Legia Warszawa nie zamierza na razie iść śladem Ruchu Chorzów i wchodzić na parkiet warszawskiej giełdy. Współwłaściciel klubu Dariusz Mioduski nie wykluczył jednak takiego kroku w przyszłości.
– Nie ma obecnie w Polsce i chyba długo nie będzie klubu, który swoją organizacją byłby atrakcyjnym produktem giełdowym. Nie wiem też, czy giełda jest najlepszym wehikułem, by stworzyć i potem zwiększyć partycypację kibiców. Za kilka lat możemy o tym pomyśleć, ale oczywiście w biznesie, podobnie jak i sporcie, nie można wszystkiego precyzyjnie zaplanować – powiedział Mioduski w rozmowie z ISBNews.
Brak decyzji o wejściu na giełdę nie oznacza jednak, że przy Łazienkowskiej nie szukają innych sposobów na pozyskanie pieniędzy. – Myślimy natomiast o innych formach finansowania klubu. Form pozyskania pieniędzy – poza giełdą – jest mnóstwo, możliwe jest więc finansowanie dłużne, pozyskanie partnera biznesowego czy partycypacji kibicowskiej w postaci np. obligacji dla nich – kontynuował współwłaściciel Legii.
– Na dziś jednak mamy przed sobą możliwość sporego wzrostu organicznego, możemy generować pieniądze związane z sukcesem sportowym – zakończył.