Podopieczni Henninga Berga postawili kolejny krok na drodze w kierunku mistrzostwa Polski. Jego Legia pokonała przy Łazienkowskiej Wisłę Kraków (5:0) i umocniła się na pierwszym miejscu w tabeli.
To było spotkanie do jednej bramki. Gospodarze zaczęli co prawda nerwowo, ale z każdą minutą ich przewaga rosła. Wisła nie grała źle, szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę brak kilku podstawowych zawodników. Co więcej, w 19. minucie to właśnie piłkarze Franciszka Smudy mogli objąć prowadzenie. Wilde-Donald Guerrier ograł Bartosza Bereszyńskiego, wyłożył piłkę do Semira Stilicia, a ten uderzył z całej siły. Legię uratowała poprzeczka.
Kiedy Bośniak rozpamiętywał jeszcze zmarnowaną szansę, gospodarze przeprowadzili szybki atak. Michał Żyro dostał piłkę z głębi pola, bez problemów poradził sobie z Dariuszem Dudką i Michałem Czekajem, po czym oddał mocny strzał obok słupka i dał swojej drużynie prowadzenie.
Zdobyta bramka dodała Legii pewności siebie i kwestią czasu były kolejne gole dla obrońców tytułu. Pierwszy z nich padł w 35. minucie. Bereszyński próbował wrzucić piłkę pod bramkę Wisły, ta odbiła się jeszcze od obrońcy i spadła pod nogi Michała Kucharczyka. Ten z najbliższej odległości dopełnił formalności.
Jeszcze przed przerwą Wojskowi podwyższyli na 3:0. Kolejne dośrodkowanie, tym razem Tomasza Brzyskiego, które na gola zamienił Tomasz Jodłowiec, który strzałem głową pokonał Michała Miśkiewicza.
Obraz gry w drugiej połowie nie uległ zmianie. Legia nacierała, Wisła była w odwrocie, a kibice na trybunach dobrze się bawili. Miejscowi piłkarze sprawili im prezent w 58. minucie, kiedy to w pole karne piłkę wrzucił Żyro, a pięknym uderzeniem „szczupakiem” popisał Dossa Junior.
Legii wciąż było mało, a jej zwycięstwo w 79. minucie przypieczętował… tak tak, oczywiście niezawodny Marek Saganowski. Doświadczony napastnik ledwo co wszedł na boisko z ławki rezerwowych, a już wykorzystał zgranie piłki głową Miroslava Radovicia i sprytnym strzałem obok wychodzącego Miśkiewicza skierował ją do siatki. 5:0 i pogrom stał się faktem.