. ,,Miedziowi'' prowadzili w tym meczu już dwoma golami. Gospodarze w drugiej połowie odrobili straty i zafundowali emocjonującą końcówkę.