Relacje między trenerem a piłkarzami są niezwykle istotnym czynnikiem wpływającym na wyniki zespołu. Najlepszy specjalista od taktyki czy przygotowania fizycznego niewiele osiągnie, jeśli będzie pozbawiony tzw. miękkich kompetencji, czyli umiejętności współżycia z podwładnymi tak, by ci z jednej strony nie weszli mu na głowę, a z drugiej nie znienawidzili.
Mam wrażenie, że właśnie to powstrzymuje wielu byłych znakomitych piłkarzy od podjęcia się pracy w zawodzie trenera. Wiedzą bowiem doskonale, że poza nielicznymi przypadkami klubów, w których prezes bezwarunkowo i do końca popiera trenera, piłkarze zawsze znajdą sposób by (z)nielubianego bossa wyrzucić z posady. Pozostaje pytanie, jakie złe cechy u szefa futboliści potrafią zaakceptować, a jakie, bądź jaka, są dla nich całkowicie nie do zniesienia?
I właśnie o tym, jako że mi wszystko się z futbolem kojarzy, myślałem czytając znakomitą książkę Caroline Alexander „Bunt na Bounty”. Na pewno słyszeliście Państwo o tej historii, bo i sporo o niej pisano, i zacny film z Melem Gibsonem, Anthonym Hopkinsem i Laurencem Olivierem w 1984 roku powstał: marynarze dowodzonego przez Bligha HMS „Bounty” w kwietniu 1789 roku na środku Pacyfiku wysadzili go wraz z lojalnymi podwładnymi na małej łódce ze statku i odpłynęli w siną dal. To był wypadek bez precedensu w historii brytyjskiej marynarki. Pojawiło się pytanie, dlaczego spośród setek jej kapitanów taki afront spotkał właśnie Bligha?
Otóż Bligh nie był tyranem, a wśród kapitanów morskich statków wyróżniał się raczej łagodnym usposobieniem, niż furjactwem. Jako uczeń słynnego Jamesa Cooka dbał bardzo o ich zdrowie, na jego statku szkorbut nie zbierał żniwa. Cieleśnie karał umiarkowanie. Nie zmuszał do pracy ponad siły. Natomiast był perfekcjonistą. Interesował go każdy szczegół, przywiązywał wagę do wszystkich detali, domagał się wypełniania obowiązków ze skrajną skrupulatnością, wypominał każde niedociągnięcie, karał, choć łagodnie, rugał, choć bez przekleństw, za najmniejsze uchybienie. Na początku to się nawet podoficerom i marynarzom podobało, gdyż na statku był porządek.
Doceniali oni zawodowe kompetencje Bligha, który nie raz wyprowadzał okręt ze straszliwych burz bez strat osobowych. Ale z czasem ich stosunek do kapitana (w stopniu porucznika) Bligha się zmienił. Jego perfekcjonizm stał się na dłuższą metę nie do wytrzymania, gdyż każdy człowiek miewa chwile słabości i czasami potrzebuje by szef to zrozumiał. Po półtora roku żeglugi po prostu nie wytrzymali.
Czy aby historia współpracy piłkarzy Manchesteru City z Pepem Guardiolą nie jest odrobinę podobna do historii Bligha i załogi „Bounty”? Czy aby w wielu innych przypadkach przyczyną kryzysu, w jaki popadał znakomity zespół prowadzony przez wybitnego trenera nie było zmęczenie perfekcjonizmem szefa? Mam wrażenie, że wielu piłkarzy w rozmaitych wywiadach dotyczących rozmaitych przypadków to sugerowało, nie śmiejąc nazwać rzeczy po imieniu, tak jak odłowieni w końcu buntownicy (acz nie wszyscy) też mówili, składając fałszywe świadectwo, o tyraństwie Bligha, a żaden nie zrzucił winy za to, co się stało, na bezlitosne dążenie Bligha do doskonałości i wymaganie jej od podwładnych.
A, i jeszcze jedno. Alexander opisuje, jak w ramach ćwiczeń fizycznych Bligh zmuszał marynarzy do codziennego tańczenia po służbie do muzyki zabranego w rejs skrzypka. To moim zdaniem niedoceniany detal. Mężczyzny nie można bowiem zmuszać do tańczenia bez konsekwencji. Ale to już przesłanie do partnerek piłkarzy (i nie tylko), a nie ich trenerów.
Co znajdziecie w najnowszym numerze „Piłki Nożnej”?
Jak zawsze najciekawsze materiały zapowiada Zbigniew Mucha. Tym razem m.in. fenomen Barcelony oraz niezwykła historia ostatniego meczu reprezentacji NRD. Do tego wywiady, polska i zagraniczna piłka oraz dużo więcej. Obejrzyjcie zapowiedź wydania i zajrzyjcie do najnowszego numeru!
Było to kilkanaście lat temu, wydaje mi się, że w dniu meczu Lecha Poznań z fińskim FC Honka. Byłem młodziutki, wychodząc z redakcji spytałem obecnych, gdzie będą wieczorem oglądać mecz eliminacji Ligi Europejskiej. Wiedziałem, że pozostali redaktorzy nie interesują się piłką, ale byłem wówczas jeszcze przekonany, że cały kraj, nawet nie-kibice, że wszyscy Polacy oglądają takie mecze. To chyba tego dnia dowiedziałem się, że obok siebie istnieją dwa oddzielne światy.
Sankcyjny mur wokół sportowej Moskwy kruszeje coraz bardziej. Kolejnym przełomem był niedawny start reprezentacji Rosji we włoskich igrzyskach paraolimpijskich. Rosjanie wystartowali tam pod swoją flagą, ze swoim hymnem, a końcowe podium wyglądało jak nowa Jałta: Chiny, Stany Zjednoczone i Rosja.
Hiszpania świętuje awans do finału MŚ i zachwyca się swoją reprezentacją
– Tak miało być. Zaczęliśmy w Atlancie, a skończymy w Nowy Jorku. Jest już blisko. Idziemy po to! – krzyczał w szatni po zwycięstwie nad Francją najlepszy na boisku Dani Olmo. Słowa te oddają nastrój euforii w zespole Luisa de la Fuente oraz w całym kraju – wszyscy Hiszpanie zgadzają się z gwiazdą zespołu: po czymś takim, jak obalenie Francji, nie można przegrać finału, ktokolwiek byłby rywalem.
RL 2028, czyli co transfer Lewandowskiego oznacza dla reprezentacji Polski
Nie interesuje mnie, czy Robert Lewandowski zarobi w Chicago 10, 20 czy 50 milionów dolarów. Nie interesuje mnie, czy zbuduje swoją markę na amerykańskim rynku. Interesuje mnie tylko jedno – co przenosiny do Fire oznaczać będą dla reprezentacji Polski?
Słuszne porównanie :). Niech Pep w końcu da im trochę swobody, a wtedy po jakimś czasie zawodnicy City odżyją.
To problemem Pepa, sam wybrał dogrywanie w Ciry! Wcześniej kluby zmieniał średnio co 4 sezony, a tu siedzi w nieskończoność!