Lekcja od Wisły dla Wojciecha Kwietnia [KOMENTARZ]
Indywidualnej jakości piłkarzy wystarczyło Wieczystej na pół godziny derbów z Wisłą. Później Biała Gwiazda przejęła kontrolę nad wydarzeniami, po raz pierwszy zagrała w Ekstraklasie na zero z tyłu, pewnie wygrała 2:0 i z kompletem zwycięstw przy Reymonta spogląda na razie bardziej w górę niż w dół tabeli.
W poprzednim sezonie, jeszcze na pierwszoligowym szczeblu, Wisła i Wieczysta dwukrotnie zremisowały z sobą 1:1. Teraz „krakoskie derby” – jak pisano pod Wawelem, w końcu wyłoniły zwycięzcę. Zasłużenie okazała się nim Biała Gwiazda, dowodząc że nawet skromna stabilizacja w połączeniu z konsekwentną realizacją przyjętej koncepcji, więcej znaczą niż szastanie pieniędzmi i wdrażanie co rusz nowych wizji, szczególnie na trenerskiej ławce.
ZMIANY KOPICIA
Przed pierwszym starciem w Ekstraklasie, trener Białej Gwizdy został spytany, czy w obliczu derbów czuje większą presję. – Nie czuję – odpowiedział Mariusz Jop. – To jest spotkanie, jak każde inne, za trzy punkty. Jesteśmy gospodarzem, gramy przed własną publicznością, chcemy wygrać. Dwa ostatnie spotkania tutaj wygraliśmy. Chcemy budować siłę tego stadionu, chcemy grać widowiskowo, strzelać bramki. I podobnie będzie w najbliższym meczu.
W tygodniu poprzedzającym mecz, zespół Wieczystej objął nowy trener. Żeljko Kopić zastąpił Kazimierza Moskala zwolnionego po przegranych derbach z Cracovią. Mariusz Jop nie wyglądał na zadowolonego z tej zmiany. – Na pewno dużo trudniej jest się przygotować do takiego spotkania – mówił. – Mieliśmy przeanalizowaną Wieczystą na podstawie poprzednich spotkań. Musieliśmy sięgnąć do historii, zobaczyć jaki styl gry preferuje nowy trener. Natomiast jest zawsze znak zapytania, jaką opcję wybierze, jak będzie chciał bronić, na co będzie chciał zwrócić uwagę w atakowaniu.
Kopić, który z mediami po objęciu posady rozmawiać nie chciał, zasłaniając się faktem, że dopiero poznaje zespół, zdecydował się na dwie istotne zmiany personalne. W bramce pojawił się wypożyczony z Dinama Zagrzeb, jego rodak Nikola Cavlina, a w ataku świeżo sprowadzony Efthymios Koulouris. Stylu gry Wieczysta nie zmieniła, od początku odważnie podeszła wysoko, a były król strzelców Ekstraklasy, już po dziesięciu minutach mógł przywitać się z nią ponownie golem. Po stracie Kacpra Dudy, rozpoczętą przez siebie akcję zakończył jednak uderzeniem po palcach Marcela Łubika w poprzeczkę.
KONTRY WISŁY
Dyspozycję Cavliny Wisła zdołała sprawdzić dopiero po pół godzinie gry. Strzał Jordiego Sancheza był groźny, ale w sam raz pod efektowną interwencję na notę. Z sytuacyjnym uderzeniem Elie Youana z najbliższej odległości Chorwat poradził sobie świetnie, ale głównie dlatego, że stał gdzie akurat było trzeba. Po dwóch dobrych okazjach z obu stron, pierwsza połowa skończyła się bezbramkowo.
Na początku drugiej, po świetnym rozprowadzeniu przez Juliusa Ertlthalera, Youan – mając tym razem miejsce i czas – znów trafił wprost w Cavlinę. Kilka minut później kolejnego doskonałego podania Austriaka nie zmarnował już lider ekstraklasowych strzelców Jordi Sanchez. Trzeba jednak podkreślić, że całą akcję fantastycznie wyreżyserował James Igbekeme. Biała Gwiazda objęła prowadzenie 1:0, ale stracić mogła je już po chwili. W potwornym podbramkowym zamieszaniu Koulouris nie zdołał jednak oddać strzału.
Cavlina pomylił się w 78 minucie. Po jego złym zagraniu w sytuacji sam na sam znalazł się Angel Rodado. Powinno być 2:0 dla Wisły, ale Hiszpan po kontuzji wciąż nie jest w dyspozycji sprzed operacji i pojedynek z Chorwatem przegrał. Kiedy co bardziej przesądni kibice Białej Gwiazdy obawiali się, że ta sytuacja może się na ich zespole zemścić, przedstawił się im Jeremy Guillemenot. Debiutujący przy Reymonta Szwajcar, wprowadzony za Sancheza, ślicznie przymierzył z dystansu i okazało się, że co ma wisieć nie utonie. W końcówce Wieczysta ruszyła do przodu, dwa razy błysnął Łubik, ale ostatecznie Wisła po raz pierwszy w tym sezonie zachowała zerowe konto strat imponując momentami obroną pola karnego. Co dodatkowo należy wspomnieć, stała się przy okazji pierwszym zespołem, który nie stracił gola z Wieczystą.
TRENERSKIE OPINIE
– Podobało mi się jak weszliśmy w ten mecz, w drugiej części pierwszej połowy Wisła doszła do głosu i gra się wyrównała. Po przerwie chcieliśmy kontynuować to co przed nią, ale nadzialiśmy się na kontry co pokazuje, że czeka nas wiele pracy nad grą w obronie – komentował spotkanie Kopić, który przyznał, że przyjął propozycję Wieczystej, bo projekt go przekonał i widzi przed nim ciekawą przyszłość. Ocenił, że jego zespół jest na wysokim poziomie, ale na dwóch, trzech pozycjach będą rozważać jeszcze wzmocnienia jeśli trafi się odpowiedni kandydat do pozyskania.
– Cieszę się bardzo, że zagraliśmy na zero z tyłu – mówił Jop. – . Oczywiście cieszę się, że w końcu wygraliśmy derby z Wieczystą. Zespół robi postępy. Jestem zadowolony z gry defensywnej, to była dobra robota szczególnie w obronie niskiej. Do tego wykorzystaliśmy swoje momenty w atakach szybkich. Czy ktoś może jeszcze odejść z drużyny przed końcem okienka? (mówi się o Mariuszu Kutwie i Ervinie Omiciu – przy. jt). Na ten moment nie ma takich decyzji, jeśli będą, będzie komunikat ze strony klubu.
***
Przed spotkaniem dużo dyskutowano o tym co będzie się działo na trybunach po tym jak Jarosław Królewski zmienił regulamin i stanowczo zakazał eksponowania transparentów głoszących nienawistne treści. Ostatecznie sprawdziły się przedmeczowe słowa Mariusza Jopa, który mówił: – Zawsze mieliśmy fantastyczny doping ze strony kibiców, zawsze byli naszym sprzymierzeńcem. Ostatnie spotkania to był wypełniony stadion i fantastyczny doping. Bardzo mocno liczymy na kibiców, że będą z nami w każdej sytuacji. I tak samo będzie w najbliższym meczu.
Faktycznie było. Atmosfera była w zasadzie nienaganna, na widowni zasiadł komplet widzów, a co więcej, doping prowadzono praktycznie bez wulgaryzmów. – Bardzo dziękuję za ten doping – podsumował na pomeczowej konferencji Jop.
Po 110 dniach od meczu o Superpuchar Polski, Górnik Zabrze znów zmierzył się z Lechem Poznań, tym razem rewanżując się za porażkę 1:3. W lipcu mistrz Polski wygrał dzięki dużej intensywności, teraz zapłacił cenę za niewytłumaczalny minimalizm.
Zbigniew Boniek odniósł się do zwolnienia Aleksandara Vukovicia z Widzewa Łódź. Były prezes PZPN mówi, że wyglądało to podobnie jak z Paulo Sousą. Łukasz Masłowski miał być od początku przeciwko Serbowi.