Kiedy na początku roku przejmował pakiet kontrolny w Legii Warszawa, był zdecydowanie w cieniu prezesa i mniejszościowego udziałowca Bogusława Leśnodorskiego. I nadal kieruje sportową spółką akcyjną z Łazienkowskiej raczej z tylnego medialnego siedzenia, ale pewnie tylko dlatego, że to wygodna pozycja. Tak naprawdę bowiem Dariusz Mioduski, absolwent Harvardu, który w czasach studenckich grywał w koszykówkę z obecnym prezydentem USA Barackiem Obamą, a potem przez lata był prawą ręką najbogatszego Polaka Jana Kulczyka, sprawia wrażenie człowieka nie tylko świetnie zorientowanego w piłkarskim biznesie, ale i takiego, bez którego w stołecznym klubie nie zapadnie żadna ważna decyzja.
ROZMAWIAŁ ADAM GODLEWSKI Wywiad został przeprowadzony 27.3.2014 r.
Po co potrzebna była panu Legia na własność? Jestem na takim etapie życia, że mogę wreszcie robić coś, co daje przede wszystkim emocje. Zawsze ciężko pracowałem, nieustannie coś tworzyłem, ale wszystkie wcześniejsze przedsięwzięcia musiały z założenia być zyskowne. Oczywiście teraz też z pracy zarobkowej nie zrezygnowałem, ale mam już czas, aby zacząć także realizować chłopięce – nieziszczone dotąd – pasje – mówi w rozmowie z tygodnikiem „Piłka Nożna” Mioduski (na zdjęciu). – Kocham sport, przede wszystkim futbol, a szczególnie, mimo że nie pochodzę z Warszawy, Legię. I boli mnie, że piłka nożna w Polsce jest na takim etapie, na jakim cały kraj był przed dwudziestoma laty. Biznes, struktury, gospodarka poszły do przodu, a ta dziedzina życia zatrzymała się w latach 90. I wymaga głębokiej restrukturyzacji. Nie mamy ani fundamentalnej organizacji szkolenia, ani jakości zarządzania talentami na wczesnym etapie rozwoju. Dlatego uważam, że jest to projekt dla mnie. Tym bardziej że dorastając w Stanach Zjednoczonych, złapałem bakcyla społecznika, przesiąkłem tam tym, że warto robić fajne rzeczy dla lokalnej społeczności.
Stać pana na takie gesty? Z Legią jest pan związany od mniej więcej dekady, więc doskonale zdaje pan sobie sprawę, że futbol to biznes, na którym w Polsce jeszcze nikt – oprócz piłkarzy – nie dorobił się. Jeżeli ewentualne problemy klubu trzeba by rozwiązać lub tylko przykryć kasą, to mnie nie stać. Nie po to jednak wszedłem w Legię, nie mam też ambicji, aby żyć z futbolu. Nie zamierzam pobierać dywidendy ani sprzedawać zawodników, aby czerpać z tego zyski. Jeśli udałoby się zarobić, również na transferach, to wraz ze wspólnikiem takie środki będzie reinwestować w klub. Naszym nadrzędnym celem jest bowiem podnoszenie wartości Legii. Już dziś mamy budżet dwukrotnie wyższy od krajowych konkurentów, ale na tym nie poprzestaniemy. Generujemy wyższe przychody, bo lepiej zarządzamy projektem, na pewno jednak w klubie są jeszcze rezerwy i do docelowego punktu jeszcze daleka droga.
(…)
Cały wywiad w najnowszym wydaniu tygodnika Piłka Nożna! Już w kioskach!
Porażka Wieczystej we Wrocławiu. Simundza obronił posadę
Śląsk Wrocław pokonał 2:0 Wieczystą Kraków. Wrocławianie rozegrali dobre spotkanie i wykorzystali swoje okazje. W Wieczystej zapowiada się gorący tydzień.
Piłkarz Wisły obserwowany przez angielski klub. Skauci byli w Krakowie
Newcastle United ma interesować się Jakubem Krzyżanowskim. Lewy obrońca był obserwowany przez przedstawicieli zespołu Premier League podczas meczu z Rakowem.
Szwarga po porażce z Wisłą. ,,Jako drużyna zrobiliśmy krok do przodu”
Dawid Szwarga, w programie ,,Liga+Extra'' na antenie Canal + Sport, podsumowywał przegrane spotkanie w Krakowie. Szkoleniowiec mówił również, co zdecydowało o jego powrocie do Rakowa.