Horror Realu zakończony happy endem! Zwycięstwo wyszarpane w doliczonym czasie gry
Real Madryt zmierzył się z Elche w wyjazdowym spotkaniu rozgrywanym w ramach 6. kolejki hiszpańskiej LaLiga. Królewscy sięgnęli po pełną pulę, choć łatwo zdecydowanie nie było.
Kiedy wybrzmiał gwizdek kończący pierwszą połowę spotkania, wydawać by się mogło, że za nieco ponad godzinę Real Madryt dopełni formalności, pewnie i komfortowo przypieczętowując komplet punktów w meczu z Elche. Królewscy prowadzili wtedy bowiem już 2:0.
Choć pierwsza bramka spotkania została zaliczona jako trafienie samobójcze, największy udział zanotował przy niej Arda Guler. To właśnie po jego uderzeniu bezpośrednio z rzutu wolnego piłka odbiła się od golkipera i wpadła do siatki w 25. minucie. Zaledwie 8 minut później prowadzenie Los Blancos podwyższył Mbappe.
Mimo dwubramkowej straty do hegemona Elche nie wywiesiło białej flagi i dzielnie walczyło o pozytywny rezultat. Nagrodą za walkę okazało się kontaktowe trafienie autorstwa Abiela Osorio z 71. minuty. Jak się później okazało, to nie był jedyny gol strzelony przez gospodarzy tego wieczoru. Niecały kwadrans później do remisu doprowadził Fer Nino.
Królewscy po raz kolejny pokazali jednak, że gra do końca to ich drugie imię. Już w doliczonym do drugiej połowy czasie Real rzutem na taśmę zapewnił sobie zwycięstwo po golu Carlosa Espiego. Tym samym Królewscy zrównali się liczbą punktów z Barceloną, która ma jednak mecz rozegrany mniej.