Orły są triumfatorami minionej edycji Ligi Konferencji i niedawnymi zdobywcami Pucharu Anglii. Przedstawicielami Premier League, czyli, z perspektywy PKO Bank Polski Ekstraklasy, innego piłkarskiego świata, co potwierdzają wyceny kadr przygotowane przez serwis Transfermarkt – szacowana wartość londyńskiej wynosi bez mała 580 milionów euro, natomiast poznańskiej niecałe 55. Mają wyraźną przewagę nad mistrzem Polski.
Tym niemniej początek bieżącego sezonu był w ich wykonaniu nieudany. W czterech meczach ligowych odniosły tylko jedno zwycięstwo, ponosząc aż trzy porażki. A wcale nie wylosował im się szczególnie wymagający terminarz, wyłączając potyczkę z bezbłędnym na razie Manchesterem City (1:4), zagrały z targanym trudnościami kadrowymi Evertonem (0:2), szukającym nowych liderów Fulham (3:2) oraz beniaminkiem z Ipswich (2:3). Jedynie w pucharowej rywalizacji z występującym w Championship Middlesbrough pokazały pełny potencjał, święcąc bezdyskusyjny triumf (3:0).
Podstawowym problemem drużyny z Selhurst Park jest gra obronna. W dotychczasowych starciach straciła aż 11 goli, najwięcej w Premier League. Według współczynnika trafień oczekiwanych „powinna” stracić osiem, ale to i tak najgorszy wynik w angielskiej elicie. Pozwoliła oponentom na oddanie 71 uderzeń – tylko Newcastle United oferuje więcej szans – w tym 26 celnych – nikt do tylu nie dopuścił. I na zanotowanie 164 kontaktów z piłką w jej polu karnym, w czym także przewodzi stawce, a raczej szoruje po jej dnie. Najłatwiej zranić ją poprzez dośrodkowania.
Jedną z przyczyn kłopotów defensywnych stanowi ciągle trwające przyswajanie przez zawodników koncepcji taktycznych nowego szkoleniowca. Pierre Sage stosuje podobne manewry do poprzednika, Olivera Glasnera, lecz nie identyczne. Zrozumienie ich i zrealizowanie na boisku wymaga czasu.
– Nie chodzi wyłącznie o mnie i moje pomysły – zaznacza jednak Francuz. – Funkcjonuję w trudnym świecie futbolu, w którym moje pomysły są czasami weryfikowane przez możliwości piłkarzy, jakość przeciwników i dostępność graczy.
Kwestie kadrowe to kolejny powód perypetii Crystal Palace i perypetia sama w sobie. Piłkarze poznają nie tylko trenera, ale i siebie nawzajem. W trakcie letniego okna transferowego z klubu odeszło siedmiu istotnych futbolistów – przede wszystkim Maxence Lacroix i Daniel Munoz, kluczowi członkowie drużyny – natomiast dziesięciu – połowa operuje w obronie – do niego dołączyło. Dean Henderson i Chadi Riad – podstawowi bramkarz i stoper – leczą urazy. W połączeniu z kiepską formą Jaydee Canvota, niedostatecznym przygotowaniem fizycznym Axela Disasiego i Takehiro Tomiyasu oraz brakiem doświadczenia Honesta Ahanora sprawiło to, że do każdego meczu w bieżących rozgrywkach zespół przystąpił w innym składzie defensywnym. W takich okolicznościach niezwykle trudno nawiązać jakże ważne nici porozumienia, przywyknąć do zalet i wad partnerów.
Błędów popełnianych przez obrońców nie niwelują atakujący – wyjątek wystąpił w potyczce z Fulham – również przetrzebieni. Ismaila Sarr i Jean-Philippe Mateta – liderzy formacji w zeszłym sezonie, zdobywcy łącznie 37 bramek – zmagają się z kontuzjami, a ponadto niezadowoleniem z aktualnej przynależności klubowej, w minionych miesiącach nieskutecznie pragnęli ją zmienić.
Właśnie w takim stanie Crystal Palace podejmie Lecha Poznań. Nie będzie łatwym oponentem, ale łatwiejszym niż było w poprzednich rozgrywkach.
1 Komentarz
najstarszy
najnowszyoceniany
Zibi
17 września, 2026 09:26
I tak będzie to ciężki mecz dla Lecha….taki mamy poziom
I tak będzie to ciężki mecz dla Lecha….taki mamy poziom