Jeszcze kilka tygodni temu wydawało się, że piłka nożna to biznes, który jest kurą znoszącą złote jaja. Coraz bogatsze kluby i ligi, coraz większe pieniądze z tytułu praw telewizyjnych, a także te od sponsorów. Coraz wyższe transfery i tygodniówki dla piłkarzy. Tak właśnie było jeszcze kilkanaście dni temu. Zawieszenie rozgrywek futbolowych i wielka niewiadoma dotycząca ich wznowienia zmieniła piłkarskie realia o 180 stopni.
Na szali walki z koronawirusem leży przyszłość piłki nożnej jaką znamy (fot. Reuters)
Przypomnijmy, że rozgrywki w niemal całej Europie zostały zawieszone i chociaż z różnych stron dochodzą kolejne prognozy na temat tego, kiedy będą one mogły zostać wznowione, to dziś trudno jest przewidzieć, kiedy to faktycznie nastąpi. Wszystko z powodu pandemii koronawirusa, która zatacza coraz szersze kręgi i która każdego dnia zbiera śmiertelne żniwo. W samych tylko Włoszech z powodu zarazy zginęło w ciągu ostatnich 24 godzin 919 osób i na razie nic nie wskazuje na to, by państwa były w najbliższym czasie w stanie pokonać tego niewidocznego, ale śmiertelnie niebezpiecznego wroga.
Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji piłka nożna zeszła na dalszy plan. To oczywiście wciąż ważny element naszego życia, ale wydaje się, że w obecnej sytuacji można go nazwać najmniej ważnym z tych bardzo ważnych.
Jeszcze dalej w swoich szacunkach idzie Jaume Roures, założyciel firmy Mediapro. Jego zdaniem, brak dokończenie sezonu w ligach, ale także europejskich pucharach może nieść za sobą dużo większe straty.
– Europejska piłka nie może sobie pozwolić na utratę kwoty rzędu 7,5 miliarda euro, a właśnie takie pieniądze leżą na szali – powiedział podczas rozmowy z RAC1. – Tak się może stać w przypadku najczarniejszego scenariusza, czyli sytuacji, w której sezon nie będzie mógł zostać dokończony – dodał.
W opinii Rouresa, nie ma co dziś myśleć o kolejnym sezonie. Priorytetem wszystkich zainteresowanych musi być dogranie obecnej kampanii do końca, ponieważ bez tego klubowy futbol na Starym Kontynencie zmieni się na długie lata. – To jest priorytet, bez względu na to, czy skończymy grać w czerwcu czy w sierpniu. Potem zastanowimy się co dalej – stwierdził.
– Myślę, że gdyby wszystko poszło dobrze, to piłkarze mogliby wrócić do gry w połowie czerwca. Zanim to się stanie, trzeba będzie zorganizować jeszcze jakiś okres przygotowawczy. Zawodnicy musza popracować nad formą po takiej przerwie. To nie jest sprawa, którą można załatwić w kilka dni – kontynuował.
– Czy mecze mogą być rozgrywane także w lipcu i sierpniu? Nie widzę tu żadnego problemu. Powtarzam, rozgrywki ligowe, a także puchary muszą zostać dokończone – zakończył.
Tuchel zaskoczył powołaniami. Po raz kolejny brakuje gwiazdora
Thomas Tuchel ogłosił powołania na Ligę Narodów. W reprezentacji Anglii po raz kolejny zabraknie gwiazdora Manchesteru City. Kogo zobaczymy w kadrze Anglików?
Reprezentacja Polski straci potencjalnego reprezentanta? Otrzymał powołanie
Julian Zakrzewski Hall był piłkarzem przymierzanym do reprezentacji Polski ze względu na swoje korzenie. Coraz bardziej prawdopodobne staje się to, że nie będzie mu dane zagrać w biało-czerwonych barwach.